Lech Poznań bierze trenera z karuzeli [OPINIA]

Jeśli faktycznie władze Lecha Poznań wybierają następcę Mariusza Rumaka z dwójki Maciej Skorża - Waldemar Fornalik, znaczy to, że tak wychwalany skauting Lecha nie szuka człowieka na najważniejszą pozycję w drużynie. Pozycję trenera.
Trudno w polskiej ekstraklasie znaleźć bardziej cierpliwego właściciela klubu niż Jacek Rutkowski. Minęło osiem lat, odkąd zarządza on klubem, a zwalnia dopiero czwartego trenera. "Dopiero", bo trenerska karuzela kręci się w Polsce szybko, prezesi i właściciele zwykle tracą cierpliwość po kilku, kilkunastu miesiącach, a przed zwolnieniem nie broni nawet wywalczone mistrzostwo Polski (jak w przypadku Jana Urbana w Legii) czy cudowne niemal uniknięcie degradacji (jak u Czesława Michniewicza w Podbeskidziu).

Jacek Rutkowski i jego syn Piotr cierpliwość mają i z trenerem rozstają się dopiero w sytuacjach ekstremalnych. To chwalebne, bo oznacza, że trener nie jest dla nich zderzakiem wymienianym w razie drobniejszych kolizji, a liderem, którego nie jest w stanie zdmuchnąć bunt szatni czy kilka gorszych meczów. Taka postawa daje trenerowi komfort pracy, jakiego nie ma chyba żaden szkoleniowiec w Polsce.

I trenerzy Lecha z takiego komfortu korzystali - Franciszek Smuda pracował trzy lata, Jacek Zieliński i Jose Bakero - prawie 1,5 roku, Mariusz Rumak - prawie 2,5 roku. To pokazuje, że decyzja o zwolnieniu trenera jest gruntownie rozważana i przemyślana. Za tym powinno być równie głębokie myślenie o następcy.

I tu właśnie pojawia się problem, bo w przypadku Zielińskiego i Bakero nie sposób odnieść wrażenia, że wzięto ludzi, którzy akurat wypadli na chwilę z trenerskiej karuzeli. Wzięto ich, bo po prostu byli dostępni, a w dodatku Bakero uwiódł Jacka Rutkowskiego swoimi opowieściami o futbolu, których zresztą - jako wyśmienity niegdyś piłkarz wielkiej FC Barcelony - ma w zapasie mnóstwo. Proces uwodzenia był na tyle skuteczny, że Baskowi pozwolono na psucie zespołu Lecha przez grubo ponad rok.

Jeśli tym razem znów wybór nowego trenera Lecha ogranicza się do Macieja Skorży i Waldemara Fornalika, znów mamy do czynienia z podobną sytuacją. Rutkowscy ponownie sięgają po szkoleniowca, który po prostu akurat jest do wzięcia, biorą człowieka z karuzeli, który tylko na krótszą lub dłuższą (tym razem w obu przypadkach dłuższą) chwilę z niej wypadł.

Lech słusznie chwali się rozwiniętym skautingiem, który pozwolił sprowadzić do Poznania w ostatnich latach chociażby Semira Stilicia, Artjomsa Rudnevsa, Aleksandara Tonewa czy Gergo Lovrencsicsa. Kolejorz słusznie szczyci się tym, że piłkarzy nie bierze na podstawie filmików z Youtube i podszeptów zaprzyjaźnionych menedżerów. Piłkarz przychodzący do Lecha to człowiek dokładnie "prześwietlony" - wiadomo zarówno, którą nogą gra lepiej, jak i to, co lubi robić po treningu. Słowem - nie jest przypadkowy.

Skoro takim kryteriom poddawany jest np. lewoskrzydłowy, oczekiwałbym, że zostaną one zastosowane również w przypadku najważniejszego człowieka w drużynie - czyli trenera. Klub taki jak Lech powinien mieć w każdej chwili przygotowaną listę ludzi, do których w kryzysowym momencie można zadzwonić i zaproponować im pracę z zespołem. Jeśli faktycznie na tej liście są tylko czekający na taki telefon Maciej Skorża i Waldemar Fornalik, to jest to lista za krótka, choć i dobrze, że są na niej dwa najwyżej cenione nazwiska tzw. polskiej myśli szkoleniowej.

Na poznan.sport.pl zamieściliśmy sondę, w której spytaliśmy, kto powinien być nowym trenerem Lecha. Z kilku zaproponowanych nazwisk najwięcej - 22 proc. - uczestników sondy wybrało Macieja Skorżę. Ale jeszcze więcej - 30 proc. - wybrało odpowiedź "trener zagraniczny". Lecha stać na takiego fachowca - polska liga jest coraz bogatsza, a w rocznym budżecie Lecha, sięgającym ok. 65 mln zł, można wygospodarować kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie na pensję dla niego.

Gdyby w Lechu działał nie tylko skauting "piłkarski", ale i "trenerski" - wybór takiego trenera byłby nie dość, że możliwy, to jeszcze obarczony stosunkowo niewielkim ryzykiem. Na pewno mniejszym niż zatrudnienie kolejnego szkoleniowca z kręcącej się szybko trenerskiej karuzeli.