Lech nie będzie kopał... żwiru. Nie ma zgody

Powiązana z Lechem Poznań spółka chciała zarabiać na wydobyciu żwiru. Nie zgodzili się na to radni i wójt gminy Duszniki.
Żwirownię pod Sarbią koło Dusznik chciał uruchomić Marcelin Management, spółka, która powstała, by sprzedawać gadżety Lecha, a obecnie zarządza stadionem przy ul. Bułgarskiej. Rocznie musi płacić Poznaniowi ponad 3 mln zł czynszu.

Marcelin wydzierżawił 15 hektarów, na których znajdować ma się ponad 2 mln ton żwiru. Na jego wydobyciu - po odliczeniu kosztów - spółka chciała zarobić ponad milion złotych. Pomysł nie spodobał się jednak mieszkańcom, którzy bali się, że żwirownia powstanie kilkanaście metrów od ich domów, a drogi będą rozjeżdżane przez ciężarówki.

Ich protesty poskutkowały. Aby żwirownia mogła powstać, konieczna była zmiana studium zagospodarowania przestrzennego terenu. We wtorek radni gminy Duszniki zapisali w nim, że pod Sarbią co prawda znajdują się złoża żwiru, ale nie ma zgody na ich wydobycie. Tego samego dnia wójt Dusznik odmówił wydania pozytywnej decyzji środowiskowej. Wcześniej uzgodnienia warunków prowadzenia żwirowni odmówiła Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Przeważyć miała opinia biegłego mówiąca o negatywnym wpływie inwestycji na środowisko.

Sprawa żwirowni stała się głośna pół roku temu, gdy "Gazeta" opisała, w jaki sposób szukano poparcia dla tej inwestycji. Prezes lokalnego klubu piłkarskiego przekonywał w specjalnym liście, że otwarcie żwirowni jest szansą na nawiązanie współpracy z Lechem Poznań. Przyznał, że z prośbą o poparcie zwrócił się do niego działacz Lecha. W zamian klub dostał wejściówki na mecz poznańskiej drużyny, stroje piłkarskie, kuchenkę i pralkę.

Sprzęt AGD trafił potem do miejscowej szkoły, a jej uczniowie też weszli za darmo na mecz Lecha. Również dyrektorka szkoły napisała list popierający żwirownię. Podobnie jak sołtys Sarbii, bo sprzęt AGD dostała też wiejska świetlica.