Prezes Lecha Poznań: Nasz stadion jest bezpieczny, chodzę na mecze z małym dzieckiem bez żadnego ryzyka

- Ochrona wokół sektora kibiców gości musi być szczelniejsza, kordon ochroniarzy musi być większy, a bufor bezpieczeństwa jeszcze szerszy - mówi prezes Lecha Poznań Karol Klimczak po spotkaniu z wojewodą wielkopolskim. Piotr Florek zarzucił ?Kolejorzowi? niewystarczającą ochronę na stadionie podczas meczu z Wisłą Kraków.
- Mam pretensje do klubu, że jego służby niestety nie stanęły na wysokości zadania - mówił we wtorek wojewoda wielkopolski Piotr Florek. Po meczu Lecha Poznań z Wisłą Kraków, w trakcie którego doszło do wybryków chuligańskich na trybunach, spotkał się on z przedstawicielami poznańskiego klubu i służbami mundurowymi. Wojewoda poinformował, że ochrona na stadionie nie jest wystarczająca, a na dodatek sektor gości jest zniszczony i nie nadaje się do przyjęcia grupy kibiców Widzewa Łódź w najbliższy piątek. Dlatego też najbliższy mecz ligowy "Kolejorza" odbędzie się bez udziału fanów łódzkiego zespołu.

- Na spotkaniu wskazywałem panu wojewodzie i prosiłem, aby oddzielić dwa rodzaje incydentów, czyli odpalenia 14 rac obok oprawy wielkosektorowej w kotle i incydenty chuligańskie, czyli niszczenie mienia na trybunie dla kibiców - opowiada Karol Klimczak i kilka razy podkreślił, że uważa stadion przy ul. Bułgarskiej za całkowicie bezpieczny. - Mówię to z całą mocą jako organizator imprez masowych, że ten obiekt jest bezpieczny dla kibiców, ich rodzi i dzieci. Sam uczestniczę w meczach z rodziną, małym dzieckiem. Ten stadion nie niesie za sobą żadnego ryzyka. Oczywiście w masie 30 tysięcy osób zdarzają się, tak na każdej imprezie masowej, na festynie, widowisku, w kinie i w teatrze, a nawet w filharmonii, różne incydenty. Na ostatnim meczu takie incydenty miały miejsce.

Prezes Lecha Poznań zapewnia, że na kolejny mecz "Kolejorza" na jego obiekcie (25 maja z Podbeskidziem Bielsko-Biała) znów będzie sprawny system monitoringu, zniszczony w sobotę przez gości z Krakowa. - Zarządy klubów Lecha i Wisły już w nocy po meczu porozumiały się co do tego, że krakowski klub pokryje straty związane ze zniszczeniem mienia, które miało miejsce na stadionie - informuje Karol Klimczak i dodaje, że cieszy się z tego, że policja rozpoznała i zatrzymała sprawców demolki.

Prezes poznańskiego klubu przyznaje, że ochrona na stadionie nie spełniła swojej roli, gdy została skradziona flaga powieszona przez gości na ogrodzeniu tzw. klatki. - Nie zatrzymaliśmy tych 5-6 osób, które podbiegły, zerwały flagę Wisły i uciekły. Oczywiście ubolewam nad tym, że osoby związane z Lechem zerwały flagę Wisły i przemieściły się po stadionie - mówi. - Dementuję informacje, które się pojawiły: to nie były osoby związane z ochroną Lecha Poznań. Ochrona Lecha uczestników tego zajścia goniła.

Jednocześnie prezes Klimczak nie zgadza się z zarzutami, że służby na stadionie nie potrafią także wykryć rac wnoszonych na trybuny. - Czynienie nam zarzutu, że ktoś wnosi race, jest nie w porządku. Powiem wprost: jeżeli nie zamontujemy bramek, które będą prześwietlały dokładnie, robili "rentgena" kibicowi, to, może nie powinienem tego mówić, każdy kibic, od dziecka do dorosłego, wniesie racę. Musielibyśmy każdego wziąć na rewizję osobistą i rozebrać do naga przy kontroli - mówi.

Przedstawiciel Lecha Poznań obiecuje, że klub z Bułgarskiej nadal będzie dbał o podnoszenie bezpieczeństwa na stadionie. - Wiemy, że nasza rola nie kończy się w momencie sprzedania karnetu czy biletu na mecz czy przejścia przez kibica przez kołowrotek przy bramie. Dbanie o bezpieczeństwo to jest nasz nadrzędny cel - mówi Karol Klimczak. - Oczywiście chcemy zapewnić widowisko sportowe na odpowiednim poziomie, ale musimy też dbać o bezpieczeństwo i komfort osób, które na ten mecz przyszły. Ten proces jest nieustanny, spotykamy się z kibicami, rozmawiamy z nimi, by było bezpiecznie.