Mateusz Możdżeń zdruzgotany po meczu: To jest tragedia i wstyd

- Nie uważam, abyśmy nie grali ambitnie. Robiliśmy co w naszej mocy, każdy harował jak wół. Bramek jednak strzelić długo nie umieliśmy. Co mam powiedzieć? To jest tragedia i wstyd - mówił po spotkaniu Mateusz Możdżeń z Lecha Poznań.
Mateusz Możdżeń podszedł do dziennikarzy po spotkaniu z Żalgirisem Wilno, by z bladą twarzą i kwaśną miną odpowiedzieć na pytania. Był zdruzgotany i bardzo przygnębiony. - Zdajemy sobie w pełni sprawę z tego, co się stało i jak poważne konsekwencje ma odpadnięcie z pucharów. To jest dla nas tragedia i wstyd - mówił. - Co mam powiedzieć? Po meczu w Wilnie padło między nami wiele ostrych słów. Wiele wskazywało na to, że się zbieramy i że damy sobie radę w rewanżu. Nie daliśmy. Czegoś nam cały czas brakuje, nie potrafię zdiagnozować czego. Bramek jednak długo nie potrafiliśmy strzelić.

Piłkarz uważał, że Lech grał ambitnie. - Pod tym względem nie mam sobie nic do zarzucenia. Graliśmy z ambicją, każdy harował jak wół. Chcieliśmy bardzo wygrać, odnieść sukces - mówił. - Źle natomiast wyglądała nasza skuteczność. Ze 30-40 dośrodkowań posłaliśmy w ich pole karne, każdy oddał z dwa, trzy strzały. Nic to nie dawało. Podcięła nas na dodatek bramka, bo rywal nie oddał strzału, po czym dostajemy taki gong.

O Żalgirisie Wilno nie chciał się jednak wypowiadać. - Mogę tylko powiedzieć, że wszystkie nasze strzały blokowali. Większość naszych strzałów kończyło się na obrońcach. Po trzech szło na wślizgu i nas blokowało - mówił.