Sport.pl

Lech Poznań - Liverpool FC - słynne mecze z 1984 roku. Anglicy jak charty obżarte surowym mięsem [WIDEO]

Tak piłkarzy Liverpool FC określił ówczesny trener Lecha Poznań Wojciech Łazarek. - Oni biegali jak charty, które najadły się surowego mięsa. I tak przez 90 minut - mówił. Kolejorz nie miał szans z legendarną angielską drużyną. Chociaż gdyby Mirosław Okoński... 30 lat temu, 3 października 1984 roku, "Kolejorz" rozegrał swój najsłynniejszy - jak dotąd - mecz w europejskich pucharach.
W 1984 roku Lech Poznań był nie tylko mistrzem Polski, miał także krajowy puchar. Z dubletem na koncie stanowił to, co w polskiej piłce najlepsze. Po drugiej stronie stanął jednak zespół legenda, angielski Liverpool FC, którego "Kolejorz" wylosował w Pucharze Europy.

Zaraz po losowaniu do trenera Wojciecha Łazarka dodzwonił się jeden z dziennikarzy. Zapytał o Liverpool.

- Tak, to niewątpliwie główny faworyt rozgrywek i kandydat numer jeden do zdobycia Pucharu Europy - powiedział poznański trener. - A wie pan, kogo my wylosowaliśmy?

- No właśnie Liverpool.

Trener Wojciech Łazarek opowiadał potem "Gazecie Wyborczej", że ugięły mu się nogi i omal nie wypuścił słuchawki. W tej chwili bardzo wystraszył się perspektywy meczu z zespołem, który elektryzował wszystkich. Dość powiedzieć, że gdy w poznańskich gazetach ukazały się dwie kolumny zawierające wyłącznie czarno-białe zdjęcia piłkarzy obu ekip, do kiosków ustawiły się kilometrowe kolejki. Wtedy, w PRL, nie były one niczym niezwykłym, ale ci ludzie stali wówczas po kawałek gazety zawierający namiastkę innego świata.

Kiedy angielska drużyna wylądowała na Ławicy irlandzkim boeingiem 727 linii Aer Lingus, witały ją tłumy tak wielkie, że gracze Liverpool FC stanęli zamurowani. - Tak witano dotąd tylko Beatlesów - mruknął Kenny Dalglish. Anglicy byli także otoczeni fanami w hotelu oraz podczas treningu na stadionie 22 Lipca. Ekipa Liverpool FC sama zrezygnowała z treningów przy Bułgarskiej, dając w ten sposób wyraźny sygnał Lechowi, iż u siebie też nie ma zamiaru pozwolić mu na trening na Anfield Road dzień przed meczem (nie było to wówczas obowiązkowe).



Poznaniacy zobaczyli zatem słynny stadion dopiero w dniu spotkania. A mieli do odrobienia stratę 0:1 z pierwszego spotkania w Poznaniu. 30 lat temu, 3 października 1984 roku, "Kolejorz" rozegrał swój najsłynniejszy - jak dotąd - mecz w europejskich pucharach.

Rozegrał go lepiej niż spotkanie w Poznaniu, choć przegrał wyżej, aż 0:4 (po trzech golach Johna Warka i jednym Paula Walsha). Lepiej, bo bez takiej bojaźni i asekuracji, jak wtedy. Na dodatek już na samym początku spotkania bliski odrobienia strat był Mirosław Okoński, który zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem Bruce'm Grobbelaarem. Tej zmarnowanej szansy nie może sobie zresztą wybaczyć do dzisiaj.

Oto opis tej sytuacji pochodzący z książki "Okoń", która ukazała się w 2012 roku:

"Pach, pach, dwa pierwsze podania, na razie spokojnie, w środku pola. Ubrani w czerwone stroje piłkarze z Liverpoolu nie mieli zamiaru atakować ostro od pierwszej minuty. To nie oni odrabiali straty.

"Walk on through the wind,

Walk on through the rain,

Though your dreams be tossed and blown"

Nikt w Lechu nie rozumiał angielskiego na tyle, by pojąć, co też wykrzykują kibice z trybuny The Kop. Polacy wiedzieli jednak, że angielscy fani śpiewają coraz głośniej i coraz równiej, jakby mieli jakiegoś dyrygenta na sektorze lub też ćwiczyli tę pieśń na jakichś próbach.

"Walk on walk on "

Jak na koncercie, brzmiało to zupełnie jak na jakimś koncercie.

Mirek Okoński zauważył Dariusza Kofnyta, który zastanawiał się, komu podać piłkę. Liczył na to, że i on go dostrzeże.

Anglicy wciąż jeszcze rozstawiali się na boisku. John Wark wyginał swe wąsy, gdy krzyczał do kolegów na cały głos i wskazywał im ręką kierunek przesunięcia defensywy. Przypominał teraz Omara Sharifa z Lawrence'a z Arabii.

"Walk on " - brzmiało wciąż z trybun.

Kofnyt spostrzegł kolegę z zespołu. Lekkim ruchem ciała zasygnalizował swój zamiar. Mirek pojął, w czym rzecz, i ruszył pędem. Minął Irlandczyka Ronniego Whelana i przyjął piłkę. Zwód i Szkot Alan Hansen został wymanewrowany. Został tylko Bruce Grobbelaar w bramce. Sytuacja sam na sam.

"Walk on with hope in your heart do k... nędzy, no!" Mirek usłyszał to przekleństwo z ust któregoś z kolegów, gdy był już na kolanach, które się pod nim ugięły. Spudłował, spudłował w takiej sytuacji. Zmarnował wspaniałą okazję. Raz w życiu dostał taką piłkę na Anfield Road i nie trafił w bramkę. Lepkie źdźbła trawy przylgnęły go jego czoła, gdy z ustami w murawie mielił wulgaryzmy z mokrą ziemią.

"And you'll never walk alone

You'll never walk alone".

Ktoś tam poklepał go po plecach, ale nadzieja szybko znikała z serca. Poczuł, że na własną połowę wraca kompletnie sam."



Wojciech Łazarek w "Gazecie Wyborczej" wspominał ten mecz tak: - Liverpool imponował dużą wymiennością pozycji. Zawodnicy biegali jak charty, które najadły się surowego mięsa. Bardzo trudno było ich upilnować. Z perspektywy czasu jestem pełen uznania dla trenera Fagana. On już wówczas przygotował zespół na granie sobota - środa - sobota. Nam się jeszcze to w ogóle nie śniło. Dużo się od niego nauczyłem.

Więcej o:
Komentarze (1)
Lech Poznań - Liverpool FC - słynne mecze z 1984 roku. Anglicy jak charty obżarte surowym mięsem [WIDEO]
Zaloguj się
  • kugel

    Oceniono 9 razy 7

    Miałem tę gazetę;-)stałem w kolejce jako mały gzub po nią,;-) Niestety zaginęła w ferworze przeprowadzek w dorosłym życiu. W dodatku byłem na tym meczu;-) Jednakże mimo wszystko uważam, że dwumecz z Barcą to chyba był "najsłynniejszy" mecz Kolejorza na Bułgarskiej;-)(nie licząc oczywiście meczu z Widzewem w 84? kiedy ludzie siedzieli na murawie;-) - ale to w krajowej kategorii najsłynniejszy).

    Pozdro;-) fajny wpis;-)

    www.mhtmstudio.com

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX