Lech Poznań zremisował 1:1 z Cracovią, choć w 83. minucie prowadził

Męczył się Kolejorz z Cracovią okrutnie. Męczyli się w ciężkim upale kibice, a piłkarze obu ekip długo oszczędzali ich serca. Aż w 83. minucie bohater początku sezonu Vojo Ubiparip uderzył z daleka. Wygrana była o włos, ale wtedy biernie przyglądający się piłce Lech dopuścił do wyrównania.
Fala upałów, jaka zaatakowała Polskę w weekend, a w jej zachodniej części była szczególnie dokuczliwa, miała wpływ na wiele życiowych spraw poznaniaków. Na piłkę nożną też. Zwłaszcza na skład Kolejorza w meczu z Cracovią oraz na poziom tego meczu.

W zeszłym, chłodniejszym tygodniu trener Lecha Poznań Mariusz Rumak nie rotował składem. Uznał, że gracze wracający po kontuzjach nie są jeszcze w pełni gotowi do boju. Choćby Taki Bartosz Ślusarski... albo Kebba Ceesay... dopiero, co się wyleczyli. Teraz jednak sytuacja się zmieniła. Szkoleniowiec dokonał rewolucji. Posadził na ławce takich graczy jak Kasper Hämäläinen, Marcin Kamiński, Vojo Ubiparip, Łukasz Teodorczyk i Jasmin Burić. To - trzeba przyznać - decyzje odważne. Wystawił Krzysztofa Kotorowskiego w bramce, Bartosza Ślusarskiego w ataku, Mateusza Możdżenia na prawej pomocy, Szymona Pawłowskiego w środku, a Kebbę Ceesaya - po raz pierwszy w sezonie - na prawej obronie. Jedynie Łukasz Trałka i Hubert Wołąkiewicz zagrali po raz czwarty w czwartym meczu Lecha w tym sezonie.

Nawet gdyby Mariusz Rumak nadal wolał poczekać z powrotem na boisko swoich rekonwalescentów, to nie mógł tego zrobić. W czwartek ma w Wilnie mecz z Żalgirisem, na który już nie ma biletów - Litwini wykupili wszystkie na pniu, zainteresowanie tym meczem i jego stawka są ogromne. Jazda na Litwę z zawodnikami zmęczonymi byłoby sportowym samobójstwem.

A mecz z Cracovią przyszło grać Lechowi w upale. Owszem, temperatura wieczorem spadła z 37 stopni do 31-32, ale i tak pot ciekł po ciele przy każdym ruchu. Piłkarze musieli się oszczędzać.

Mało kto jednak zakładał, że będą się oszczędzali aż tak bardzo. Pierwsza połowa z krakowskim beniaminkiem była jedną z nudniejszych jakie Lech w ogóle zagrał pod wodzą trenera Mariusza Rumaka. Gra stała jak powietrze nad Inea Stadionem, a spoceni jak myszy kibice tak daremnie czekali na ciekawe akcje, jak na burzę albo choć trochę kropel z przesuwających się po niebie czarnych chmur. Czarne było tego dnia kolorem nadziei.

Zadowolili się zatem kibice dwoma zablokowanymi strzałami Szymona Pawłowskiego i jednym, mierzonym acz wybitym, uderzeniem Mateusza Możdżenia. Pot z czoła odgarniali z racji temperatury, a nie stresu i emocji. Cracovia dostosowała się bowiem poziomem do wymogów pogodowych i obie ekipy postanowiły dać odpocząć mięśniom sercowym kibiców, by w tym upale nie pracowały pod zbyt dużym ciśnieniem. Pozostało liczyć na niosący chłód zmrok i robić sobie przy oglądaniu tego meczu przerwy na picie. Nawet częstsze niż zawodnicy.

Nie wychodziły Lechowi ani szybkie akcje z prostopadłymi podaniami, ani te oskrzydlające. Źle bite były rzuty rożne i wolne. No nic, zupełnie. Cracovia postawiła zapory obronne i Lecha neutralizowała.

Trener Wojciech Stawowy, który po obejrzeniu spotkania Kolejorza z Honką Espoo mówił, że "będzie ciężko", walczył o pierwszy sukces w sezonie. Krakowianie bowiem przegrali w lidze u siebie z Piastem Gliwice, a z Pucharu Polski wyrzuciła ich Stal Stalowa Wola. Po przerwie Cracovia postanowiła wzmocnić ofensywę i na plac wszedł Burundyjczyk Saidi Ntibazonkiza, niedoszły gracz Lecha Poznań, który rok temu już zamoczył pióro w kałamarzu, by podpisać kontrakt, ale okazało się, że ma pozrywane ścięgna w nodze.

W 54. minucie Łukasz Trałka posłał świetne podanie do Szymona Pawłowskiego. - No wreszcie - pomyśleli rozpaleni kibice, ale Szymon Pawłowski to nie Aleksandar Tonew. Nie wyprzedził krakowskich obrońców. Potrafił za to uderzyć nożycami w 59. minucie, ale ponad bramką.

Musi pewnie upłynąć jeszcze sporo czasu, nim Szymon Pawłowski zacznie rozumieć się w pełni z kolegami i zagrania do niego nie będą się kończyły rozłożonymi w żalu rękoma Gergo Lovrencsicsa, jak w spotkaniu z Cracovią. I pewnie jeszcze sporo gwizdów nowy nabytek Lecha usłyszy - także jak w spotkaniu z Cracovią.

W 75. minucie dobrze znany w Poznaniu Marcin Kuś sfaulował bramkarza Lecha wprowadzającego do gry piłkę, dostał drugą żółtą kartkę i Cracovia kończyła mecz w dziesiątkę. Teraz dopiero zaczęło się dziać.

Trener Lecha dokonał istotnej zmiany - wpuścił Vojo Ubiparipa i to do ataku! To dla Serba ważne, bo dotąd grał na skrzydle i jako jeden z nielicznych lechitów był ostatnio w bardzo dobrej formie. Może zatem on dałby radę rozruszać Lecha w tym meczu?

Cracovia słabła. Kiedy Gergo Lovrencsics zmarnował jedyną chyba w meczu okazję sam na sam, Vojo Ubiparip po prostu... uderzył z dystansu. Siedem minut zostało do końca tego ciężkiego meczu, gdy ta piłka wpadła do krakowskiej siatki.

Opadająca z sił Cracovia mogła tylko rozpaczliwie uderzać na bramkę Lecha. I to zrobił w ostatniej minucie Saidi Ntibazonkiza, a przy biernej postawie wszystkich, z Krzysztofem Kotorowskim włącznie, piłka wpadła do siatki.

Lech Poznań - Cracovia Kraków 1:1 (0:0)

Bramka: 1:0 Ubiparip (83.), 1:1 Ntibazonkiza (90.)

LECH: Kotorowski - Ceesay, Wołąkiewicz (87. Kamiński), Arboleda Ż, Kędziora - Drygas Ż, Trałka - Możdżeń, Pawłowski (59. Hämäläinen), Lovrencsics, Ślusarski (61. Ubiparip)

CRACOVIA: Pilarz - Marciniak, Kosanović, Żytko, Kuś Ż Cz - Szeliga Ż, Steblecki, Danielewicz, Straus (64. Budziński) - Bernhardt (46. Ntibazonkiza Ż), Boljević

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)

Widzów 14 663