Asystent Mariusza Rumaka: Marcin Kamiński był faulowany, powinien być rzut wolny dla nas

- Podeszliśmy do meczu z Legią Warszawa jak równorzędni partnerzy, a mecz pokazał, że momentami byliśmy od niej lepsi - uważa drugi trener Lecha Poznań Jerzy Cyrak. Asystent Mariusza Rumaka uważa też, że sędzia Paweł Gil powinien odgwizdać faul Miroslava Radovicia na Marcinie Kamińskim, zanim Serb zdobył jedynego gola meczu.


Przed pojedynkiem w stolicy były piłkarz Lecha Poznań Jarosław Araszkiewicz mówił w "Wyborczej", że obawia się, czy przy Łazienkowskiej poradzą sobie młodzi piłkarze, tacy jak Karol Linetty czy Marcin Kamiński. Tak się złożyło, że temu drugiemu zabrakło nieco cwaniactwa, gdy tuż przed golem dla Legii został sfaulowany przez Miroslava Radovicia. Było widać, że nienaturalnie przyspieszył, bo wcześniej Serb odepchnął go w plecy. - Nie uważam, że Marcinowi zabrakło doświadczenia - komentuje trener Jerzy Cyrak. - On po prostu stara się utrzymywać na nogach w takich sytuacjach. Zgadzam się, że być może korzystniej byłoby pokazać arbitrowi i zaakcentować ten faul poprzez upadek. Natomiast piłkarz nie musi się przewracać, żeby faul został odgwizdany. Gdyby sędzia właściwie ocenił sytuację, to bez względu na to, czy Marcin leżałby, czy nie, powinien być rzut wolny dla nas. Piłkarz odpychający rywala w plecy fauluje, a to czy faulowany upada, czy nie, nie ma znaczenia.

Drugi trener "Kolejorza" podkreśla jednocześnie, że nikt w zespole nie ma pretensji do młodego stopera o tamtą sytuację. - Zawsze jest kilku winnych temu, że pada bramka. Teraz też można było wcześniej zapobiec tej akcji, albo ewentualnie zaasekurować Marcina i wybić piłkę - tłumaczy Jerzy Cyrak.

Jego zdaniem, największym mankamentem Lecha w meczu z Legią była nieskuteczność. - Sytuacje były, oddaliśmy dużo strzałów. Statystyka w tym względzie była po naszej stronie. Brakowało nam tylko finału i piłka nie znalazła drogi do siatki - mówi i dodaje, że poznaniacy nie przegrali meczu w Warszawie przez nieodpowiednie podejście do gry: - Dominowaliśmy na boisku. Nie było tak, jak wcześniej, gdy podchodziliśmy do Legii, jak do faworyta z wysokiej półki. Teraz podeszliśmy jak równorzędni partnerzy, a mecz pokazał, że momentami byliśmy lepsi od Legii.