Mariusz Rumak: Może zagrałem va banque, ale czasem trzeba zaryzykować

- Proszę nie pytać mnie o to, czy Lech Poznań ma prawdopodobnie najsilniejszą kadrę w Polsce, bo nie mam miary, którą mógłbym to zmierzyć. Z ocenami poczekajmy, aż liga się skończy - mówi po meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała (2:1) trener ?Kolejorza? Mariusz Rumak.


- W tej kolejce Wisła albo Legia, a może oba te zespoły [grają ze sobą] stracą punkty, więc wynikowo wykonaliśmy dobry krok do przodu - mówi trener. I właściwie tylko z rezultatu meczu mogą być zadowoleni poznańscy kibice, którzy do ostatniej sekundy musieli drżeć o to, czy lechici w drugim kolejnym meczu nie stracą punktów z drużyną ze strefy spadkowej. Spodziewaliśmy się bardzo trudnego spotkania i niestety tak było. Nie wykorzystaliśmy szans, które powinniśmy wykorzystać i przeciwnik po ładnym strzale wyrównał. Dlatego mieliśmy nerwową końcówkę - analizuje Mariusz Rumak. Przyznaje, że jego zespół wygrał, mimo że nie zagrał dobrze. - To nie było dobre spotkanie w naszym wykonaniu, choć mieliśmy swoje szanse. Barry Douglas po bardzo ładnej akcji powinien zdobyć gola, ale skoczyła mu piłka. Po strzale Łukasza Teodorczyka piłka przeleciała po poprzeczce. Gdybyśmy prowadzili wyżej, grałoby się inaczej. A tak emocje były do samego końca.

- Miałem taką refleksję, że ciężko jest wygrywać juniorami, a dzisiaj trzech takich piłkarzy kończyło mecz. Brakowało nam doświadczenia - zauważa trener lechitów, który w meczu z Podbeskidziem nie mógł liczyć na kilku starszych graczy: m.in. zawieszonego za kartki Łukasza Trałkę czy kontuzjowanego Szymona Pawłowskiego. - Szymek był gotowy do gry 50 na 50. Wstrzymałem jednak jego występ. Może to było va banque, ale czasem trzeba zaryzykować - uważa Mariusz Rumak, który po wprowadzeniu na boisko Dariusza Formelli nie miał już na ławce rezerwowych żadnego ofensywnego piłkarza.

Pytany o to, czy podziela opinię prezesa Lecha Karola Klimczaka o "prawdopodobnie najsilniejszym składzie w Polsce", trener "Kolejorza" odpowiada: - Proszę nie pytać mnie o to, czy Lech Poznań ma prawdopodobnie najsilniejszą kadrę w Polsce, bo nie mam miary, którą mógłbym to zmierzyć. Z ocenami poczekajmy, aż liga się skończy.

Poznaniacy dopiero w ostatnim kwadransie spotkania byli w stanie zepchnąć rywali do głębokiej defensywy. Wcześniej nie potrafili narzucić Podbeskidziu swoich warunków. - Powinniśmy wcześniej docisnąć Podbeskidzie i grać tak, jak w ostatnich minutach, ale to nie jest takie proste. Nie zawsze mecz układa się po naszej myśli, ale zawsze dążymy to tego, żeby atakować z pasją, tak jak w końcówce tego - twierdzi poznański trener i zapewnia, że jego zespół nie zlekceważył niżej notowanego przeciwnika. - Przed meczem moi piłkarze tylko o tym mówili, nie musiałem ich nawet motywować. Nawet Szymon Pawłowski i Łukasz Trałka, którzy nie mogli zagrać, powtarzali, żeby wyjść odważnie i zaatakować obrońców. Naciskać ich. Tylko jedno to mówić, a drugie to wykonać. Wystarczyło, że jeden z piłkarzy za bardzo się cofnął i cały pressing się załamywał.

Mariusz Rumak apeluje, by nie patrzeć na obecne Podbeskidzie jako na ligowego słabeusza. - Unikam stwierdzeń, że graliśmy ze słabym zespołem i powinniśmy wygrać pięć, osiem, czy dziesięć do zera. Podbeskidzie nie przegrywa wysoko, a kto śledzi jego wyniki, wie, że ciężko jest mu strzelić bramkę - przypomina. - Musieliśmy uważać na szybkich piłkarzy, raz Malinowski nam uciekł i był w sytuacji sam na sam. Musieliśmy atakować, ale w sposób równoważony, z głową.

- Cieszy nas kolejna wygrana w Poznaniu. Przegraliśmy tu tylko z Pogonią Szczecin, zanotowaliśmy dwa remisy, a reszta to wygrane. Dziś szczęście do nas wróciło - twierdzi trener "Kolejorza"