Trener GKS Bełchatów po meczu z Lechem Poznań: Czujemy się jak zbite psy

- To był mój 95. mecz w roli pierwszego trenera GKS Bełchatów. Do tej pory straciłem najwięcej trzy bramki, a dziś aż pięć - mówił Kamil Kiereś po porażce 0:5 z Lechem Poznań w 11. kolejce ekstraklasy.


Szkoleniowiec GKS Bełchatów pogratulował Lechowi Poznań zasłużonego zwycięstwa po meczu, w którym jego zdaniem dominacja gospodarzy była bardzo widoczna. - To najwyższa porażka, odkąd pracuję w GKS. Nigdy nie straciłem w meczu więcej bramek - zdradził trener. Dodał też: - Zawsze przyczyn niepowodzeń szukam u siebie i muszę wziąć na swoje barki odpowiedzialność za to, co widzieliśmy w grze mojego zespołu. A widzieliśmy bardzo słabą dyspozycję, co jest pochodną mojej pracy wykonanej w tym tygodniu. Taki występ chluby nam nie przynosi, ja i moi piłkarze czujemy się jak zbite psy.

Kamil Kiereś zauważył, że Lech Poznań strzelał jego drużynie bramki z taką łatwością, jak robił to w niedawnym spotkaniu z Zawiszą Bydgoszcz (6:2). - Zabrakło nam jakości w umiejętnościach czysto piłkarskich i to było bardzo widoczne. Zwracałem moim zawodnikom uwagę, by wystrzegali się sytuacji, w których Lech zdobywał bramki po kontratakach, jak to było w spotkaniu z Zawiszą. Gdy zespół z Bydgoszczy tracił piłkę, nadziewał się na kontry. Niestety, powieliliśmy błędy Zawiszy - stwierdził trener bełchatowian. - Kluczem do takiego wyniku była bardzo słaba postawa GKS, oczywiście nie umniejszając niczego Lechowi, który jest bardzo dobrym zespołem, ale pomogliśmy mu prowadzić grę ofensywną.

Kiereś przyznał, że gra jego zespołu posypała się po golu na 2:0. - Wprowadziłem bardziej ofensywnych piłkarzy, ale wtedy dostaliśmy kontrataki. Trzy z nich Lech wykorzystał, a miał jeszcze kilka, których nie wykorzystał - mówił. Przypomniał też, że do przerwy GKS przegrywał tylko 0:1. - Nie graliśmy dobrze, ale wynik był taki, że pozwalał jeszcze odmienić losy spotkania. Zabrakło nam jednak agresji i tego wszystkiego, co pozwalało nam być drużyną we wcześniejszych spotkaniach.

Trener gości powiedział, że Lech Poznań nie zaskoczył go wystawieniem w pierwszym składzie Darko Jevticia. - Były informacje, że Lech może zagrać z nami osłabiony. Niektórzy upatrują w takich sytuacjach szans dla siebie, ale nie było na to szans, bo nie byliśmy w stanie prowadzić gry, która była naszą siłą we wcześniejszych meczach - wyjaśnił Kamil Kiereś.

Trener beniaminka prosił też, by nie przekreślać dorobku jego drużyny po takim pogromie. - Lech Poznań, zespół z wielkim potencjałem, przeżywał jeszcze niedawno trudne chwile, nie wygrywał u siebie. My też mamy taki trudny moment, ale zapewniam wszystkich, że zabierzemy się do pracy i będziemy chcieli szybko wrócić do tego, co było. Do meczów, w których drużyna była najważniejsza. Dzisiaj nie każdy włożył w mecz tyle, ile trzeba. Ten jeden mecz nas jednak nie przekreśla. Wyciągniemy wnioski, żeby po tej jednej porażce sytuacja nie zrobiła się dla nas niekorzystna.