Fizjolog Lecha Poznań: Piłkarz ma nabrać siły

- Latem nie było żadnych przesłanek wskazujących na to, że zawodnicy są przetrenowani albo niedotrenowani. Powody odpadnięcia z europejskich pucharów były bardziej złożone - mówi fizjolog Lecha Poznań, dr Marcin Andrzejewski
Niektóre treningi Lecha Poznań w Costa Ballena wyglądają dość dziwnie. Zanim bowiem w ruch pójdą piłki, zawodnicy dźwigają sztangi sprowadzone specjalnie z oddalonej o ponad 130 km Sewilli.

O tym, po co piłkarze wykonują przysiady z ciężarami i jak wyglądają ich przygotowania od strony fizycznej, rozmawiam z dr. Marcinem Andrzejewskim, pracownikiem poznańskiej AWF, który od 11 lat współpracuje z trenerem Mariuszem Rumakiem, a od blisko dwóch lat jest w sztabie pierwszej drużyny "Kolejorza"

Rozmowa z dr. Marcinem Andrzejewskim

Piotr Leśniowski: Po co piłkarze na treningu dźwigają sztangi?

Marcin Andrzejewski: Najprościej mówiąc, żeby poprawić swoje zdolności siłowe. Wiele ćwiczeń można wykonywać z piłkami i staramy się to robić. Jest jednak kilka takich, które robi się bez piłek, a dobrze wpływają na zdolności siłowe. I dlatego wprowadzamy je do treningu, oczywiście indywidualnie dla każdego zawodnika.

Sami piłkarze i trener Mariusz Rumak podkreślają, że tak ciężkiego okresu przygotowawczego jeszcze w Lechu Poznań nie było. Staracie się wykonać jak najwięcej pracy teraz, by okres przygotowawczy w lecie był lżejszy?

- Jest w tym trochę prawdy. Do pracy, którą wykonywaliśmy w Jarocinie i tu w Hiszpanii, przygotowywaliśmy się już od pewnego czasu. Zwiększanie obciążeń musieliśmy wprowadzać stopniowo. Dla zawodników najważniejszy jest ten zasadniczy, zimowy okres, który trwa dłużej niż letni. W tym roku faktycznie obciążenia są inne, bardziej ukierunkowane na zdolności siłowe i wytrzymałość tlenową.

Ta zmiana ma pomóc uniknąć sytuacji, jak na początku tego sezonu, gdy Lech - zanim się rozkręcił - zdążył odpaść z pucharów z Żalgirisem Wilno?

- Nasze badania wykazały, że latem nie było żadnych przesłanek, które wskazywałyby na to, że zawodnicy są przetrenowani, albo niedotrenowani. Wszystko wyglądało OK. Dlaczego odpadliśmy? Problem był bardziej złożony...

Przeanalizowaliśmy grę nie tylko Lecha, ale też innych polskich zespołów. To, co robimy, wygląda na odwrócenie tego, co robią w klubach zachodnich. Tam przerwa zimowa jest krótka, a letnia długa. U nas - odwrotnie. Efekt jest taki, że dużo większe obciążenia zastosujemy zimą. Latem te obciążenia będą mniejsze.

Czy temu miał służyć Wasz wyjazd do Udine?

- Wraz z Andrzejem Kasprzakiem [trener przygotowania fizycznego w Lechu - red.] byliśmy na stażu, choć bardziej nazwałbym to konsultacją w Udinese Calcio. Pojechaliśmy po to, by popatrzeć, popytać, skonfrontować z tym, co robimy w naszym klubie. Ciekawostką jest to, że Udinese w każdym tygodniu, w okresie startowym gra mecz sparingowy. Na trzy dni przed meczem ligowym grają z rywalem z Serie C czy Serie D, a obciążenie meczowe jest indywidualnie dobierane dla każdego zawodnika.

Zetknęliśmy się z bardzo dobrą bazą danych, z analizą obciążeń, ze skatalogowaniem każdego zawodnika w specjalnym programie komputerowym. My po części też już robimy i myślę, że jest kwestią kilku miesięcy, gdy i u nas wszystko będzie pod tym względem dopięte na ostatni guzik.

Czy Lech pod tym względem odstaje od włoskiego klubu?

- Nie mówimy o bazie, bo zaplecze socjalne i liczba osób odpowiedzialnych za przygotowanie fizyczne są tam imponujące. Jest sześciu trenerów przygotowania fizycznego przy samym tylko pierwszym zespole. To zapewnia większą optymalizację procesu treningowego.

Siła, wydolność, przyspieszenie to teraz chyba kluczowe cechy u piłkarzy.

Dzisiaj szuka się graczy o odpowiednich profilach siłowych, szybkościowych, do tego jeszcze wytrzymałościowych. Na dodatek takich zawodników, którzy są w stanie szybko regenerować się po wysiłku, bo do tego zmierza piłka.

Czy piłkarzom Lecha dużo brakuje do zawodników Udinese?

- Trudno o takie porównanie, bo to poufne dane każdego klubu. Przypuszczam jednak, że różnice - o ile występują - nie są znaczące. Analizy meczowe, które mówią nam, z jaką prędkością zawodnik porusza się na boisku, jaki dystans pokonał i z jaką intensywnością, pokazują, że my nie odstajemy od poziomu czołowych lig europejskich. Kluczowe okazują się umiejętności piłkarskie, szybsza ocena wydarzeń na boisku, szybsze, mocniejsze i bardziej celne podanie. To powoduje wrażenie, że mecze są szybsze, zawodnicy szybciej biegają, ale generalnie różnicy w motoryce aż tak dużej nie ma.

Mimo tak wnikliwej kontroli organizmów piłkarzy nie udało się latem i jesienią uniknąć plagi kontuzji w zespole.

- Cały czas analizujemy, co takiego działo się w okresie letnim, że tak wielu zawodników leczyło kontuzje. Nie ma wspólnego mianownika tych wszystkich urazów. Każda kontuzja ma swoją historię i wynika z czego innego. Fakt jest jednak taki, że taka plaga kontuzji była i po niej mamy swoje przemyślenia, jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne. Robimy wszystko, by uniknąć takich sytuacji w przyszłości, ale piłka nożna to gra kontaktowa, a trener Mariusz Rumak wymaga bardzo agresywnego grania. Zawodnicy się nie oszczędzają. Ta zima pod względem urazów jest jednak zdecydowanie bardziej spokojna i mam nadzieję, że nadal tak będzie.

Więcej o: