Mateusz Możdżeń: Gdy siedzę na ławce rezerwowych, cierpią nawet moi najbliżsi

To był pierwszy od listopada mecz Mateusza Możdżenia w wyjściowym składzie Lecha Poznań. I strzelił on w nim pierwszego w tym sezonie gola dla Kolejorza. Bramka lechity na 1:0 rozpoczęła demolkę Widzewa Łódź. Skończyło się na 4:0.
W tym sezonie Mateusz Możdżeń strzelał gole jedynie latem, w meczach o europejskie puchary przeciwko Chazarowi Lenkoran i AIK Solna. Później stracił skuteczność, stracił również miejsce w składzie. Wrócił do niego w pojedynku z Widzewem Łódź, po siedmiu miesiącach, podczas których albo wchodził do gry z ławki, albo w ogóle.

- Kiedy gra się wyjściowym składzie, nabiera się pewności. To znak, że trener na ciebie stawia, bardziej ufają ci też wtedy koledzy, częściej z tobą grają. Na mnie to działa - wyjaśnia i dodaje nawet: - Siedzenie na ławce wpływa na mnie fatalnie. Odbija się to nawet na moich najbliższych, bo robię się nerwowy. Cóż jednak począć, walkę o skład mogę toczyć tylko na treningach. Gadaniem w mediach go nie wywalczę.

Mateusz Możdżeń przyznał, że o kontuzji Aleksandara Tonewa wiedział od dłuższego czasu. - Wiele wskazywało więc na to, że zagram - przyznaje. - Gra w wyjściowej jedenastce jest oczywistym celem każdego piłkarza, stąd moje zadowolenie. Na dodatek udało mi się zdobyć ważnego gola.

O okolicznościach jego strzelenia opowiadał tak: - Zauważyliśmy, że podczas stałych fragmentów gry takich jak rzut rożny Widzew często nie obstawia tego fragmentu boiska. Miałem tam czekać na szansę, a piłki z rogu miały być nawet bezpośrednio podawane w tę stronę. No ale akurat traf chciał, że w tym meczu ten [Bartłomiej] Pawłowski zawsze podbiegał do mnie i nie wychodziło. Udało się dopiero po przerwie.

W meczu z Widzewem Łódź Mateusz Możdżeń musiał grać jako ofensywny pomocnik. - To już niemal wszystkie pozycje, na których występowałem w Lechu - śmieje się. - Został już jedynie bramkarz i środkowy obrońca.

Mecz komentował: - Pamiętajmy, że na mecz wyszło aż czterech młodych graczy. Podmęczyli oni Widzew bardzo, sami włożyli w spotkanie sporo sił. Trener uznał, że ich młodość i zasoby sił pozwolą zastosować bardzo częstą wymienność pozycji, za którą Widzew nie nadąży.

O swoim golu mówił: - Kamień spadł mi z serca, to czuję. No i ogromną satysfakcję. A jeśli zaliczą mi asystę przy bramce Kaspera [Hämäläinena], to już w ogóle będę bardzo zadowolony.