Pęka Stadion Miejski w Poznaniu! Zamknięto część trybuny, groziła zawaleniem

Zamknięto część trybuny nr I przy ulicy Bułgarskiej. Groziła zawaleniem wprost na loże zajmowane na meczach przez VIP-ów, w tym prezydenta Poznania - dowiedziała się ?Gazeta?
W marcu, podczas meczu Lecha Poznań z GKS Bełchatów, grupa gimnazjalistów miała zająć miejsca nad lożami honorowymi, na trybunie I. Ale młodzieży tam nie wpuszczono. Administracja Lecha kazała im zająć inne miejsca, tłumacząc, że fragment trybuny jest tymczasowo zamknięty. Okazuje się, że sprawa jest poważna: dotyczy wady w elemencie konstrukcji, która groziła katastrofą budowlaną.

Są pęknięcia, sprawa znana

Otwarty dwa i pół roku temu Stadion Miejski w Poznaniu był pierwszą areną gotową na Euro 2012. Budowa kosztowała ponad 750 mln zł. Stadionem zarządza Lech Poznań i jego spółka córka. Miesiąc temu, jak się dowiadujemy, przed rozpoczęciem rundy wiosennej, klub poinformował miasto o pęknięciach w betonowych filarach na pierwszej trybunie, pod którymi znajduje się loża VIP. Tę część stadionu zamknięto dla kibiców, ale ani miasto, ani Lech nie poinformowały o tym opinii publicznej.

- Nic nie wiem o pęknięciach - zaskoczony był nawet Paweł Łukaszewski, szef poznańskiego nadzoru budowlanego, którego zapytaliśmy wczoraj o zamkniętą trybunę. Skontaktował się z władzami Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji.

Łukaszewski: - Mieliście rację. Są pęknięcia. Podobno wykonano ekspertyzę i jest plan naprawy. Poprosiłem już POSiR o przekazanie mi na piśmie takiej informacji.

Zbigniew Madoński, który kieruje POSiR od miesiąca, nie chciał wczoraj mówić o szczegółach. - We wtorek udajemy się z moim zastępcą na wizję lokalną na stadionie. Wtedy odpowiemy na pytania "Gazety".

Tajemniczy był też Rafał Łopka z biura prasowego urzędu miasta. "Wiemy o wspomnianej sytuacji" - napisał w mailu i odesłał do POSiR, przyznając, że sprawa jest urzędnikom znana od dłuższego czasu.

W projekcie podkładki były, ale ich nie ma...

Miasto, jak udało nam się ustalić, powiadomiło o pęknięciach projektanta stadionu Wojciecha Ryżyńskiego. Ten przysłał swoich ekspertów.

Co stwierdzili? Wyjaśnia nam to w końcu Ryżyński. Jego zdaniem biegnąca wzdłuż trybuny nr 1 olbrzymia betonowa belka popękała. Groziło to jej zawaleniem na loże znajdujące się poniżej. Ten fragment trybuny zamknięto i zaczęto szukać przyczyny. - Rozkuliśmy szpachel, który i tak sam odpadał, a pod nim stwierdziliśmy brak specjalnych podkładek. Miały one chronić konstrukcję przed kurczeniem się betonu pod wpływem niskich temperatur.

- Podkładki zniknęły? - pytamy.

- Nie potrafię tego wytłumaczyć. W projekcie były, ale ich nie ma. Prawdopodobnie wykonawca ich nie zamontował - tłumaczy Ryżyński. I dodaje: - Na razie podparliśmy betonową belkę stalowym wspornikiem.

Architekt opracował plan naprawy: montaż stalowego podparcia, bo podkładek nie da się już zamontować. Zapłacić, według Ryżyńskiego, miałaby za to firma PBG, której spółka córka, Hydrobudowa, stawiała poznański stadion. Obie jednak ogłosiły upadłość, nie udało nam się z nimi skontaktować.

Zapytaliśmy Ryżyńskiego, czy może zagwarantować, że w pozostałych miejscach również nie brakuje specjalnych podkładek, które chronią konstrukcję. - Po tym, co zobaczyłem, to dobre pytanie. Nie mogę wykluczyć, że brakuje ich w innych miejscach. A powinno ich być setki na stadionie.

Ryżyński zapewnia, że sprawdzono to w miejscach, gdzie nie trzeba było kuć szpachlą. Podkładek tam nie brakowało. A w innych miejscach?

- Nie potrafię na to odpowiedzieć - stwierdził architekt.



Komentarz Marcina Kąckiego, dziennikarza "Gazety"

Od początku, gdy ruszyła budowa poznańskiego stadionu, który miał stać się reprezentacyjną areną Euro 2012, staraliśmy się informować o przebiegu inwestycji. Wytykaliśmy błędy, apelowaliśmy o rozwagę i pilny nadzór. W kilkunastu tekstach piętnowaliśmy bałagan, potwierdzony kontrolą NIK. Prezydent Ryszard Grobelny i jego przyboczny Michał Prymas, odpowiedzialni za inwestycję, nie przyjmowali tego do wiadomości. Prymas wytoczył nawet "Gazecie" proces, który właśnie prawomocnie przegrał. Sąd uznał bowiem, że słowa zawarte przez nas w jednym z artykułów, "bałagan na stadionie", świetnie do inwestycji pasowały. O ironię ociera się ta historia, skoro jedna z trybun mogła zawalić się wprost na ich VIP-owskie głowy. Życzmy sobie, kibicom i prezydentowi Grobelnemu, by było to ostatnie ostrzeżenie.