Gergo Lovrencsics roztrzęsiony: Gdy uderzyłem, krzyknąłem już nawet ''gol''!

Węgierski piłkarz Lecha Poznań Gergo Lovrencsics pokazuje na palcach. - O tyle, tylko tyle zabrakło, żeby padła bramka i żebyśmy wygrali z GKS Bełchatów - po czym dodaje wyraźnie roztrzęsiony: - Nie wiem, nie rozumiem. To niemożliwe.
Gergo Lovrencsics wszedł na murawę w drugiej połowie meczu z GKS Bełchatów. Jego pojawienie się ożywiło i zmieniło grę Lecha. - Tak naprawdę taktyka pozostała ta sama - tłumaczy językiem łączącym polski z angielskim. - Karol [Linetty] poszedł do środka, bo Drewno [Szymon Drewniak] zakończył grę. Ja poszedłem na swoją nominalną pozycję.

Przyznaje, że okazje bramkowe miał znakomite. Zwłaszcza jedną, po której był pewien, że piłka wpadła do bramki. - Gdy uderzyłem, od razu krzyknąłem "gol"! Byłem pewien, że padł. Nie wiem, jakim cudem się tak nie stało. Tyle, o tylko tyle zabrakło, żebyśmy wygrali ten mecz - pokazuje mały odcinek dwoma palcami. - O czym zatem możemy mówić? Chyba tylko o braku szczęścia.

- Potrzebujemy jednego gola. Żeby chociaż raz wpadło do siatki na naszym stadionie i wtedy wszystko się zmieni. Jestem pewien - dodaje. - Innym zespołom strzelamy gole na ich stadionie, tutaj nie możemy. Ja tego nie rozumiem. Nie wiem dlaczego.

Pytany o swoją formę i o to, czy pamięta, jak na początku sezonu, latem był nazywany fenomeneme, odpowiada: - Jasne, że pamiętam. Ja jednak cały czas czuję się tak samo. Nie uważam, bym stał się gorszym piłkarzem. Pracuję ciężko i choć widzę, że jest pewna różnica między tym, co było latem, a co jest teraz, to jednak sam nie czuję się słabszy, gorszy.

Najwięcej smutku sprawiają mu pytania, co będzie, jeśli przyjdzie mu jednak opuścić latem Lecha Poznań, gdyż ten go nie wykupi z wypożyczenia - mam nadzieję, że tak się nie stanie - mówi.