Marcin Kamiński: Już miałem ochotę powiedzieć trenerowi, że chcę jechać do Gliwic

- Po tym fatalnym meczu z Pogonią, kiedy wszedłem do szatni, miałem ochotę powiedzieć trenerowi, że chcę jechać do Gliwic. Taka była we mnie złość, kiedy widziałem, w jaki sposób tracimy bramki i przegrywamy wygrany mecz - przyznaje obrońca Lecha Poznań Marcin Kamiński.


W obliczu wielu kontuzji oraz odsunięcia od zespołu Manuela Arboledy w meczu z Piastem na środku obrony musiał zagrać 17-letni Jan Bednarek, dla którego był to pierwszy występ na boiskach ekstraklasy. - Zagrał dobre spotkanie, a zespół nie stracił gola, więc trzeba się cieszyć - ocenia występ młodszego kolegi Marcin Kamiński. Podstawowy obrońca "Kolejorza" w podobnych okolicznościach debiutował w ekstraklasie. - Byłem w podobnym wieku, zespół też zdziesiątkowała plaga kontuzji i trzeba było sięgnąć po młodego zawodnika. To są właśnie takie momenty, w których młody piłkarz może się pokazać - wyjaśnia stoper Lecha.

Marcina Kamińskiego kontuzja kostki wyeliminowała z przegranych meczów ze Śląskiem Wrocław i Pogonią Szczecin. Jak przyznaje, niełatwo było z boku patrzeć na poczynania kolegów. - Po tym fatalnym meczu z Pogonią, kiedy wszedłem do szatni, miałem ochotę powiedzieć trenerowi, że chcę jechać do Gliwic. Byłem wściekły. Wiedziałem jednak, że jeszcze nie jestem w stanie grać - zdradza obrońca poznańskiego klubu.

Teraz Marcin Kamiński jest już w pełni zdrowy. W środę trenował z całym zespołem. - Wszystko było dobrze, nie musiałem nawet na chwilę zejść z treningu - cieszy się obrońca, który będzie brany pod uwagę przy ustalaniu składu na niedzielny mecz z Widzewem Łódź.

Po zwycięstwie nad Piastem w Gliwicach lechici mają nadzieję, że zła karta wreszcie się od nich odwróci. W najbliższych kolejkach czekają ich bowiem starcia z teoretycznie łatwiejszymi rywalami z dołu tabeli - Widzewem Łódź i Podbeskidziem Bielsko-Biała. - To się tylko tak mówi. Te mecze będą równie ciężkie. Musimy jednak wreszcie pokazać, że gramy u siebie i po prostu wygrać - zapewnia Marcin Kamiński.