Fin daje Lechowi kontrolę nad grą

- Nie wiem, czy to był nasz najlepszy mecz wiosną, ale jeśli chodzi o kontrolę gry, jestem bardzo zadowolony - mówi trener Mariusz Rumak po pewnym zwycięstwie Lecha Poznań w Gliwicach. Tę lepszą kontrolę Kolejorz zawdzięcza m.in. powrotowi do gry Kaspra Hämäläinena.
Grę Lecha w wygranym 3:0 meczu z Piastem poznański szkoleniowiec ocenił dużo lepiej niż przeciw Lechii Gdańsk, gdy jego zespół stracił dwa gole. Z całej drużyny, która tym razem spisała się świetnie, zarówno w obronie, jak i ataku, wyróżnić trzeba wracającego po kontuzji Kaspra Hämäläinena. Wobec tego, że Karol Linetty przez uraz żeber może w tym sezonie już nie zagrać, to na Finie będzie spoczywała odpowiedzialność za kreowanie grą Kolejorza.

Zarówno w postawie na boisku, jak i podczas udzielania wywiadów widać u Kaspra Hämäläinena wielką swobodę i pewność siebie, ale daleką od zarozumiałości, czy wręcz arogancji, częstej u piłkarskich rozgrywających. - W pierwszych 45 minutach to był dość wyrównany mecz, choć mieliśmy więcej okazji bramkowych. Po pierwszym golu zyskaliśmy dużo pewności siebie. Po tym, jak na początku drugiej połowy padły dwa szybkie gole dla nas, to już było ''game over'' dla Piasta, a my mogliśmy się pocieszyć trochę grą - mówi reprezentant Finlandii. - Fajnie kopie się piłkę przy prowadzeniu i wsparciu kibiców, którzy sprawiają, że czujesz się jak u siebie - dodaje. Kasper Hämäläinen nie tylko asystował przy golach Gergo Lovrencsicsa i Rafała Murawskiego, ale miał też kilka świetnych podań, których nie umieli wykorzystać jego koledzy, np. Bartosz Ślusarski.

- Po przerwie pokazaliśmy, że umiemy się utrzymać przy piłce na połowie przeciwnika, wymienić kilkanaście podań. Piast miał z tym problemy - opowiada Marcin Kamiński. Podwajanie krycia, małe odległości między piłkarzami, dokładne podania - to wszystko sprawiało, że poznaniacy stłamsili gliwiczan. Charakterystyczny dla gry Kaspra Hämäläinena, ale i wszystkich piłkarzy Lecha w Gliwicach, był moment, gdy po dośrodkowaniu Fina z rzutu wolnego obrońcy Piasta wybili piłkę na kilkadziesiąt metrów, a ten od razu do niej ruszył i przechwycił ją przed rywalami.