Sport.pl

Hubert Wołąkiewicz z Lecha Poznań: Pięć zespołów walczy o tytuł

- Wierzę, że w Zabrzu nie stracimy bramki, a na pewno jakąś strzelimy - mówi przed niedzielnym meczem z Górnikiem obrońca Lecha Poznań Hubert Wołąkiewicz.
Bartosz Nosal: Grał pan we wszystkich czterech meczach z rzędu, które Lech Poznań przegrał na swoim stadionie. Wydaje się, że ten ostatni, z Polonią Warszawa, był lepszy od poprzednich. Czemu tym razem nie udało się wygrać?

Hubert Wołąkiewicz: Zagraliśmy z Polonią nieźle w drugiej połowie, w pierwszej przespaliśmy pierwsze 20 minut. Wtedy rywale strzelili nam bramkę, a potem się cofnęli i ustawili się na kontrataki. Mieliśmy swoje sytuacje i ich nie wykorzystaliśmy.

Najbliższy przeciwnik, Górnik Zabrze, na Bułgarskiej zagrał akurat w miarę ofensywnie. Czy ten styl może Lechowi jakoś ułatwić grę w niedzielę?

- Mecze na wyjazdach gramy zupełnie inaczej. Wiadomo, że w Polsce króluje atak pozycyjny i drużyna, która gra u siebie, ma ciężej. Jedziemy do Zabrza po trzy punkty, by zrehabilitować się za kolejną porażkę w Poznaniu.

Jednym z atutów Górnika są groźni w ofensywie boczni obrońcy. Czy tego typu zagrożenie wyzwala w linii defensywnej powody do niepokoju?

- Nie, jeśli weźmiemy pod lupę wszystkie drużyny, to każda ma jakieś swoje większe atuty. Jedna ma kogoś szybkiego, inna kogoś bardziej technicznego. Musimy uważać na cały zespół Górnika, ale patrzeć przede wszystkim na siebie. Każdy schemat, który trenujemy na co dzień, musi nam wychodzić w meczu. Wierzę, że w Zabrzu nie stracimy bramki, a na pewno jakąś strzelimy.

Czy po kolejnych zwycięstwach na wyjeździe presja przed grą na stadionie przeciwnika nie jest na Lechu większa?

- Ciągle słychać, że tym razem na wyjeździe nie wygramy, ale cztery razy z rzędu zdobywaliśmy trzy punkty. Dobrze jednak wiemy, że jeśli chcemy walczyć o najwyższe cele, to nie możemy u siebie przegrywać. Jesteśmy bodaj trzecią drużyną od końca, jeśli chodzi o punkty u siebie. A Lechowi nie wypada u siebie przegrywać.

Szkoda, że nie udało się wykorzystać tego, że inne zespoły z czołówki potraciły punkty.

- Ta ostatnia kolejka była taką kolejką cudów, każdy z faworytów potracił punkty. Jedyny plus dla nas jest taki, że nikt nam specjalnie nie odskoczył ani się specjalnie nie zbliżył. Pięć zespołów jest w walce o tytuł. Może to lepiej dla rozgrywek?

Więcej o: