Gdy Robert Lewandowski odchodził z Lecha do Borussii Dortmund, miał korzystniejsze oferty

- To nie oferta Borussii Dortmund, ale ukraińskiego Szachtara Donieck była najkorzystniejsza finansowo. Robert Lewandowski odrzucił ją jednak na wstępie. Nie chciał iść na Wschód. Co innego Niemcy - opowiada Marek Pogorzelczyk, były dyrektor sportowy ?Kolejorza?, który brał udział w transferze piłkarza do BVB. To wtedy zapadały decyzje, które dzisiaj doprowadziły Roberta Lewandowskiego do czterech goli strzelonych Realowi Madryt w półfinale Ligi Mistrzów.
Robert Lewandowski odszedł do Borussii Dortmund w czerwcu 2010 roku za 4,5 mln euro, co do dzisiaj jest rekordem transferowym Lecha Poznań. Kolejorz mógł zarobić znacznie więcej, gdyż korzystniejszą ofertę składał wtedy Szachtar Donieck. Było to 5,5-6 mln euro. Gdyby tak się stało, dzisiaj Robert Lewandowski nie byłby najsłynniejszym bodaj piłkarzem świata i bohaterem półfinału Ligi Mistrzów, ale odpadłby z Ukraińcami dwie rundy wcześniej.

Marek Pogorzelczyk, ówczesny dyrektor sportowy Lecha Poznań, który zajmował się transferem Polaka do BVB, mówi: - Trzy lata temu spośród wszystkich ofert na kupno Roberta Lewandowskiego, o jakich się mówiło, tak naprawdę tylko trzy były poważne i konkretne. Szachtara Donieck, Borussii Dortmund oraz włoskiego klubu FC Genoa 93. Do Genui nawet Robert Lewandowski jeździł, omawiał tam warunki i oglądał mecze Włochów. Do transferu jednak nie doszło, gdyż Włosi nie byli w stanie sprostać oczekiwaniom finansowym Lecha. Spotkaliśmy się z nimi, zaproponowaliśmy cenę. Nie zgodzili się - mówi.

Inaczej było w wypadku zainteresowania Szachtara Donieck. Marek Pogorzelczyk nie ujawnia kwoty, gdyż - jak twierdzi - mimo iż nie pracuje już w Lechu, obowiązuje go tajemnica handlowa. Mówi tylko, że była ona "znacznie korzystniejsza" niż oferta Borussii Dortmund. Po meczu z Realem Madryt dziennikarz z Doniecka Ołeksandr Sereda napisał na Twitterze o sumie 5,5 mln euro. Nieoficjalnie przewijała się też kwota nawet 6 mln euro, które gotów był zapłacić ukraiński potentat.

Były dyrektor "Kolejorza" mówi: - Zainteresowanie Ukraińców było spore i bardzo poważne. Odbyło się kilka spotkań z dosyć dużą pompą. Ten transfer nie miał jednak najmniejszych szans powodzenia.

Dlaczego? - Ze względu na niechęć Roberta Lewandowskiego do przenosin na Wschód. Odrzucił taką ewentualność na wstępie i nie było o czym dalej z Szachtarem rozmawiać - mówi Marek Pogorzelczyk.

Trzecią poważną ofertą była propozycja Borussii Dortmund. Marek Pogorzelczyk: - Niemcy interesowali się naszym graczem od maja 2009 roku. Wtedy pojawili się pierwszy raz w Poznaniu. Przyjechał dyrektor sportowy Michael Zorc. Rozmawialiśmy najpierw wstępnie, następnie coraz konkretniej. Rozmowy prowadził także osobiście prezes Jacek Rutkowski na miejscu w Niemczech.

Właściciel Lecha na stałe mieszka we Frankfurcie nad Menem. Jak kiedyś wspominał, nie ma jednak w sobie wiele sympatii do miejscowego Eintrachtu, natomiast zawsze imponowała mu Borussia Dortmund.

Olbrzymią rolę odegrał fakt, że wizja tego transferu przypadła do gustu samemu Robertowi Lewandowskiemu, choć początkowo miał on wątpliwości. Ówcześni piłkarze Lecha przyznają zgodnie, że zwracał się do nich o radę, co ma począć i czy to dobry moment na taki transfer. Młody piłkarz Lecha konsultował się w sprawie przejścia do Niemiec dość szeroko - pamiętajmy, że zainteresowanie BVB nie stanowiło wtedy już żadnej medialnej tajemnicy.

Pozostałe oferty, o których mówiło się w prasie, były jedynie spekulacjami. - W grę wchodził jeszcze Blackburn Rovers - mówi Marek Pogorzelczyk. - Anglicy przyjechali na nasz mecz z Bełchatowem, spotkaliśmy się, rozmawialiśmy, ale nigdy nie wyszliśmy z nimi poza ten etap.

A pozostali chętni? Real Saragossa, PSV Eindhoven czy AS Roma, o której zainteresowaniu mówił nawet Zbigniew Boniek? - Tylko plotki. Nigdy ofert z tych klubów nie mieliśmy - mówi były dyrektor klubu. - Po fiasku rozmów z Genoa 93 i odrzuceniu propozycji Szachtara Donieck wiosną 2010 roku jasne było, że w grę wchodzi już tylko Borussia Dortmund.

Mało kto już pamięta, że transfer do Dortmundu stanął pod znakiem zapytania na samym końcu rozmów, gdy Lech Poznań zagroził zerwaniem rozmów z Borussią. Chodziło o wysokość prowizji dla klubu i menedżera oraz o to, kto ma rozliczyć te kwoty - sprzedawca czy nabywca. Robert Lewandowski zrobił nawet wtedy scenę w gabinecie ówczesnego prezesa Lecha Andrzeja Kadzińskiego. Miał pretensje o przebieg rozmów. Zaskakująca była wtedy reakcja na tę awanturę właściciela klubu Jacka Rutkowskiego, który skomentował: - Widać, że ma chłopak charakter.

- Niemcy nie chcieli spełnić naszych pewnych warunków. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale rzeczywiście byliśmy gotowi się nie zgodzić - mówi Marek Pogorzelczyk. - Ostatecznie jednak doszliśmy do porozumienia i po meczu z Realem Madryt nikt nie ma chyba wątpliwości, że Robert wybrał właściwie. Jego kariera rozwija się w sposób harmonijny, niemal książkowy. Spędził dwa lata w drugiej lidze, potem dwa lata u nas, teraz jest w Borussii Dortmund. Myślę, że fakt gry w Lechu, europejskie puchary, przez które z nami przeszedł, i praca, jaką tu wykonał, walnie przyczyniły się do czterech goli, które teraz strzelił Realowi.