Mariusz Rumak: Zagraliśmy słabiej niż ostatnio, brakowało polotu

- Na początku drugiej połowy mieliśmy grać dalej od własnej bramki, agresywniej, szukać drugiego gola, a nie cofać się - opowiadał po porażce 1:2 z Pogonią Szczecin trener Lecha Poznań Mariusz Rumak.


Trener Lecha Poznań nie był rozmowny po drugiej z rzędu ligowej porażce swoich piłkarzy. - Różne myśli kołaczą mi w głowie - powiedział podczas odpowiedzi na jedno z pytań. - Zagraliśmy słabszy mecz niż ostatnio, brakowało nam polotu, do tego popełnialiśmy błędy, po których straciliśmy bramki - mówił Mariusz Rumak. - Na początku drugiej połowy mieliśmy grać dalej od własnej bramki, agresywniej, szukać drugiego gola, a nie cofać się. Trudno na gorąco oceniać, dlaczego tak się stało, że zagraliśmy o wiele gorzej w drugiej połowie.

W kadrze "Kolejorza" na mecz z Pogonią znalazło się 17 zawodników, ale Szymon Pawłowski i Kasper Hamalainen nie byli gotowi do tego, by wyjść na murawę. - Nie chciałem szafować zdrowiem zawodników, mając na uwadze kolejne spotkania. Mam nadzieję, że uraz Tomka Kędziory nie jest groźny, bo potrzebujemy go - mówił Mariusz Rumak. Młody obrońca opuścił boisko z powodu urazu mięśnia nogi.

- Szymek Pawłowski nie był w stanie zagrać. Siedział co prawda na ławce, a badania pokazały, że wszystko jest w porządku, ale po rozmowie z nim uznaliśmy, że nie jest gotowy do tego, by zagrać - wyjaśnił trener Lecha.

Mariusz Rumak wyjaśnił również, dlaczego w drugiej części, gdy jego zespół przegrywał 1:2, zdjął z murawy napastnika Łukasza Teodorczyka, a posłał do gry defensywnego Szymona Drewniaka. - Dokonałem zmiany, bo obaj napastnicy [Łukasz Teodorczyk i Bartosz Ślusarski] byli mało mobilni. Potrzebowałem kogoś mniejszego, dlatego przesunąłem za napastnika Karola Linettego. Widziałem, że jego gra daje coraz więcej zespołowi, ale był ustawiony zbyt daleko bramki Pogoni - mówił szkoleniowiec.

Gdy w końcówce gra Lecha nadal się nie kleiła, gotowy do wejścia był niespełna 18-letni Dariusz Formella. Nie dostał jednak szansy. - Był szykowany do tego, żeby zająć miejsce Gergo Lovrencsicsa, gdy ten doznał kontuzji. On jednak wrócił na boisko, a nie chciałem już tracić czasu na zmianę. Ponadto urazu na treningu doznał Krzysztof Kotorowski i nie było pewne, czy dokończy mecz. Nie chciałem, żebyśmy wykorzystali limit zmian i kończyli mecz w dziesiątkę - wyjaśniał poznański szkoleniowiec.

Trener Lecha pytany o to, dlaczego włączył do składu zawodników niezdolnych do gry, a nie zabrał na ławkę któregoś z czterech graczy drużyny rezerw zgłoszonych do ekstraklasy, odpowiedział: - Mogłem włączyć do kadry trzech młodych, ale oni mają w sobotę swój mecz, dlatego ich nie zabierałem. Miałem trzech zdolnych do gry, dokonałem dwóch zmian.