Puchar Polski: Lech Poznań męczył się z Wisłą Kraków. Wygrał 2:0

Z poczuciem ulgi i bez napastnika w składzie skończył Lech Poznań mecz Pucharu Polski z Wisłą Kraków. Wygrał 2:0, ale po ciężkich mękach i grze jak za czasów Jose Bakero. Miał szczęście, że trafił na osłabioną Wisłę
Trener Wisły Kraków Franciszek Smuda został mocno skrytykowany za to, że przywiózł do Poznania rezerwowy skład, który teoretycznie nie miał szans nawet z Lechem, który dopiero wychodzi z kryzysu ostatnich tygodni. Ten skład Wisły nie potrafił nawiązać wyrównanej walki z Kolejorzem, ale gola do przerwy nie stracił.

Cała ta część gry przypominała rodzaj biegu z przeszkodami, które Lech musiał pokonywać. Najpierw stracił Zaura Sadajewa - już po 15 minutach Czeczeniec zszedł z bólem stawu skokowego. Ucierpiał podczas powietrznego pojedynku przy rzucie rożnym. Już nie wrócił i odtąd Lech grał bez nominalnego napastnika. Trener Maciej Skorża wpuścił bowiem nie Dariusza Formellę, ale Szymona Pawłowskiego, dotąd skrzydłowego w Kolejorzu.

Kolejną przeszkodą był Gerard Bieszczad. Były bramkarz Lecha bronił w tym meczu dobrze i szczęśliwie - inna sprawa, że lechici uparli się, by strzelać w jego stronę i ułatwiać mu zadanie. Kulminacją tego procederu była 37. minuta i rzut karny za nonsensowny faul Wilde Guerriera na Gergo Lovrenciscsu. Haitańczyk posłał go na deski, nie bacząc na to, iż robi to w polu karnym.

Rzuty karne zazwyczaj wykonuje w Lechu Hubert Wołąkiewicz, ale tym razem pierwszy do piłki dorwał się Darko Jevtić. Szwajcar w tym meczu był napędem akcji Lecha, aczkolwiek przez cały czas przyjmował piłkę wyjątkowo - jak na niego - niechlujnie. Podobnie wykonał ten rzut karny. Gerard Bieszczad obronił i Lech schodził do szatni z 13 strzałami na bramkę, wieloma niewykorzystanymi okazjami, poprzeczką po strzale Muhamede Keity, okazji Kaspra Hämäläinena i Tomasza Kędziory i ... bez goli. Za to Wisła była tego bliska po ryzykownym wyjściu Macieja Gostomskiego.

Zmuszony do ataku pozycyjnego Lech miał problemy. Wymieniał podania, kontrolował grę, utrzymywał się przy piłce, ale coraz bardziej przypominało to epokę Jose Bakero - najbardziej skrajny przypadek braku przełożenia dominacji w meczach na wynik. Z czasem poznaniacy zaczynali wymieniać te podania coraz bardziej bezproduktywnie, a ich dośrodkowania były zupełnie nieporadne i niegroźne. Aż przyszedł rzut rożny, po którym wiślacy wybili piłkę pod nogi Szymona Pawłowskiego i ten strzelił gola. 10 minut później ten błyskotliwy gracz pokazał wspaniałą akcję, po której drugi gol wyjaśnił wątpliwości co do wyniku tego meczu, ale nie co do tego, jak Lech poradzi sobie w kolejnych meczach. A najbliższym jest przecież pojedynek z Legią Warszawa, już w najbliższy weekend.

Kolejorz miał szczęście, że jego rywalem była tym razem Wisła Kraków - mecz z nią skończył się bilansem strzałów 21:0 dla Lecha. Trudno było tego nie wygrać.

Kolejnego rywala Kolejorza poznamy w czwartek, gdy Chrobry Głogów zmierzy się z Jagiellonią Białystok. Jagiellonia to jedyny rywal z ekstraklasy w tej części drabinki Pucharu Polski.

Lech Poznań - Wisła Kraków 2:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Pawłowski (67.), 2:0 Pawłowski (77.)

LECH: Gostomski - Kędziora, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez (63. Douglas) - Trałka, Jevtić (78. Drewniak), Lovrencsics, Hämäläinen, Keita - Sadajew (15. Pawłowski)

WISŁA: Bieszczad - Żemło, Czekaj, Guzmics, Guerrier, Uryga, Dudka, Zając (58. Kolanko), Lech (78. Kuczak), Sarki (71. Garguła), Stępiński

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Widzów 10 965