Lech Poznań ostatni raz rozpoczął tak dobrze rok, gdy rodził się... tercet A-B-C

Po raz pierwszy od 64 lat piłkarze Lecha Poznań wygrali pierwszy ligowy mecz w roku różnicą czterech goli! Gdy ostatni raz lechici rozpoczęli rok od okazałego zwycięstwa na wyjeździe, zostali mistrzami Polski.
Niedzielne 4:0 Kolejorza w Chorzowie z Ruchem nie tylko pozwoliło odrobić niemal całą stratę do Legii Warszawa. Ten wynik jest też wydarzeniem historycznym. Ostatni raz poznaniacy wygrali różnicą czterech bramek w pierwszym w roku meczu ligowym 64 lata temu - 20 marca 1949 roku ZZK Poznań rozbił na swoim terenie 7:3 drużynę AKS... Chorzów.

To był początek sezonu, zaledwie drugiego w powojennej historii, gdy mistrza Polski wyłaniano systemem ligowym. Grano wówczas według kalendarza wiosna-jesień i na "dzień dobry" do Poznania przyjechał AKS Chorzów, przedwojenny wicemistrz Polski z 1937 roku, który jednak po 1945 roku popadł w niełaskę nowych władz państwowych. Z pierwszej ligi "Zielone Koniczynki" spadły bezpowrotnie w 1954 roku.

W marcu 1949 roku piłkarze ZZK Poznań byli po zimowym obozie w Zakopanem. Wydarzeniem w stolicy Wielkopolski było przejście z Warty do dębieckiego klubu Henryka Czapczyka, mistrza Polski z "Zielonymi" z 1947 roku. Transfer - jak nazwalibyśmy to dzisiaj - doszedł do skutku w dość niejasnych okolicznościach. Jak pisał historyk dziejów Lecha Jan Rędzioch, Henryk Czapczyk "sam tłumaczył ten bulwersujący cały sportowy Poznań transfer naciskami na swego ojca - pracownika ZNTK. Syn pracującego na kolei ojca musiał wszak grać dla Kolejorza... I to był początek dramatu popularnego »Ciapy «. Dla Warty przestał być w pełni swoim, dla Lecha na dobre nigdy się nim nie stał. To paradoks, bo dla obu klubów miał niemałe zasługi".

20 marca 1949 roku po raz pierwszy w oficjalnym meczu zagrali ze sobą w barwach kolejarskiej drużyny: prawy łącznik Teodor Anioła, lewy łącznik Edmund Białas i najbardziej cofnięty z piątki ofensywnych piłkarzy - Henryk Czapczyk. Początek meczu nie był udany dla poznańskiej drużyny, bo goście prowadzili 1:0 od 5. minuty. Potem ZZK wyszedł na prowadzenie 3:1, ale znów zrobiło się 3:3. Cztery ostatnie bramki zdobyli już gospodarze - w sumie po dwa trafienia zaliczyli Teodor Anioła i Edmund Białas, a po jednym Henryk Czapczyk, Tadeusz Kołtuniak i Ryszard Wojciechowski. "Kolejarze poznańscy przejechali się expressem po AKS-ie, który nie oczekiwał tak niegościnnego przyjęcia. Wynik 7:3 świadczy o bitności ataku kolejarskiego i nieszczelnej defensywie" - pisał na pierwszej stronie "Przegląd Sportowy".

Już wewnątrz numeru, w relacji znaleźliśmy co prawda taki fragment: "Po otrząśnięciu się z początkowej przewagi chorzowian i uzyskaniu wyrównującej bramki akcje poznańskiej linii ofensywnej były coraz bardziej groźne. Niezmordowani Anioła i Białas stwarzali na tyłach AKS-u zamieszenia, trudno ich było utrzymać w ciągu na bramkę. Do dwójki tej dobrze dostosowali się skrzydłowi Polka i Kołtuniak natomiast debiut Czapczyka wypadł słabo".

Już w następnym numerze "Przegląd Sportowy", znów na pierwszej stronie, pokazał zdjęcie, na którym stoją obok siebie Henryk Czapczyk, Teodor Anioła i Edmund Białas. Pod fotografią podpis: "Trzech bombardierów". Zespół ZZK został nazwany "rewelacją ostatniej niedzieli", a o późniejszym trio A-B-C pisano: "Kto wie, czy Czapczyk na środku napadu ZZK nawet, przy słabszej grze, nie stał się spoidłem, wiążącym w całość piątkę kolejarską z jej dotychczasowymi asami Białasem i Aniołą".

Siedem goli wbitych AKS Chorzów to był dopiero początek pogromów, które poznaniacy urządzali gościom w tamtym roku. Potem przyszły takie m.in. wyniki 8:1 z ŁKS Łódź, 8:4 z Ruchem Chorzów i 8:0 z Szombierkami Bytom.

Aż trudno w to uwierzyć, ale od 7:3 z AKS Chorzów Lechowi (pod żadną ze swoich historycznych nazw) ani razu nie udało się wygrać pierwszego ligowego meczu w roku różnicą czterech bramek. Były takie przypadki, że na otwarcie rundy rewanżowej w ekstraklasie lechici zwyciężali wysoko, choćby 4:0 z ŁKS Łódź w 2011 roku. Było to jednak spotkanie rozegrane jesienią, mimo że w ramach rundy wiosennej.

W lutym czy marcu, gdy Kolejorz po raz pierwszy w roku wychodził walczyć o ligowe punkty, ani razu, przez wszystkie te lata, nie wygrał czterema golami. Udawało mu się wygrywać po 3:0 i to kilka razy - ostatni raz w mistrzowskim sezonie 2009/10, gdy, także na wyjeździe, pokonał 3:0 Polonię Warszawa. Trenerem lechitów był wówczas Jacek Zieliński, który teraz, jako szkoleniowiec Ruchu Chorzów musiał przyjąć 0:4 od Lecha.

Więcej o: