Lech Poznań gra w Finlandii, a fatalna passa fińskich klubów w pucharach trwa

Mistrz Finlandii HJK Helsinki w pierwszym meczu walki o Ligę Mistrzów zaledwie zremisował u siebie z estońską drużyną Kalju Nomme 0:0. - A tylko HJK ma pieniądze - mówią Finowie. Lech Poznań zagra w czwartek ze znacznie mniej zamożną Honką Espoo.
Wygraj Ligę i rywalizuj z innymi prezesami wirtualnych klubów »

Występy klubów z Finlandii w tegorocznych europejskich pucharach wyglądają fatalnie. Najpierw z Ligi Europejskiej odpadły wszystkie trzy fińskie kluby startujące w Lidze Europejskiej, na dodatek z nisko notowanymi rywalami. IFK Mariehamn wyleciał w starciu z azerskim Interem Baku, Turun PS Turku nie sprostał Jeunesse Esch z Luksemburga, natomiast Inter Turku został wyeliminowany przez Vikingur Gota z Wysp Owczych. - Przez sędziego - tłumaczy Jari Welling, fiński dziennikarz z "Turun Sanomat", gazety ukazującej się w Turku. - Arbiter podyktował zupełnie fikcyjny rzut karny dla Farerów. Złożyliśmy protest, toczy się śledztwo, ale awansu nikt Finom nie zwróci.

Teraz do rywalizacji o Ligę Mistrzów przystąpił najlepszy fiński klub, HJK Helsinki. - Tylko on ma w Finlandii pieniądze i może jakoś sensownie płacić swoim graczom. I to niemało - mówi Eino Haapimaa z fińskiej federacji piłkarskiej. HJK Helsinki to także najpopularniejszy klub w stolicy i całym kraju. Ma najwięcej kibiców i jest wizytówką fińskiej piłki. W pojedynku z estońskim Kalju Nomme na swoim boisku osiągnął jednak tylko bezbramkowy remis. Grozi mu wyeliminowanie przez drużynę, która rok temu była niedoszłym przeciwnikiem Lecha Poznań. Kolejorz miał zagrać ze zwycięzcą pary Kalju Nomme - Chazar Lenkoran. Estończycy osiągnęli korzystny remis 2:2 w Azerbejdżanie, a jednak odpadli.

CZY LECH PORADZI SOBIE W STARCIU Z FINAMI? DYSKUTUJEMY NA FACEBOOKU - DOŁĄCZ