Kleczew postawiony na równe nogi. Przyjechał Lech Poznań!

Brak biletów w kasach, ogromne zainteresowanie mieszkańców i przeżycia każdego, kto przyszedł na mecz - wizyta Lecha Poznań w podkonińskim Kleczewie w ramach akcji "Lech na Landach" stała się miejscową sensacją. Kolejorz pokonał w sparingu miejscowego Sokoła 3:1.
Z budynku klubowego stadionu Sokoła w Kleczewie wybiega pospiesznie mężczyzna. W ręku ma zwitek papierów. To bilety na mecz Sokoła z Lechem Poznań. Dodatkowe bilety, bo pierwsza pula w kasach się skończyła. - Niech się pan pospieszy, bo ludzie w kolejce się niepokoją - słyszy ponaglenie.

Ludzie trochę się faktycznie niepokoją, bo ustawienie się po bilet 40 minut przed spotkaniem okazało się niewystarczające. Sparingowy mecz Lecha Poznań z Sokołem Kleczew wzbudził w tym miasteczku pod Koninem ogromne zainteresowanie. To element promocji Kolejorza w Wielkopolsce, a także szansa na grę, w czasie gdy potrzeby reprezentacji przerwały rozgrywki.

Zespoły umawiają się na mecz 2 x 30 minut. Po kwadransie wydaje się, że to i tak za dużo dla trzecioligowców. Mimo sporej mobilizacji przegrywają już 0:3. Szymon Pawłowski jest nieuchwytny, a Daylon Claasen wykonuje na Sokole wyroki - najpierw pakuje piłkę z bliska przy słupku, potem dokłada nogę do dośrodkowania. Nawet dziwny strzał Bartosza Ślusarskiego znajduje drogę do bramki.

- Bliżej siebie! Nie tak wysoko, bo będziemy musieli biegać - instruuje trener Sokoła Tomasz Mazurkiewicz, niegdyś piłkarz Olimpii Poznań. Instrukcje trenera Lecha Mariusza Rumaka są jednak mordercze dla drużyny notowanej dwie klasy niżej: - Gramy szybko, krótko, efektownie. Po kwadransie jednak syty trzema bramkami Lech nieco zwalnia, a kapitalne podanie Jakuba Dębowskiego do Arkadiusza Bajerskiego daje gola Sokołowi. Brawa, wiwaty widowni, wśród której wiele miejscowej młodzieży ma szaliki Kolejorza. Odzywa się nawet kocioł szalikowców Sokoła. Całe wydarzenie z góry obserwuje zdalnie sterowany dron.

Z boku - także emocje. - Niech pani trzyma kciuki - mówią do swej opiekunki dziewczęta, które mają za chwilę zaprezentować w przerwie taniec dla niespotykanie licznej na tym stadionie widowni. - Niech pani trzyma kciuki, żebym dobrze zrobiła gwiazdę.

Występ Lecha jako atrakcja sama w sobie zawiera jeszcze atrakcję dodatkową. To pierwszy w historii mecz szkockiego obrońcy Barry'ego Douglasa. Przyszedł do Lecha jeszcze w maju, ale kontuzja nie pozwoliła mu dotąd zagrać ani minuty w choćby jednym sparingu. Teraz "najlepsza lewa noga Szkocji" ma okazję tą lewą nogą kilkakrotnie dograć piłkę. Schodzi w przerwie, ale musi wrócić w miejsce Mateusza Możdżenia, który ucierpiał w jednym ze starć. Wystarczy, żeby go ocenić? - Nie wystarczy - kiwa głową trener Mariusz Rumak. - Grał za krótko. A kiedy wróci do formy? Trzy tygodnie, tak sądzę, choć to sprawa indywidualna...

- Dwa - zbija stawkę Barry Douglas. - Zrobię wszystko, by były to dwa tygodnie.

Sokół Kleczew - Lech Poznań 1:3 (1:3)

Bramki: 0:1 Claasen (8.), 0:2 Claasen (10.), 0:3 Ślusarski (15.), 1:3 Bajerski (21.).

SOKÓŁ: Bihun - Jędras, Pingot, Sierant, Krzyżanowski, Bajerski, Ławniczak, Kowalczyk, Dębowski, Sobieraj, Wons. Wchodzili: Kwiatkowski, Polody, Urban, Lisiecki, Śmiałek, Marciniak, Kopaniarz.

LECH: Gostomski - Możdżeń, Arboleda, Wołąkiewicz, Douglas - Pawłowski, Trałka, Chromiński, Claasen - Ślusarski, Ubiparip. Wchodzili: Bednarek, Witt, Szczupakowski, Zulciak, Jakóbowski, Dajewski.