Lech Poznań wyleciał z pucharów z Żalgirisem Wilno. Co z nim będzie dalej?

Fatalna, kompromitująco słaba, żenująca i nie do zniesienia dla widzów była gra Lecha Poznań w meczu z Żalgirisem Wilno. I nawet przy takiej grze Kolejorz przegrywający 0:1 zdołał strzelić w końcówce dwa gole słabej drużynie z Litwy. Z pucharów jednak odpadł. Jak to jest w ogóle możliwe? Po ostatnim gwizdku trener Lecha nie wytrzymał i prawie wdał się w bójkę z jednym z piłkarzy litewskiej drużyny.
Źle wyglądała sytuacja Lecha Poznań już po pierwszym meczu z Żalgirisem w Wilnie. Nie tyle dlatego, że przegrał tam po słabym meczu - może najsłabszym pod wodzą trenera Mariusza Rumaka - ale zwłaszcza z powodu zatrważającej formy Kolejorza, która nie dawała perspektyw na przełamanie impasu. Złe przygotowania do sezonu, kontuzje, kiepska murawa w Wilnie, cokolwiek byśmy nie wymyślili, trudno było uzasadnić to, co wyprawiało się na Inea Stadionie podczas rewanżu z Litwinami. Lech, który powinien z o klasę słabszym piłkarsko rywalem wygrać nawet w niedostatecznej formie, dołożył tym ostatnim wierzącym w niego kibicom kolejnych zmartwień i powodów do świecenia oczami przed całą Polską, a nawet Europą. Twitter, Facebook, wszystkie internetowe serwisy aż roiły się w trakcie meczu od złośliwości, uszczypliwości, miażdżących krytyk. Mateusz Możdżeń i Manuel Arboleda (zajął w obronie miejsce kontuzjowanego tuż przed meczem Kebby Ceesaya) - dwa największe koszmary pierwszej połowy - obrywali w nich najmocniej. A na stadionie kibice przychylający się do akcji NSNP (Nigdy Się Nie Poddawaj) i próśb Lecha i jego przyjaciół, aby nie gwizdać, nie krytykować, ale wspomagać go w trakcie meczu, dali radę do 17. minuty. Już wtedy trudno to było wytrzymać. Gwizdy wyrwały się z płuc, położonych blisko rozdartych serc kibiców, spontanicznie i hurtowo. Były wyrazem bólu i niemocy porównywalnej do tej, z którą zmagali się gracze Kolejorza.

Błąd Arboledy, radość Litwinów

Jeszcze dwa razy Szymon Pawłowski próbował uderzyć na bramkę, jeszcze Mateusz Możdżeń posłał piłkę gdzieś w trybuny, aż wreszcie Żalgiris Wilno zrozumiał, że właściwie nie ma co się tu aż tak bardzo cofać. Trzeba spróbować kontrować. W 29. minucie ciśnienie kibiców jeszcze nie spadło po tym, jak bliski szczęścia był Vaidotas Silenas, gdy krótko potem Rytis Leliuga dostał piłkę na linii pola karnego. Powolny, rozczarowujący jak nigdy Manuel Arboleda nie zaatakował go, przeciwnie - odsunął się od Litwina, który uderzył i Żalgiris objął prowadzenie.

Trzy gole - teraz tyle musiał wbić Lech rywalom, by awansować. Jak? Gdzie? Jakim cudem? Przy takiej grze? Lechici jak sparaliżowani wchodzili w pole karne przeciętnego piłkarsko Żalgirisu, by i tak dać się blokować bez większego problemu. Niczym stacjonarne piłkarzyki na sprężynach w popularnej grze stołowej nie potrafili kilkoma dynamicznymi ruchami wydobyć się z matni. Kiedy w końcówce pierwszej połowy Łukasz Trałka i Szymon Pawłowski w odległości raptem kilku metrów od bramki nie byli w stanie wywalczyć sobie metra przestrzeni na strzał, a ich koledzy podawali piłki ślamazarnie i byle jak, widownię szlag trafił na miejscu. Rozgwizdała się na dobre, a akcja wsparcia NSNP okazała się prośbą zbyt wymagającą ze strony Lecha przy takiej kompromitacji jego piłkarzy.

Lech - domniemana wizytówka polskiej piłki, awangarda jej rozwoju i towar opakowany już na eksport - dawał plamę, jakiej w pucharach nie pamiętano w Poznaniu od położenia przez Kolejorza meczów z Terekiem Grozny w 2004 roku, a może nawet od traumatycznego 1:5 ze Spartakiem Moskwa w 1993 roku. Ci ludzie, którzy pamiętali nie tak dawne wielkie mecze Lecha z pucharach w 2008 czy 2010 roku po prostu nie mogli tego znieść. Z tak nisko notowanym zespołem jak Żalgiris Wilno lechici jednak nigdy z pucharów nie odpadli. Oto pisała się na Inea Stadionie dramatyczna historia.

Okrzyki

- Zrób jakieś zmiany, hej, Rumak, zrób jakieś zmiany! - takiego okrzyku jeszcze przy Bułgarskiej nie słyszano. Okrzyku rozpaczy ze strony kibiców, którym pękały oczy. Lech nie grał, Lech improwizował. Próbował coś zdziałać jakimiś doraźnymi susami niż przemyślaną koncepcją.

Gdy weszli na plac Łukasz Teodorczyk i Gergo Lovrencsics, lechici przycisnęli Żalgiris. Pewnie dlatego, że i siły Litwinów były ograniczone, a także dlatego, że ta dwójka wyciskała z siebie, ile tylko mogła. Trener Mariusz Rumak zdjął też Szymona Drewniaka i wpuścił Bartosza Ślusarskiego - zrezygnował ze swojej żelaznej zasady, iż gra się dwoma defensywnymi pomocnikami. Vojo Ubiparip uderzył głową, ale litewski bramkarz obronił - to wszystko, cały wysiłek, jaki Żalgiris musiał wykonać w defensywie. Pozostałe próby Lecha były nieudolne. Blokowane, niecelne, a najczęściej za słabe. Bartosz Ślusarski w 79. minucie wyskoczył np. do główki na ósmym metrze i posłał piłkę po koźle w stronę bramki tak, że litewski bramkarz nawet kroku nie musiał zrobić, by ją złapać. Łukasz Teodorczyk w 80. minucie dołożył nogę do piłki bitej przez Vojo Ubiparipa, a ta wpadła do bramki - napastnik Lecha zapomniał jednak, że dokłada ją za obrońcami. Wyraźnie podirytowany tym, co się wyprawia w tym meczu, za chwilę sfaulował i zarobił kartkę. Wreszcie w 87. minucie z zaciętą twarzą wbił piłkę do siatki Żalgirisu, ale spiker nawet nie próbował podać jego nazwiska widzom do skandowania.

Okazało się, że wbijanie bramek przeciętniakom z Litwy nie jest takie trudne. W 90. minucie po odbiciu się od nogi Chorwata Luki Pericia padł samobójczy gol. Zrobiło się 2:1, a sędzia doliczył trzy minuty. Nie był jednak w stanie Lech w te trzy minuty dorzucić trzeciej bramki. Odpadł.

Czerwona kartka dla Teodorczyka, Rumak chciał się bić

Pozostały gwizdy i czerwona kartka dla Łukasza Teodorczyka już po końcowym gwizdku. Polak był faulowany przez Andriusa Velickę. Doszło do przepychanki, po chwili do Velicki dopadł trener Rumak. Gdyby nie sędziowie, doszłoby do bójki, bo Rumakowi puściły nerwy.

Lech Poznań - Żalgiris Wilno 2:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Leliuga (29.), 1:1 Teodorczyk (87.), 2:1 Perić (90., samobójcza)

LECH:Kotorowski - Henriquez, Kamiński, Arboleda, Wołąkiewicz - Pawłowski (55. Lovrencsics), Trałka, Hämäläinen, Drewniak (61. Ślusarski), Możdżeń (55. Teodorczyk Ż Cz) - Ubiparip

ŻALGIRIS:Vitkauskas - Vaitkunas, Skerla, Perić Ż, Freidgeimas Ż - Zulpa, Leiluga (88. Kanai), Kuklys, Silenas (64. Janusauskas Ż), Komołow - Biliński (69. Velicka Cz)

Sędzia: Ken Henry Johnsen (Norwegia)

Widzów 16 326