Barry Douglas z Lecha Poznań nie zerwał mięśnia. Ma jedynie naciągnięcie

Badania, jakim został poddany szkocki obrońca Barry Douglas, wskazują na to, że jego kontuzja nie jest tak poważna, jak ta z czerwca. - Piłkarz zachował się prawidłowo. Zabolało go, więc to zgłosił. Dzięki temu uniknęliśmy być może większego urazu - mówi dr Witold Dudziński z kliniki Rehasport, która badała gracza.


Szkot Barry Douglas miał debiutować w barwach Lecha Poznań w sobotnim meczu ze Śląskiem Wrocław. Zgłosił jednak ból nogi. Do Wrocławia w ogóle nie pojechał.

Zawodnik przeszedł badania, które wykazały, że nie ma uszkodzenia struktury mięśnia i nie zerwał włókien, jak miało to miejsce w czerwcu. Wtedy Szkot nabawił się poważnej kontuzji krótko po podpisaniu kontraktu z Lechem Poznań. Do tej pory nie pojawił się w jego barwach.

Zdaniem dr. Witolda Dudzińskiego z kliniki Rehasport, zachowanie gracza podczas piątkowego treningu było właściwe. - Poczuł ból i nie podejmował ryzyka, lecz to zgłosił, a nie brnął dalej w obciążenia jak w czerwcu. Dzięki temu być może uniknęliśmy poważniejszego urazu - ocenia. Nie jest jednak w stanie ocenić, kiedy Szkot będzie mógł wrócić na boisko. - W środę przejdzie jeszcze kontrolę. Zrobimy, co w naszej mocy, by był gotowy do gry jak najszybciej. Musi jednak zejść obrzęk.

Po ostatniej pladze kontuzji w Lechu Poznań sztab szkoleniowy i klinika Rehasport, która opiekuje się zawodnikami, naradzają się, jak zapobiec takim sytuacjom w przyszłości. - Wyciągamy wnioski, zwiększamy świadomość piłkarzy i usprawniamy pracę - mówi dr Witold Dudziński. - Siłę klubu poznaje się bowiem na podstawie tego, jak radzi sobie z sytuacjami kryzysowymi. A w kwestii urazów taką właśnie mamy.

WASZE OPINIE NA TEMAT SYTUACJI W LECHU MOŻECIE SKŁADAĆ TUTAJ