Czy jest więcej usterek na stadionie? Kontrola w przyszłym tygodniu

Nadzór budowlany zapowiada przesłuchanie kierownika budowy stadionu miejskiego. A władze miasta od miesiąca szukają dokumentacji stadionu.
To efekty ujawnionej przez nas wczoraj informacji, że na stadionie przy ul. Bułgarskiej część trybuny groziła zawaleniem.

Stadion miejski wybudowano kosztem 750 mln zł. Gdy był gotowy jako pierwsza nowoczesna arena w Polsce, Poznań pochwalił się tym na billboardach hasłem "A nam już trawa rośnie". Wczoraj ujawniliśmy, że na stadionie zamknięto dla kibiców część trybuny nr 1. Groziła zawaleniem wprost na loże zajmowane na meczach przez VIP-ów, w tym prezydenta Poznania. Chodzi o pęknięcia w elemencie konstrukcji, które groziły katastrofą budowlaną.

Zauważyli je przed miesiącem pracownicy Lecha Poznań.

Zawiadomiono projektanta stadionu Wojciecha Ryżyńskiego, który przysłał swoich ekspertów. Ustalili, że popękała biegnąca wzdłuż trybuny olbrzymia betonowa belka. Na razie podparto ją stalowym wspornikiem.

Wiedzieli o usterkach, ale milczeli

Po artykule "Gazety" zawrzało. Władze Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji, które nadzorowały budowę, przeprowadziły wczoraj wizję lokalną na stadionie. Maciej Mielęcki, wiceszef POSiR, uspokajał: - Stadion się nie wali. W tej chwili sytuacja jest opanowana.

Mielęcki przyznał jednak, że kibice na wadliwą trybunę nie mogą wejść (wyłączono z użytku ok. 3-4 tys. miejsc). Dlaczego, skoro "sytuacja jest opanowana"? - Nie chcemy kusić losu - odpowiedział.

Wczoraj ujawniliśmy, że konstrukcja zaczęła pękać, bo nie zamontowano specjalnych podkładek (mają chronić konstrukcje przed kurczeniem się betonu pod wpływem niskich temperatur). - W projekcie podkładki były. Prawdopodobnie wykonawca ich nie zamontował - powiedział nam Ryżyński.

- Dlaczego ich nie zamontowano? - zapytaliśmy Mielęckiego.

- Dobre pytanie - odpowiedział. I wyjaśnił: - Są elementy konstrukcji, które montażu podkładek nie wymagają. To może być takie miejsce.

- Sprawdziliście to w projekcie? - zapytaliśmy.

- Jeszcze nie. Szukamy dokumentacji - odpowiedział Mielęcki, choć o pęknięciach na stadionie wiedział od początku marca.

O zamkniętą trybunę pytaliśmy też prezydenta Poznania. - POSiR ma ekspertyzę, z której wynika, że winny jest wykonawca - odpowiedział Ryszard Grobelny.

- Nie wyobrażam sobie, by miasto ponosiło koszty tej naprawy. Za dużo już na stadion wydaliśmy - komentował szef rady miasta Grzegorz Ganowicz.

Choć część stadionu zamknięto dla kibiców przed miesiącem, to ani miasto, ani Lech Poznań nie poinformowały o tym opinii publicznej. - Też nie wiedziałem. Radni powinni być informowani o takich problemach - stwierdził Jakub Jędrzejewski, szef komisji sportu z ramienia PO.

Wiedział jednak Grzegorz Ganowicz, też radny Platformy. - Dochodziły do mnie takie słuchy, poprosiłem o informację prezydenta. Przed tygodniem odpowiedział, że miasto wie o sprawie i nadzoruje ją - mówi nam Ganowicz, który również zachował te informacje dla siebie.

W kuluarach rady miasta sugerowano wczoraj, że sprawa pęknięć była trzymana w tajemnicy, bo Lech Poznań negocjuje właśnie sprzedaż nazwy stadionu z koncernem energetycznym Enea. - Może to wpłynąć na obniżenie stawki lub nawet wycofanie się kontrahenta - spekulowali radni.

Projektant: podkładek może brakować w innych miejscach

Stadion budowała Hydrobudowa - spółka córka firmy PBG. Hydrobudowa upadła, PBG też ma problemy: złożyła wniosek o upadłość układową, by pozbyć się długów.

Jacek Balcer,dyrektor ds. komunikacji PBG, przyznaje, że doszło do fuszerki: - Za montaż podkładek odpowiadał jednak podwykonawca Hydrobudowy.

Chodzi o firmę Remaxbud spod Poznania. Gdy pojawiły się pęknięcia, firma ta miała tłumaczyć, że dostarczono jej za mało podkładek, więc zastąpiono je papą, by zdążyć z budową. Jedna podkładka kosztuje kilkaset złotych.

- Szef jest w delegacji, nie można się z nim skontaktować - powiedziała nam sekretarka w Remaxbudzie.

Prezesem Remaxbudu jest Maciej Ciechanowski, prywatnie syn Jerzego Ciechanowskiego, który był prezesem... Hydrobudowy.

Balcer z PBG: - Pokryjemy koszty naprawy, to może być kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Po informacjach "Gazety" zareagował szef poznańskiego nadzoru budowlanego Paweł Łukaszewski. Zapowiedział, że w przyszłym tygodniu przeprowadzi kontrolę na stadionie. - Sprawdzimy cały obiekt. Jeśli okaże się, że podkładek może brakować też w innych miejscach, rozważę nakazanie przeprowadzenia specjalnej ekspertyzy, by to sprawdzić - powiedział Łukaszewski.

Projektant stadionu w rozmowie z "Gazetą" przyznał, że podkładek może brakować w innych miejscach.

Inspektorat nadzoru budowlanego zapowiedział przesłuchanie kierownika budowy stadionu i inspektora nadzorującego prace z ramienia miasta.

Łukaszewski: - Gdy odbieraliśmy gotowy stadion, kierownik oświadczył, że prace prowadzone były zgodnie z projektem i sztuką budowlaną.