Z Lecha Poznań poszli w świat. Teraz wrócą do Polski?

Żaden z cudzoziemców, którzy opuścili Lecha Poznań, nie zrobił wielkiej kariery na świecie. Teraz w grę wchodzą powroty niektórych do polskiej ligi - i to do klubów słabszych niż Lech.
Obserwuj autora na twitterze @marcin_wesolek

Jesień 2010 r., Lech Poznań robi furorę w europejskich pucharach - najpierw co prawda po dwumeczu ze Spartą Praga nie awansuje do Ligi Mistrzów, ale potem w Lidze Europejskiej rozgrywa wspaniałe mecze z Manchesterem City i Juventusem Turyn. Wydaje się, że wielka kariera przed jego piłkarzami stoi otworem i już wkrótce podbiją oni ligi silniejsze niż nasza ekstraklasa.

Lech gra już wówczas bez Roberta Lewandowskiego czy Sławomira Peszki. Jego najważniejszymi piłkarzami są cudzoziemcy - Bośniak Semir Stilić, Łotysz Artjoms Rudnevs czy Białorusin Siergiej Kriwiec. Nie ma już wśród nich bohatera wcześniejszych bojów Lecha w fazie grupowej LE, Peruwiańczyka Hernana Rengifo.

Trzy lata później o wielkiej karierze w przypadku żadnego z tych graczy nie ma mowy, a kilku z nich chętnie wróciłoby do Polski, gdzie pamięć o ich umiejętnościach wciąż jest wystarczająco świeża, by liczyć na kontrakt w naszej lidze.

Hernan Rengifo właśnie rozwiązał kontrakt z tureckim Sivassporem, w którym jego trener - słynny Brazylijczyk Roberto Carlos, ani razu nie wpuścił go na boisko! Po odejściu z Lecha peruwiański napastnik grał jeszcze w cypryjskiej Omonii Nikozja oraz w Sporting Cristal Lima w ojczystym Peru. Teraz ma wrócić do Polski - tak zapowiada jego menedżer Ricky Schanks. Nie podał jednak, do jakiego klubu. - Dla nas priorytetem jest znalezienie mu klubu za granicą. Polska byłaby odpowiednia - uważa Schanks. Lech raczej nie wchodzi w grę, bardziej Wisła Kraków, gdzie pracuje Franciszek Smuda - znajomy menedżera Schanksa i trener Rengifo w Lechu.

Klub zimą zmieni także Semir Stilić. W 2009 i 2010 r. z Lecha chciał go kupić Celtic Glasgow, najpierw proponując prawie 3 mln euro, potem już nieco mniej. Wtedy "Kolejorz" nie przyjął propozycji, a latem 2012 r. puścił go za darmo, po wygaśnięciu kontraktu. Przez niemal całe lato Stilić był bezrobotny, by w końcu zakotwiczyć w Karpatach Lwów, skąd po niespełna roku przeniósł się do Turcji, do Gaziantepsporu. Tam także mu nie idzie - klub jest na skraju bankructwa, nie płaci piłkarzom i Bośniak już zapowiedział, że wiosną będzie grał gdzie indziej. Czy w Polsce? - Wiem, że o mnie tam pamiętają i wciąż mnie cenią - mówił w święta bośniackim mediom. Lech nie jest nim zainteresowany.

Klub chętnie zmieniłby też piłkarz, którego Lech 1,5 roku temu korzystnie sprzedał. Artjoms Rudnevs odszedł do HSV Hamburg za 3,5 mln euro i w swoim pierwszym sezonie w Bundeslidze spłacał wydane na niego pieniądze. Był wtedy podstawowym zawodnikiem zespołu. Sprawy zaczęły przybierać zły obrót latem, gdy z HSV odszedł dyrektor sportowy klubu Frank Arnesen, który sprowadził Artjomsa Rudnevsa do Hamburga. Od tego czasu Łotysz w HSV tylko raz zagrał w podstawowym składzie i niewykluczone, że odejdzie już zimą. W Niemczech wciąż cieszy się uznaniem i - według "Kickera" - Hannover 96 chce go kupić za 3 mln euro.

Bezpieczną przystań w ojczyźnie znalazł Białorusin Siergiej Kriwiec. On także odszedł latem 2012 r., by doskonale płatną pracę znaleźć w potentacie chińskiej ligi Jiangsu Sainty. Tam grał przez 1,5 roku, by w końcu wrócić na Białoruś, do BATE Borysów. Ma w nim pewne miejsce w składzie, gdzie gra m.in. obok byłego gracza Arsenalu Londyn i FC Barcelony Aleksandra Hleba. W rozgrywanej systemem wiosna-jesień lidze BATE z Kriwcem w składzie właśnie zostało mistrzem Białorusi.

Latem przyszłego roku Lecha prawdopodobnie opuszczą kolejni gracze, którzy pojawili się w Polsce z myślą o dalszej karierze w ligach lepszych niż nasza. Dobra runda wiosenna może wypromować Gergo Lovrencsicsa, niewykluczone, że szczęścia poza Polską poszuka Kasper Hämäläinen. Czy powiedzie im się lepiej niż Stiliciowi czy Rengifo, przekonamy się za kilka lat. Wtedy też dowiemy się, jak potoczy się dalsza kariera sprzedanego latem do Anglii Aleksandara Tonewa.