Sport.pl

Police, Szczecin, Poznań i 18-letni Bartosz Ślusarski: 8 dni - 4 gole

Runda wiosenna sezonu 1999/2000 była dla Bartosza Ślusarskiego pierwszą w dorosłej piłce. 18-letni wówczas piłkarz miał znakomite wejście do Lecha Poznań. Po czterominutowym debiucie z Zagłębiem Lubin, w trzech kolejnych meczach zdobył cztery gole: dwa z Pomeranią Police w Pucharze Polski, jednego w Szczecinie z Pogonią i jednego z Amicą Wronki w Poznaniu.
Między 8 a 15 marca 2000 roku statystyki piłkarskie 18-letniego wówczas Bartosza Ślusarskiego zostały wzbogacone o trzy występy, cztery gole i trzy żółte kartki, z czego ostatnia oznaczała też kartkę czerwoną.

Najpierw Lech Poznań grał mecz 1/8 finału Pucharu Polski w Policach, położonych ok. 15 km od Szczecina. Bartosz Ślusarski oba swoje gole z Pomeranią (trzecioligową, ale mającą w składzie tak znanych piłkarzy jak Dariusz Marciniak, Zbigniew Mandziejewicz i Stefan Machaj), zdobył strzałami głową jeszcze w pierwszej połowie - po akcjach Piotra Kasperskiego i Sławomira Suchomskiego. Kolejorz, pomimo prowadzenia 2:1 do przerwy, sensacyjnie przegrał to spotkanie 2:3 po dogrywce. Pomerania wyrównała w 89. minucie, a decydujący cios zadała w 110. Ślusarskiego na boisku już wtedy nie było - opuścił je w 82. minucie.

Trzy dni później, 11 marca, Lech grał już w samym Szczecinie z Pogonią. To był bardzo dramatyczny mecz, a wynik zmieniał się tak: 0:1 Maćkiewicz (45.), 1:1 Chifon (46.), 2:1 Ława (56.), 3:1 Dymkowski (70.), 3:2 Ślusarski (82.), 3:3 Suchomski (89. z karnego), 4:3 Fornalak (90. z karnego). O Bartoszu Ślusarskim Gazeta pisała wtedy tak: ''Fantastycznie grał młody Bartosz Ślusarski, który bez problemów radził sobie z Fornalakiem. W końcu w 82. min zza pola karnego strzelał Sławomir Twardygrosz, Majdan odbił piłkę przed siebie, a Ślusarski pierwszy wystartował do piłki, wyprzedził Majdana i zdobył kontaktowego gola''.

Młody napastnik w końcu zdobył gola na wagę zwycięstwa Kolejorza. W derbach Wielkopolski Lech pokonał w Poznaniu Amicę 2:1, a Ślusarski ustalił wynik spotkania na pięć minut przed końcem. Cieszący się ze zdobycia gola piłkarz podbiegł do sektora szalikowców Lecha. Sędzia ukarał go za to drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką. Ta wygrana miała ogromne znaczenie dla lechitów, bo po porażce ŁKS z Petrochemią Płock Kolejorz wydostał się wtedy ze strefy spadkowej ekstraklasy.

Oto fragmenty rozmowy Gazety z Bartoszem Ślusarskim przeprowadzonej po tamtych spotkaniach:

Nie bałeś się grać w Szczecinie, gdzie na stadionie było 15 tys. widzów?

- Pewnie, że się bałem, ale jeszcze większą obawę miałem przed występem z Zagłębiem. To był mój debiut w ekstraklasie, a poza tym gra przed poznańską publicznością. W Szczecinie byłem spokojny, nic nie widziałem, nic nie słyszałem.

Chodziłeś wcześniej na mecze Lecha?

- Oczywiście. Byłem niemal na każdym meczu. Siadałem wtedy z kolegami na trybunach i mówiłem, że moim marzeniem jest występ w ekstraklasie, oczywiście w barwach Lecha. Moje marzenie się spełniło.

W Lechu wtedy było bardzo dużo dobrych napastników. Starałeś się któregoś z nich naśladować?

- Zawsze podobała mi się gra Piotra Reissa i Mirosława Trzeciaka. Reiss imponował zawsze doskonałym dryblingiem, potrafił minąć kilku rywali i wypracować dobrą sytuację kolegom. Trzeciak natomiast miał niezwykłą umiejętność gry lewą nogą.

Starsi koledzy pomagają tobie na treningach?

- Tak. Bardzo lubię grać ze Sławkiem Suchomskim. Kilka razy przed treningiem spotykaliśmy się na boisku i Sławek próbował mnie nauczyć kilka sztuczek, które prezentuje na boisku. Muszę przyznać, że technika to jest element, który muszę jeszcze poprawić.

Nie denerwujesz się, że jesteś w Lechu tylko rezerwowym?

- Oczywiście, że nie. Trener Kurowski powtarza, że mam jeszcze czas na zrobienie wielkiej kariery. Wystarcza mi rola jokera.

Więcej o: