Trener Krzysztof Chrobak próbuje odbudować Lecha Poznań. Ten jest wyraźnie rozbity

Po zmianie trenera Lech Poznań jest drużyną rozbitą, która z trudem zremisowała z Pogonią Szczecin 1:1. Tymczasowy trener Krzysztof Chrobak mówi, że najbardziej liczy na najstarszych piłkarzy. Dwóch stracił.
Mowa o Łukaszu Trałce i Hubercie Wołąkiewiczu. Obydwaj mają poważne kontuzje. - Łukasz Trałka próbował wziąć udział w przygotowaniach do meczu z Pogonią. Okazało się to niemożliwe - mówi trener Krzysztof Chrobak. Kontuzja mięśniowa pomocnika Lecha wygląda kiepsko i może oznaczać trzy-cztery tygodnie przerwy. Jakby tego było mało, w meczu z "Portowcami" mięsień dwugłowy naderwał (miejmy nadzieję, że nie zerwał) Hubert Wołąkiewicz i trzeba go było znieść na noszach.

To nie tylko zwykłe kontuzje, to także cios w drużynę rozbitą już ostatnim kryzysem (odpadnięcie z Islandczykami ze Stjarnan i zwolnienie trenera Mariusza Rumaka oraz brak stałego następcy). Krzysztof Chrobak bowiem nie ukrywa, że w sferze mentalnej odbudowy morale zespołu chciał się oprzeć na tych najbardziej doświadczonych zawodnikach. Zostali mu dwaj - Krzysztof Kotorowski i Łukasz Teodorczyk.

Tenże Łukasz Teodorczyk tydzień temu swoim wejściem z ławki i dwoma golami rozstrzygnął mecz z Lechią Gdańsk, potrafił odwrócić jego losy. Teraz w pojedynku z Pogonią Szczecin pokazał swoją dawną, najgorszą twarz - irytująca nieskuteczność podlaną frustracją okazywaną jawnie na boisku. Widownia tego nie toleruje. Kibice reagują już na Lecha nie tylko gwizdami i protestami, ale wręcz jawną szyderą i satyrą - formą samoobrony przed trudnymi do zaakceptowania problemami, jakie właściwie nie wiadomo dlaczego ma kandydat do mistrzostwa Polski i sukcesów w Europie. Starannie budowany, przygotowywany w jednej chwili, w ciągu właściwie dwóch tygodni wpadł w niezwykłe tarapaty.

Mecz z Pogonią chwilami przypominał komedię pomyłek w stylu Flipa i Flapa. Podania do nikogo, niedokładności, straty, akcje bardzo niedopracowane - nic dziwnego, że u kibiców wywoływało to wściekłość. Wywiesili ono na dzień dobry transparenty z takimi hasłami jak ''Dobre fury i wypłaty, od studentów w piłkę baty" oraz innymi rymowankami, a nawet wierszami białymi, którymi krytykowali postawę graczy Lecha, w tym personalnie Łukasza Teodorczyka. Dodajmy do tego samych piłkarzy zmykających chyłkiem ze stadionu, żeby tylko czasem nie musieć rozmawiać o meczu z dziennikarzami, a zobaczymy pełen obraz tego, co teraz dzieje się w "Kolejorzu".

Trener Krzysztof Chrobak przyznaje, że jest ciężko. - Najbardziej bałem się właśnie reakcji widowni - przyznaje. - Nie zostaliśmy przyjęci sympatycznie.

Grać w meczu, w którym widownia w najlepszym wypadku nie pomaga, było sporym wyzwaniem i widać było gołym okiem, że Lech ma z tym wielki problem. Zwłaszcza że już w pierwszej połowie stracił gola po fatalnym błędzie i stracie piłki blisko od bramki. Krzysztof Chrobak uczulał drużynę na najgroźniejszą broń Pogoni - stałe fragmenty gry, tymczasem gol padł po błędzie z cyklu takich, jakie Lech popełniał w meczach z Kalju Nomme czy Stjarnan - samobójczym. Teraz musiał gonić wynik, odrabiać straty i udało mu się to na kwadrans przed końcem. Ten ostatni fragment meczu był w istocie najbardziej zaskakujący, bowiem Pogoń przestała grać w ogóle (- Pierwsza połowa kosztowała nas zbyt wiele sił - tłumaczył jej trener Dariusz Wdowczyk), a Lech nie tylko wyrównał, ale omal tego słabego w swoim wykonaniu meczu nie wygrał. Pod tym względem ten mecz przypominał spotkanie w Gdańsku, gdzie przeciwnicy prowadzili, nic nie wskazywało na to, że "Kolejorz" może zagrać dobrze i odmienić losy meczu, a jednak w końcówce do tego doszło. W Gdańsku przyczyniła się do tego nieodpowiedzialna czerwona kartka Zaura Sadajewa, tutaj w Poznaniu - wyraźne opadnięcie z sił zespołu Pogoni.

Trener Krzysztof Chrobak stanowczo jednak zaprotestował przed nazywaniem występu jego drużyny nieudanym, kabaretowym czy antyfutbolem. - Ja to widziałem inaczej. Widziałem starcie z przeciwnikiem wyrachowanym, który dążył do zdobycia stałych fragmentów gry. To jednak my wyglądaliśmy technicznie lepiej.

Nie skupiał się na tym, co doprowadzało kibiców do rozpaczy. Uwypuklał plusy. Takim plusem, w mniemaniu szkoleniowca, był fakt, że Lech w warunkach kryzysu i dużego napięcia spowodowanego krytyką podjął walkę z rywalem. - Zmiennicy pokazali, że można na nich liczyć. Po to wpuściłem Barry'ego Douglasa, by dostarczył Łukaszowi Teodorczykowi więcej piłek w pole karne. Pamiętamy przecież Łukasza z meczu w Gdańsku, który rozstrzygnął w taki sposób. Dobrze zaprezentowali się Karol Linetty i Darko Jevtić. Cieszę się, że mimo trudnej sytuacji na trybunach zespół podjął walkę - ocenił.

Tej walki domagają się z trybun kibice, ale to nie są już jedyne żądania. Zgodnie z ambicjami klubu, idą one dalej. Kibice oczekują jakości, zwycięstw, wyników adekwatnych do potencjału, jaki oni sami stanowią na trybunach. No i wreszcie - nigdy więcej wpadek z drużynami niżej notowanymi w najważniejszych rozgrywkach.