Sport.pl

Lech Poznań wygrał 2:0 w Szczecinie. Na wyjazdach nie ma na niego mocnych!

Lech Poznań bije wszelkie rekordy. Po zwycięstwie 2:0 nad Pogonią w Szczecinie do wyśrubowanego osiągnięcia ośmiu wyjazdowych wygranych z rzędu dodał kolejny - dziesięciu wygranych w sezonie na obcych boiskach. Czegoś takiego nigdy w jego historii nie było. Nie było też takiego sezonu, w którym Kolejorz wyjazdowymi wygranymi cały czas walczy o mistrzostwo kraju.
Rzadko się zdarza, aby mecz rozgrywany już w kwietniu odbywał się w zimnie i wśród śniegu. To m.in. ta zima spowodowała, że mecz Pogoni z Lechem mógł zostać nawet... przerwany. Nie z racji złego stanu murawy jednak, a przez zachowanie widowni. Kibice ze Szczecina, dla których pokonanie Lecha to sprawa bardzo prestiżowa, starali się pomóc pupilom nawet w niesportowy sposób. Gdy lechici wykonywali aut bądź rzut rożny, bombardowali ich śnieżkami tak mocno, że arbiter Bartosz Frankowski wezwał kapitana Ediego Andradinę i zagroził, że przerwie spotkanie. To pomogło.

Do meczów w śniegu zdążyliśmy już przywyknąć - również piłkarze Lecha Poznań, których trener Mariusz Rumak narzekał na to, że na mocno już zniszczonym boisku we Wronkach ciężko się trenuje.

Lechowi udało się jednak przećwiczyć kilka zagrań, którymi rozmontował Pogoń Szczecin w pierwszej połowie. Jednym z nich było szybkie wznawianie piłki po rzutach wolnych. Nic dziwnego, w meczu w Szczecinie trener Mariusz Rumak ustawił dwóch bardzo szybkich i dynamicznych skrzydłowych: Aleksandara Tonewa i Gergo Lovrencsicsa. To po zagraniu piłkarza z Węgier lechici stworzyli w 19. minucie znakomitą okazję bramkową - wydawało się wręcz, że piłka wpada do siatki po strzale Łukasza Teodorczyka (po raz drugi z rzędu wyszedł w wyjściowej jedenastce w miejsce Bartosza Ślusarskiego), ale trafiła ona jedynie w słupek.

Węgier urwał się szczecinianom w tym meczu kilka razy. Po krótkim oblężeniu bramki Lecha, w trakcie którego Jasmin Burić efektownie obronił strzał Hernaniego, to Lovrencsics rozpędził szybką kontrę wespół z Kebbą Ceesayem. Gambijczyk zwolnił i zepsuł wiele akcji Lecha w tym meczu, ale tutaj akurat popisał się dużą przytomnością umysłu i omal nie doszedł do odegranej mu przez Lovrencsicsa piłki.

Tego typu akcje były wizytówką gry Kolejorza przed przerwą. Obrońcy rozprowadzali piłkę, odnajdywali kogoś na skrzydle, po czym błyskawicznie podążali za akcją. Ten dobrze realizowany pomysł na atak dawał efekty. W 28. minucie z piłką wyszedł Marcin Kamiński - odnalazł Łukasza Teodorczyka, zagrał mu i od razu pobiegł w stronę bramki. Szybkie odegranie piłki przez piłkarza, który niedawno strzelił gola dla Polski w meczu z San Marino, otworzyło obrońcy drogę do bramki. Marcin Kamiński, który w tym meczu obejrzał pierwszą w życiu żółtą kartkę w meczu ligowym, trafił też po raz drugi w karierze do siatki rywali Lecha. Młody obrońca często grał w ten sposób przed Euro 2012, potem przestał. Teraz znów dają znać o sobie jego ciągoty do ofensywnej gry.

Poznaniacy prowadzili 1:0, co do tej pory gwarantowało im trzy punkty w meczach wyjazdowych. Pogoń po golu grała już bardzo słabo, nie stworzyła żadnej groźnej akcji, jak miało to miejsce na początku spotkania. Nie przypominała zespołu, który jeszcze tej zimy mądrym pressingiem chwycił Lecha za gardło i pokonał w meczu sparingowym we Wronkach.

A Lech dobił ją drugim golem zaraz po przerwie. Gergo Lovrencsics koncertowo odebrał piłkę szczecinianom, którzy niedokładnie ją sobie podawali, podbiegł, zagrał do Aleksandara Tonewa i Bułgar z niezwykłą łatwością uderzył do siatki. Kolejorz prowadził już 2:0, a Węgier pokazywał Lechowi, że niewykupienie go z Lombardu Papa po sezonie za 100 tysięcy euro (na razie jest wypożyczony) byłoby dużym błędem.

Przy wyraźnym prowadzeniu Lech grał coraz pewniej. Kontrolował spotkanie i co jakiś czas stwarzał okazje - jak np. strzał głową Łukasza Trałki po rzucie wolnym. Ten został podyktowany za faul na specjaliście od wkręcania rywali w takie nieprzepisowe sytuacje Karolu Linettym. Chociaż młody lechita cierpiał ostatnio na poważną infekcję, leżał w łóżku i gorączkował, na mroźne boisko w Szczecinie wszedł. Rozegrał prawie pół godziny i wyglądało na to, że po chorobie nie ma śladu. Po jego nieszablonowej akcji do siatki po raz pierwszy w Lechu trafił Łukasz Teodorczyk, ale gol nie został uznany z powodu pozycji spalonej.

Nawet bez bramki jedynego nominalnego napastnika lechici nie mieli jednak większych kłopotów ze zwycięstwem - mecz reklamowany jako prestiżowa bitwa, odbył się pod ich dyktando.

Więcej o:
Komentarze (1)
Lech Poznań wygrał 2:0 w Szczecinie. Na wyjazdach nie ma na niego mocnych!
Zaloguj się
  • eurodwd

    Oceniono 4 razy 2

    Z cyklu pamiątka z meczu:
    www.youtube.com/watch?v=zeYo2I4u85I
    zapraszam, mecz był słaby w wykonaniu Pogoni, ale kibice dawali czadu...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX