Sport.pl

Marcin Kamiński: Sędzia nie powinien dyktować karnego, ja tylko stanąłem, nie wykonałem ruchu

- Gdy sędzia podyktował rzut karny dla Górnika Zabrze, spojrzałem na zegar i zobaczyłem, że to już 90. minuta. Byłoby bardzo szkoda, gdybyśmy nie wygrali, i wtedy pomyślałem, że jest jeszcze Jasmin Burić, więc nie wszystko stracone - opowiada Marcin Kamiński z Lecha Poznań.
W meczu 18. kolejki ekstraklasy Kolejorz wygrał 1:0 w Zabrzu z Górnikiem. Sam zdobył gola po kontrowersyjnym rzucie karnym, ale w ostatniej minucie wątpliwą jedenastkę arbiter Paweł Raczkowski z Warszawy przyznał gospodarzom. Chwilę wcześniej Bartosz Iwan zagrał piłkę obok Marcina Kamińskiego, a następnie przewrócił się po zderzeniu z Marcinem Kamińskim. - Mówię szczerze: w tej sytuacji tylko stanąłem, może on [Bartosz Iwan] zahaczył o moje nogi, ale ja żadnego ruchu w jego kierunku nie wykonałem. Sam muszę to jeszcze obejrzeć, ale wydaje mi się, że sędzia nie powinien dyktować karnego - opowiada młody obrońca Lecha Poznań.

Do jedenastki podszedł Prejuce Nakoulma i koszmarnie skiksował, bo piłka przeleciała daleko od słupka poznańskiej bramki. - Gdy sędzia podyktował rzut karny dla Górnika Zabrze, spojrzałem na zegar i zobaczyłem, że to już 90. minuta. Byłoby bardzo szkoda, gdybyśmy nie wygrali, i wtedy pomyślałem, że jest jeszcze Jasmin Burić, więc nie wszystko stracone - mówi Marcin Kamiński. - I faktycznie nasz bramkarz wyczuł, gdzie chce strzelać Nakoulma, i gdyby ten trafił w bramkę, to Jasmin by obronił. Muszę przyznać, że coraz lepiej mu idzie przy karnych. Na treningach może nie (śmiech), ale w meczach już tak.

Stoper Kolejorza przyznaje, że w Zabrzu nie grało się Lechowi łatwo. - Mieliśmy sporo pracy. Rywale nas zaskoczyli, bo wyszli dwójką napastników: Tomaszem Zahorskim i Wojciechem Łuczakiem, ale na szczęście sobie poradziliśmy - mówi.

- Nawet nie wiedziałem, że to już siódme zwycięstwo z rzędu na wyjeździe. Możemy się cieszyć najwyżej jeszcze w poniedziałek, a potem musimy się już przygotowywać do meczu z Bełchatowem - podkreśla Marcin Kamiński. - Cztery porażki z rzędu u siebie to coś, co naprawdę bardzo nas boli, a teraz przyjeżdża jeszcze zespół, z którym na swoim stadionie nie możemy wygrać od kilku lat. Musimy po prostu wyjść i zgarnąć trzy punkty.

Więcej o: