Lech Poznań ćwiczył we Wronkach tak, że piłka się nie zatrzymywała. Trzeba było wyłączyć kamery

Bez przeziębionego Ivana Djurdjevicia, za to z wracającymi do zdrowia Manuelem Arboledą, Piotrem Reissem i Patrykiem Wolskim trenowali we wtorek piłkarze Lecha Poznań. Choć zajęcia były otwarte dla mediów, w pewnym momencie trenerzy Lecha nakazali wyłączenie kamer.
Po niedzielnym zwycięstwie w Chorzowie lechici mieli w poniedziałek wolne. Na boisko wyszli dopiero we wtorek, ćwiczyli w swoim ośrodku we Wronkach. Nie pojechał tam jeden z najbardziej doświadczonych graczy Kolejorza, Ivan Djurdjević, który jest przeziębiony. Indywidualnie trenowało trzech innych zawodników. Najlżej Patryk Wolski, który wykonywał tylko kolejne okrążenia wokół boiska. Początkowo wspólne zajęcia mieli Piotr Reiss i Manuel Arboleda. Podawali sobie piłkę, ale stali na specjalnych poduszkach rehabilitacyjnych, na których sztuką jest już samo utrzymanie równowagi przez dłuższy czas.

Na murawie zaś wszyscy zdrowi lechici najpierw rozgrzali się przy gierce, którą można określić jako skrzyżowanie piłki ręcznej i rugby. Potem była już tylko piłka nożna, choć tempo, w którym przeprowadzali dwie kolejne gierki, było niczym z hokeja na lodzie. Trener Mariusz Rumak zarządził, że na boisku mniejszym niż połowa placu do gry wolno kopnąć piłkę tylko dwa razy. Ta nie mogła się też zatrzymać. Liczyło się jak najdłuższe utrzymanie przy piłce. Piłkarze właściwie nie stawali, byli w ciągłym ruchu. Gdyby w takim tempie toczyły się prawdziwe mecze, nie trwałyby dłużej niż godzinę...

Potem trening był już bardziej statyczny. Rozpoczęła się bowiem praca nad taktyką. To wtedy asystent Mariusza Rumaka, Jerzy Cyrak, poprosił o wyłączenie kamer. Trening otwarty treningiem otwartym, ale do meczu z Polonią Warszawa zostały tylko trzy dni i czas doszlifować zagrania, które mają wyprowadzić w pole stołeczną obronę.

W tej części uczestniczył też Łukasz Teodorczyk, mimo że mecz z niedawnymi kolegami obejrzy z trybun po żółtej kartce, czwartej w sezonie, którą dostał w Chorzowie. Choć "Teo" był bohaterem jednego z głośniejszych zimowych transferów w ekstraklasie, strzela ostatnio gola za golem, w tym także w stroju reprezentacji Polski, pozostał skromnym chłopakiem. Gdy trzeba było odstawić za boisko manekina, który chwilę wcześniej był "obrońcą Polonii", Łukasz Teodorczyk wziął go pod pachę i wyniósł za bramkę.

Na koniec zajęć lechici mieli trening strzelecki. Czteroosobowymi grupami wbiegali w pole karne i starali się posłać do siatki piłki dośrodkowane z dwóch stron przez Kaspera Hamalainena i Gergo Lovrencsicsa (z prawego skrzydła) oraz Szymona Drewniaka i Luise Henriqueza - z lewej strony. Dużo pracy miał przy tym ćwiczeniu trzeci bramkarz Lecha, Aleksander Wandzel, zwany przez kolegów "Wandzikiem", często zaś do pozycji strzałowej dochodził Marcin Kamiński, co może zwiastować, że bramka strzelona w Chorzowie, pierwsza w karierze ligowej, wcale nie musi być ostatnią w tej rundzie.