Lech Poznań - Korona Kielce 2:0, ale mniejsza o to. Były ważniejsze sprawy...

Ten mecz mógł mieć najmniejsze znaczenie dla Lecha Poznań i jego kibiców spośród wszystkich gier sezonu. Przed spotkaniem wszystko było już rozstrzygnięte. Pożegnanie Piotra Reissa i Ivana Djurdjevicia sprawiło, że był to mecz bardzo niezapomniany.
Dla każdego kibica Lecha Poznań, który przez ostatnie 20 lat pojawiał się na stadionie przy ul. Bułgarskiej, dzień, w którym karierę kończył Piotr Reiss, musiał być wydarzeniem istotnym. Gdy dodamy do tego jeszcze fakt, że swój ostatni mecz w Kolejorzu rozgrywał Ivan Djurdjević, niedzielny mecz z Koroną zaczynał mieć bardziej znaczenie prestiżowo-okolicznościowe niż czysto sportowe. Nic dziwnego, że przyszło na nie ponad 21 tysięcy osób.

Trener Lecha Poznań Mariusz Rumak z klubem związany jest od lat, więc wie, ile znaczy dla kibiców Piotr Reiss i jak ważne miejsce w ich sercach znalazł także serbski wojownik Ivan Djurdjević. Obydwu "starszych panów" wystawił zatem od pierwszej minuty, a na dodatek Piotra Reissa uczynił kapitanem zespołu. Nominalnie w tym sezonie opaskę nosi Rafał Murawski, ale przy tej szczególnej okazji Piotr Reiss wrócił do swojej dawnej roli, którą niegdyś pełnił w Lechu przez lata..

Skład Lecha, targanego kontuzjami i powołaniami do kadry U-19, i tak był już kombinowany, a w kadrze meczowej znaleźli się wszyscy zdrowi zawodnicy. Teraz Kolejorz wyszedł na starcie z kielczanami w przedziwnym ustawieniu. Łukasz Trałka po raz kolejny zagrał na środku obrony, Ivan Djurdjević wylądował na pozycji defensywnego pomocnika. Piotr Reiss grał za plecami Łukasza Teodorczyka, który szybko "poczuł bluesa" i starał się z nim jak najmocniej współpracować, by pomóc kapitanowi w uświetnieniu pożegnania golem. Piotr Reiss już jednego w tym sezonie strzelił, co sprawiło mu wielką radość, ale gol w takim spotkaniu byłby czymś szczególnym.

I takiego gola udało się strzelić, ale ... Ivanowi Djurdjeviciowi! Serb jeszcze takiej bramki w tym ostatnim sezonie nie miał, a po raz ostatni do siatki trafił dwa lata temu. Co ciekawe, było to także w meczu z Koroną Kielce, wygranym przez Lecha 4:0.

To była bramka, która wprawiła stadion w euforię. Zwłaszcza że zagrywającym do Ivana Djurdjevicia był ... Piotr Reiss. Serb już przed meczem wzruszył dziennikarzy, gdy opowiadał, jak bardzo jest szczęśliwym człowiekiem . Dodajmy, że niedawno urodziły mu się bliźniaki. Teraz golem kończył karierę, dzięki której stał się osobą w Poznaniu bardzo lubianą. Po bramce podbiegł więc do kibiców, zdarł z siebie koszulkę i pokazał napis: "Sprawa honoru. Walczyłem o dobrą sprawę. W biegu wytrwałem do końca. Dochowałem wiary". Sędzia spotkania Marek Konieczny okazał się człowiekiem, który też "czuje bluesa", a nie gryzipiórnym formalistą i nie pokazał żółtej kartki Ivanowi Djurdjeviciowi za pozbycie się niebieskiego trykotu.

Cała druga połowa, podczas której publiczność sprawiała wrażenie świetnie się bawiącej, była wielką próbą wbicia Koronie drugiego gola do kompletu. Każda szarża Piotra Reissa czy jego wyjście do piłki nagradzano owacjami. W 55. minucie kielczanie omal sami nie wbili sobie gola, a do dobitki doskakiwał Łukasz Teodorczyk.

Ten mecz miał jednak jeszcze gwóźdź programu nie mniej ważny niż gole. To była zmiana i owacje dla schodzącego z boiska Ivana Djurdjevicia. Nastąpiło to w 57. minucie.

Miała swój szpaler w Chorzowie ekipa warszawskiej Legii, ale obowiązkowy. Ten w Poznaniu piłkarze Kolejorza ustawili z własnej woli, by w ten sposób pożegnać schodzącego Serba. Nie do szatni jednak. Ivan Djrudjević już nie musiał do niej iść. Gdy przekroczył linię boczną boiska, stał się już nie piłkarzem, ale osobą prywatną i ... kibicem Lecha. Zamiast szatni czy ławki rezerwowych wybrał zatem trybuny i "kocioł" fanów Kolejorza. Poszedł do nich, by z nimi oglądać dalej spotkanie, a nawet podawać doping dla Lecha.

Kilka minut później drugim, podobnym aktem tego wzruszającego pożegnania było zejście Piotra Reissa. Jego także żegnał szpaler kolegów, owacje i wielki transparent "Dziękujemy, kapitanie". Czterdziestoletni piłkarz podążył śladem Ivana Djurdjevicia do sektora dopingujących Lecha kibiców, aby się do nich przyłączyć. Przez mikrofon wygłosił do nich krótkie przemówienie, a potem podał doping "Bo w Poznaniu, Poznaniu, Poznaniu, gdzie najlepsi kibice w Polsce są...". Odpalił także racę, co wzbudziło wielki aplauz kibiców. Później zajął się tym, co robił będzie zapewne do końca swego życia na każdej poznańskiej ulicy, w każdej knajpce i innym publicznym miejscu - rozdawaniem autografów, które pokwitowały niniejszym jego długą karierę.

Wzniesiony przez Ivana Djurdjevicia i Piotra Reissa doping niósł się daleko poza stadion. Lech Poznań zakończył sezon śpiewem i przepięknym golem Gergo Lovrencsicsa (wpakował piłkę z dystansu w samo okienko) - po raz pierwszy w historii na drugim miejscu, jako wicemistrz kraju. Teraz będzie szykował się do nowych rozgrywek. W tym kontekście kto wie, czy starcie z Koroną Kielce nie było także pożegnaniem trzeciego gracza Lecha - Aleksandara Tonewa. Zdaniem angielskich mediów, jego przejście do Aston Villi jest niemal pewne .