Nieudany debiut trenera Macieja Skorży. Lech przegrał z Jagiellonią Białystok 0:1

Wszystkie siły rzucił na boisko trener Maciej Skorża pod koniec meczu z Jagiellonią w Białymstoku. Bramki straconej już w piątej minucie swojego debiutu w roli trenera Lecha Poznań jednak nie odrobił. Kolejorz przegrał 0:1


Obserwuj autora na twitterze

Trener Maciej Skorża zastrzegał, że na odciśnięcie zmian na Lechu Poznań i dostosowanie go do gry według swojej filozofii także w detalach potrzebuje minimum dwóch okresów przygotowawczych. Mało tego potrzebuje zgrupowania, na które w następnym tygodniu jedzie z lechitami do Międzychodu. To zgrupowanie będzie zapewne działaniem doraźnym, bowiem mecz w Białymstoku - debiut Macieja Skorży w roli trenera Kolejorza - pokazał, że z wicemistrzami jest nadal źle, a nawet gorzej, niż można było się spodziewać.

Nowy trener mówił, że na razie będzie w 70 procentach bazował na dotychczasowej taktyce. Nie zmienił ustawienia, zmienił wykonawców. Na pozycjach defensywnych pomocników zostawił Łukasza Trałkę i Darko Jevticia, nie zmienił też skrzydłowych. Za to na pozycji wysuniętego pomocnika wystawił Dawida Kownackiego, co było dość ciekawym pomysłem. Z przodu, w ataku debiutował Zaur Sadajew. Jego rolą miało być przytrzymywanie dogrywanych mu piłek i walka o nie. Czeczeniec to robił, ale nie dawał sobie rady. Gracze Jagiellonii typu Michał Pazdan czy Rafał Grzyb wybijali mu piłkę z głowy i w konsekwencji nieporadny Czeczeniec zszedł z boiska w przerwie, zmieniony przez Vojo Ubiparipa. Pytania, jak ten nieudany debiut i zmiana wpłyną na gracza z Groznego.

Lech był bezradny i podenerwowany, gdyż już w 5. minucie gospodarze strzelili gola. Wystarczyło wrzucić piłkę między poznańskich obrońców, by Mateusz Piątkowski mógł się cieszyć z prowadzenia Jagiellonii.

Lech natomiast grał to, co chce u niego nie tyle wyeliminować, co wzbogacić trener Maciej Skorża - akcje skrzydłami i wrzutki w pole karne. Sęk w tym, że działało to tylko przy obecności Łukasza Teodorczyka, a i tak nie zawsze. Na takie numery w tym sezonie nabrała się tylko Lechia Gdańsk. W Białymstoku lechici nie byli w stanie w ten sposób stworzyć żadnego zagrożenia pod bramką rywali. Zmuszeni do ataku pozycyjnego zaczęli nawet próbować niedokładnych zagrań diagonalnych (po przekątnej), na co Maciej Skorża kręcił na ławce głową z niezadowoleniem.

24. minucie Jagiellonia mogła podwyższyć prowadzenie, gdyż sędziowie błędnie odgwizdali Daniemu Quintanie spalonego, którego nie było. Na dodatek jeszcze upominali słusznie protestujących gospodarzy. Z kolei w 40. minucie Patryk Tuszyński zaskakująco uderzył i niedawny jubilat (w piątek miał 38. urodziny) Krzysztof Kotorowski z trudem odbił piłkę. Białostoccy piłkarze dość łatwo radzili sobie zresztą z chaotyczną obroną Lecha. Grali ciekawie w ataku, skutecznie w obronie.

Nadzieją kibiców Lecha było to, że w tym sezonie zawsze gra on jedną połowę słabiej, a drugą lepiej (niekoniecznie w tej kolejności). Ponieważ o słabszą niż pierwsza połowa z meczu z Jagiellonią byłoby trudno, należało spodziewać się poprawy gry po przerwie. Ta nastąpiła. Zaraz po wznowieniu gry Kolejorz miał dwie dobre okazje bramkowe.

Ten okres lepszej gry trwał krótko i dopiero w 57. minucie, po przechwycie Lech wreszcie przeprowadził dobrą, szybką akcję, ze zmianą kierunku biegu i niekonwencjonalnym zagraniem. To była akcja pokazująca, jak Kolejorz powinien grać. Jedna akcja...

Za to Krzysztof Kotorowski musiał ratować Lecha po strzale z daleka Macieja Gajosa. Trener Maciej Skorża wprowadził Muhameda Keitę i ten w 69. minucie uderzył w słupek bramki Jagiellonii. Doskakujący do dobitki Vojo Ubiparip był na pozycji spalonej. Wejście Muhameda Keity, który po transferze z Norwegii stanowił dotąd wielkie rozczarowanie, było jednak ważne dla postawy Lecha.