Fotel z napisem "Biodex". Tu piłkarzom Lecha Poznań miękły nogi

- Fotel to wygodny mebel, ale tego akurat nie lubię - mówił podczas wczorajszych badań w klinice Rehasport obrońca Lecha Poznań Hubert Wołąkiewicz. Wskazywał na zmorę wszystkich piłkarzy - fotel z napisem "Biodex".


- Dajesz! Góra, dół! Pełen zakres ruchów, wytrzymaj! Jeszcze, jeszcze! - krzyczy Łukasz Jaworski z Rehasportu. Na fotelu, przypięty pasami siedzi kolejny lechita. Czerwony na twarzy, wyciska ile się da z jednej, a potem drugiej nogi. Wszystko rejestruje komputer. - Jejku, moje nogi - szepcze Karol Linetty po zejściu z fotela.

Do czasu badań systemem Biodex piłkarze "Kolejorza" są uśmiechnięci, żartują z nieszczęśnika, który siada, jest przypinany pasami i za chwilę rozpocznie swoją próbę. Już na fotelu śmiechów nie ma, zaczyna się walka z samym sobą. Krótka, ale bardzo intensywna. - To wycieńczające badanie. Do wykonania jest 30 powtórzeń, zawodnicy są bardzo zmęczeni, ale tylko chwilowo - przyznaje Paweł Cisowski, który opiekuje się poznańskimi piłkarzami w klinice. - Sprawdzamy siłę i wytrzymałość mięśni z przodu i tyłu uda - tłumaczy i dodaje: - Oceniamy, czy siła i wytrzymałość są odpowiednie w stosunku do masy ciała i w porównaniu z drugą nogą. Jeśli różnica jest większa niż 10 procent, piłkarz nie nadaje się do gry i musi poddać się treningowi indywidualnemu.

Różnice mogą powstać np. wskutek kontuzji, a tych w Lechu nie brakowało w minionym półroczu. Jednym z piłkarzy wracających do zdrowia jest Hubert Wołąkiewicz. Po badaniach jest zmęczony, ale zadowolony. - Przez ostatnie sześć tygodni mogłem tylko biegać, a tymczasem moje "dwójki" i "czwórki" są na bardzo dobrym poziomie - mówi. - Fotel to przeważnie wygodny mebel, ale tego akurat nie lubię - dodaje.

Po zejściu z fotela lechici mają wolne. Wcześniej, od rana mieli badaną krew, a potem mniej więcej godzinne testy w klinice. Nie ma na nich Paulusa Arajuuriego, który identyczne badania przechodził podczas listopadowej wizyty w Poznaniu. Pozostali są wszechstronnie sprawdzani. Po co? Rozmaite testy sprawnościowe i siłowe mają dać odpowiedź trenerom Lecha Poznań na pytania związane z ogólną formą piłkarzy. - Badania dają nam wiedzę o tym, czy ryzyko odniesienia kontuzji nie jest podwyższone - mówi fizjoterapeuta Paweł Cisowski i wyjaśnia: - Sprawdzamy, w jaki sposób piłkarze wracają do pozycji równowagi. Do większości urazów w kończynie dolnej dochodzi w czasie 70-80 milisekund. Dobra praca nogą daje szansę na powrót do równowagi, bo to powinno zająć właśnie 70-80 milisekund. Gdy jednak zawodnik nadrabia ruchem tułowia, to czas wydłuża się do 250 milisekund. I ryzyko odniesienia kontuzji wówczas rośnie.

Piłkarze mówią wprost, że nie przepadają za badaniami, które poprzedzają okres przygotowawczy. - Są ciężkie, ale przecież da się to przeżyć. Na treningach nieraz pracujemy mocniej - twierdzi Bartosz Ślusarski.

Zimą treningi są cięższe niż latem, jest więcej czasu i piłkarze szykują formę fizyczną na cały rok. Żeby nie cierpieć podczas pierwszych tygodni nowego roku, starają się nie leniuchować podczas zimowych urlopów. - Mamy przygotowaną rozpiskę treningów i teraz chyba wszyscy już dbają o to, by te plany zrealizować, choć najbliższe treningi pokażą, czy wykonaliśmy pracę mięśniową - tłumaczy Bartosz Ślusarski.

Nad piłkarzami jest też bat w postaci sport-testerów, czyli urządzeń o wyglądzie zegarka, na których widać, kto jak ćwiczył podczas urlopu. - Kilka lat temu, gdy dopiero pojawiły się w Polsce, zdarzały się historie, że ktoś podłączał sport-tester bratu czy znajomemu. Teraz też można to zrobić, ale po co? Zaczyna się ciężki okres i trzeba być dobrze przygotowanym. Może oszukasz trenera, ale nie oszukasz siebie czy organizmu - mówi Ślusarski.

Więcej o: