Kapitalny mecz Lecha Poznań! Przegrywał z Ruchem Chorzów 1:2, wygrał 4:2!

Wygwizdywany i krytykowany Lech Poznań pod wodzą wysyłanego już na bezrobocie trenera Mariusza Rumaka zagrał niesamowity mecz z Ruchem Chorzów, w którym potrafił podnieść się ze stanu 1:2 aż na 4:2! Zrobić coś takiego w tak kryzysowej sytuacji, w jakiej ostatnio byli poznaniacy - to naprawdę wielka rzecz.


Obserwuj autora na twitterze

Chociaż od końca września Lech Poznań przegrał w lidze tylko jedno spotkanie - z Jagiellonią Białystok - do starcia z Ruchem Chorzów przystępował w bardzo trudnej sytuacji. Krytykowany za kiepską grę, skompromitowany odpadnięciem w Pucharze Polski z Miedzią Legnica, miał za zadanie nie tylko walczyć o punkty, ale i większą przychylność widowni urażonej jakością prezentowaną ostatnio przez Kolejorza.

Zadanie trudne, bo Ruch Chorzów był zespołem niepokonanym od czasu zwolnienia Jacka Zielińskiego. Zespołem, który z ciągnącego się w ogonie marudera przekształcił się w zajmującą miejsce w górnej połówce tabeli rewelację. O Lechu natomiast trudno było mówić, iż jest rewelacją.

Trener Mariusz Rumak podczas ostatniego, zwycięskiego (3:1 z Górnikiem Zabrze) meczu na Inea Stadionie nasłuchał się bardzo krytycznych głosów z trybun, domagających się jego zwolnienia. W czwartek natomiast nasłuchał się od władz klubu, że może pracować nadal. Od kolejnych uwag kibiców w sobotę mogła go uratować dobra gra Lecha i szybki gol.

I tak właśnie się stało. Co prawda, najpierw okazję miał Ruch. Jego obrońca Piotr Stawarczyk znalazł się pod bramką poznaniaków, gdzie popisał się niezłą... interwencją. Zamiast wbić piłkę do pustej bramki, wybił ją w trudnej dla Lecha sytuacji i... uratował go.

Potem Kolejorz postanowił wykorzystać bardzo dyskusyjną taktykę chorzowian, którzy postanowili np. już 30 metrów od bramki stosować pułapki ofsajdowe. Kilka razy się pomylili (raz pomylił się sędzia, zatrzymując gwizdkiem akcję sam na sam Łukasza Teodorczyka) i w 9. minucie po takiej pomyłce Kebba Ceesay zagrał do Kaspra Hämäläinena, ten do Łukasza Teodorczyka i... napastnik Lecha strzelił zbyt lekko. Piłka ledwo się toczyła i Fin już nawet złapał się za głowę, że okazja zmarnowana. Ślązacy jednak puścili piłkę do bramki i najlepszy strzelec Kolejorza zdobył być może najdziwniejszego gola w swej karierze.

Trener Mariusz Rumak miał zatem szybkiego gola. Miał także dobrą grę poznaniaków, którzy zdominowali chorzowian, aczkolwiek zbyt często bezpośrednimi strzałami jej nie zagrażali. Bliski szczęścia był Marcin Kamiński, reszta akcji była próbą rozmontowania ryzykownie grającej chorzowskiej defensywy jakimś prostopadłym, szybkim podaniem.

Lech zagrał z Dimitrije Injacem od pierwszej minuty (po raz pierwszy od czasu powrotu do zespołu), za to musiał sobie radzić bez Rafała Murawskiego i Daylona Claasena, których szkoleniowiec posadził na ławce rezerwowych. I radził sobie, ale do 38. minuty. Wtedy to Ruch przeprowadził jedną, ale bardzo efektowną akcję. Jakub Smektała z niezwykle ostatnio skutecznym Grzegorzem Kuświkiem rozmontowali obronę gospodarzy i padło wyrównanie.

Na stadionie zrobiło się cicho, a gdy piłkarze zeszli na przerwę, pozostało wspominać mecz Lecha z FC Barceloną z 1988 roku (właśnie wypadała 25. rocznica), gdy poznaniacy byli bliscy zwycięstw nad tego typu rywalami.

Po przerwie trener Mariusz Rumak zdjął Huberta Wołąkiewicza, przesunął do obrony Mateusza Możdżenia, a na boisku znalazł się Daylon Claasen - powołany dzień wcześniej do reprezentacji RPA na mecz z samymi mistrzami świata, Hiszpanami (19 listopada w Johannesburgu). Niewiele dłużej trzeba było czekać na wejście Rafała Murawskiego - dwa tygodnie temu takie wejście odmieniło Lecha podczas meczu w Gdańsku.

Kolejorz znów był blisko szybkiego strzelenia gola - Łukasz Teodorczyk trafił jednak piłką w słupek. A Ruch odpowiedział swa popisową akcją Jakub Smektała - Grzegorz Kuświk, grający na środku obrony Kebba Ceesay znów sobie nie poradził i w 60. minucie Ruch wyszedł na prowadzenie 2:1.

Lech znów znalazł się pod ścianą. Kibice nie gwizdali jednak, nie krytykowali piłkarzy i trenera. Dopingowali dalej.

Poznaniacy nie mieli już płynności w grze. Próbowali zawiązać akcje, ale odbijali się od zdyscyplinowanego Ruchu jak od ściany. Przedrzeć udało się w 78. minucie, gdy ruszył najlepszy gracz Lecha, najmocniej przyspieszający grę Kolejorza - Kasper Hämäläinen. Poszukał podaniem Łukasza Teodorczyka, ale ten trafił w bramkarza. Dobitka Rafała Murawskiego była jednak skuteczna.

Mecz robił się coraz ciekawszy, a Lech nie zamierzał poprzestać. Pięć minut później zagrał koncertową akcję, a wkraczający z impetem w pole karne Gergo Lovrencsics wpakował piłkę tak, jak umie najlepiej - w okienko bramki. Z 1:2 zrobiło się 3:2 dla Kolejorza w spotkaniu pełnym emocji. Bo przecież jeszcze Bartosz Ślusarski trafił w słupek, były też i inne okazje naciskającego wciąż na rywali Lecha. Wreszcie w doliczonym czasie Daylon Claasen ustalił wynik na 4:2 dla Kolejorza.

JAKIE SĄ WASZE WRAŻENIA PO TYM MECZU? DYSKUTUJEMY TUTAJ

Więcej o: