Lech Poznań pokonał Spartę Praga. Dwóch bystrych gości w ataku

W swoim trzecim sparingu w Hiszpanii Lech Poznań pokonał Spartę Praga 2:1. Odkryciem meczu było ustawienie Kaspra Hamalainena w roli napastnika i Daylona Claasena za jego plecami.
- Daylon jest bystrym gościem, potrafi zagrać takie piłki, że naprawdę miło się z nim współpracuje. Myślę, że poznaliśmy się już na tyle dobrze, że nasze akcje są w stanie zaskoczyć przeciwnika - mówi po meczu z Czechami Kasper Hamalainen. - Myślę, że po meczu ze Spartą trener wie, że takie ustawienie to jedna z opcji na przyszłość.

Z piłkarzem pochodzącym z Republiki Południowej Afryki był pewien problem. Przyszedł do "Kolejorza" w ostatnich dniach letniego okna transferowego. Miał załatać dziurę na lewym skrzydle, ale od razu było widać, że skrzydłowym to on nie jest i że ciągnie go do środka boiska - gdzie zresztą jest ustawiany w reprezentacji swojego kraju.

Także Kasper grywał w kadrze Finlandii jako napastnik. Wobec przeciągających się problemów Łukasza Teodorczyka ze stawem skokowym, trener Mariusz Rumak postanowił ustawić na szpicy właśnie Fina. Nie jest to typ piłkarza, który łokciami wywalczy sobie szacunek u obrońców, więc początkowo przegrywał siłową walkę z czeskimi stoperami. Kiedy jednak przyszło zrobić z piłką coś z niczego, Kasper Hämäläinen znów pokazał, że można grać do niego w ciemno.

Zanim Fin dał Lechowi prowadzenie, zdążył jeszcze sprytnie wypracować pozycję strzałową Gergo Lovrencsicsowi, który jednak kompletnie się pomylił. Gol Kaspra Hämäläinena padł po dobrym podaniu Daylona Claasena i był dowodem na to, że obaj kreatywni i szybko grający zawodnicy świetnie się ze sobą rozumieją.

Trener Mariusz Rumak nie chce po meczu wystawiać indywidualnych laurek. - Obaj potrafią grać w piłkę, ale cały zespół zagrał dobrze ze Spartą - mówi szkoleniowiec. - To nie jest tak, że wygraliśmy, bo dwóch zawodników dobrze się ze sobą rozumiało. Wszyscy starali się i często realizowali zadania taktyczne. Dzięki temu Kasprowi i Daylonowi łatwiej było zagrać w swoim stylu.

Mecz ze Spartą, liderem czeskiej ekstraklasy (pięć punktów przewagi nad Victorią Pilzno, która grała w Lidze Mistrzów) był wyrównany. "Kolejorz" najcięższe chwile przeżywał tuż po przerwie. Trener prażan nie miał pretensji do swoich graczy za pierwsze 45 minut. - Taki je futbal - powiedział o wyniku. Piłkarze dobrze zareagowali na jego wskazówki i Lech był potem kilka razy w opałach. Szybko jednak odzyskał inicjatywę i zdobył drugiego gola, po tym jak Gergo Lovrencsics wykorzystał pojedynek z Markiem Cechem.

"Kolejorz" miał wtedy świetny okres i mógł zagubionym Czechom wbić kolejne bramki, m.in. Daylon Claasen trafił piłką w poprzeczkę (Sparta zrobiła to przed przerwą po uderzeniu z rzutu wolnego).

Czesi wykorzystali jedną ze swoich kilku szans, a po golu dla nich trener Mariusz Rumak natychmiast wprowadził na boisko dziewięciu nowych graczy. Rozpoczęła się skuteczna gra na utrzymanie prowadzenia.

Dobra wiadomość jest też taka, że jednym z dziewięciu graczy, którzy weszli na boisko, był Paulus Arajuuri, który miał dotąd w Hiszpanii problem z kolanem.

Kolejny - i ostatni na zgrupowaniu w Hiszpanii - sparing Lech rozegra w środę. Rywalem "Kolejorza" będzie rosyjski FK Krasnodar.

Więcej o: