Deja vu Lecha Poznań na Islandii. Raz jeszcze przegrał, choć był lepszy

Gejzer bezsilności, wulkan wściekłości - Lech Poznań powtórzył historię z Estonii, gdy przegrał z Kalju Nomme, choć był od niego lepszy. Tym razem na malutkim stadioniku Stjörnuvöllur uległ 0:1 małej, islandzkiej drużynie Stjarnan.


Obserwuj autora na twitterze

Dwa tygodnie temu Lech Poznań wyraźnie przeważał nad estońskim zespołem Kalju Nomme, był piłkarsko znacznie lepszy, by ostatecznie stracić gola i przegrać 0:1. Na Islandii było podobnie. Zespół Stjarnan, rewelacja rozgrywek (debiutant wyeliminował już walijski Bangor City 4:0, 4:0 i wreszcie po dogrywce zwyciężył szkocki Motherwell FC), znany z bardzo bezstresowego, ale i nieustępliwego podejścia do futbolu (a także z efektownych, niemal teatralnych cieszynek, przypominających małe przedstawienia) zaskoczył Kolejorza tylko na początku meczu. Wtedy to, już w 40. sekundzie Olafur Finsen przedostał się w pole karne i uderzył - słabo i w bramkarza.

To, że w bramkarza - można jakoś zrozumieć, ale że słabo...? Wszak Islandczycy wygrali losowanie i w związku z tym grali z wiatrem. A akurat tutaj, nad atlantyckim brzegiem Islandii miało to ogromne znaczenie. Ocieplany Golfsztromem ocean podnosił temperaturę do 15 stopni, ale jednocześnie pod wieczór zrywał się silny wiatr, który potrafił wedrzeć się pod kurtki, a co dopiero pod koszulki piłkarzy. Te Lech miał w nietypowym, bordowym kolorze. Taki trzeci zestaw kolorystyczny Kolejorz zgłosił, gdyż Stjarnan ma identyczne barwy jak on. I to on ba boisku bardziej przypominał Lecha niż sam Lech, podobny raczej do Sparty Praga.

Koszulki na plecach i flagi wokół stadioniku Stjörnuvöllur łopotały mocno, a wiatr miał wpływ na strzały piłkarzy. Vojo Ubiparip np. mocno się zdziwił, że w 14. minucie piłka leciała tak kiepsko, skoro uderzył ją tak mocno. Serb zmarnował w tym meczu dobrą okazję, gdy nie odegrał do dobrze ustawionych partnerów. Okazji bramkowych Lech miał więcej, zwłaszcza Szymon Pawłowski robił z Islandczykami co chciał. Stał się ich zmora niczym troll. Nawet on jednak nie zdołał pokonać bramkarza Ingvara Jonssona, który raz rzucił mu się pod nogi i w ostatniej chwili zabrał piłkę, to znów obronił ja po strzale (a mknęła pod poprzeczkę).

Lech przewyższał rywali kulturą piłkarską, był wyraźnie lepszy. Stjarnan obok akcji Olafura Finsena z 1. minuty miał jeszcze groźny strzał Amerykanina Pablo Punyeda. I... koniec. Pod koniec pierwszej połowy Islandczycy nie byli w stanie sensownie wyprowadzić piłki, grał tylko Lech. Miał mnóstwo rzutów rożnych, ale Stjarnan pilnował ich wtedy czujnie. Gole nie padały, choć kilka dwójkowych czy trójkowych akcji Kolejorza robiło wrażenie na islandzkich piłkarzach i 1000 kibiców na Stjörnuvöllur.

Syndrom Tallinna odezwał się zaraz po przerwie. Jasmin Burić nie złapał piłki, ta prześlizgnęła się po jego rękawicach. Marcin Kamiński nie wybił futbolówki, dopadł do niej Duńczyk Rolf Toft i wbił do pustej bramki. Kolejorz znów przegrywał w meczu, w którym był dużo lepszy. I znów po quasi-samobójczej bramce. Aż trudno było uwierzyć w takie deja vu!

Kolejorz miał jednak czas, by historii z Estonii nie powtórzyć. I w 53. minucie groźnie strzelił Vojo Ubiparip, a islandzki bramkarz cudem tylko obronił.

Stadionik w Gardabaer drżał od braw, kibice islandzcy cieszyli się, gdyż ich wspaniała bajka pucharowa trwała. Powracał za to koszmar Lecha, który zgubił gdzieś grę i przewagę z pierwszej połowy. Na dodatek w 67. minucie Olafur Finsen w spudłował w doskonałej okazji na 2:0! Poznaniacy robili co mogli - piłka po strzale Muhameda Keity i rykoszecie ślizgnęła się po poprzeczkę, po chwili Stjarnan wybijał ją z linii bramkowej. I nic!

Rewanż - w czwartek na Bułgarskiej.

Stjarnan Gardabaer - Lech Poznań 1:0

Bramki: 1:0 Toft (48.)

Stjarnan: Jonson - Vemmelund, Rauschenberg, Laxdal, Arnason - Praest, Johannsson - Bjorgvinsson (84. Laxdal), Punyed Ż, Finsen - Toft.

Lech: Burić - Kędziora, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez - Trałka, Jevtić - Lovrencsics (87. Douglas), Hamalainen (70. Keita), Pawłowski - Ubiparip.

Widzów: 1021 (komplet)

Sędziował Ognjen Valjić z Bośni i Hercegowiny

CZY LECH OSIĄGNĄŁ DOBRY WYNIK? DYSKUTUJMY NA FACEBOOKU

W rewanżu ze Stjarnan piłkarze Lecha Poznań: