Drugi trener Lecha Poznań: Mecz z Rapidem Bukareszt to powód do niepokoju

- Porażka 1:3 z Rapidem Bukareszt to jest powód do niepokoju, bo kolejny mecz nie jest tym, który nas mentalnie dźwiga do góry - mówi drugi trener Lecha Poznań Jerzy Cyrak. Mariusz Rumak konsekwentnie odmawia udzielania wypowiedzi dziennikarzom i zapowiedział, że będzie tak robił do końca zgrupowania w Hiszpanii.
Marcin Wesołek: Przegraliście drugi mecz na zgrupowaniu w Hiszpanii, znów 1:3 z zespołem z Rumunii. Są powody do niepokoju?

Jerzy Cyrak, drugi trener Lecha Poznań: Ta porażka to jest powód do niepokoju, bo kolejny mecz nie jest tym, który nas mentalnie dźwiga do góry. Spotkanie z Rapidem obnażyło nasze błędy i pokazało, że jest wiele elementów, nad którymi musimy pracować. Na pewno wśród tych elementów jest gra przy stałych fragmentach gry w defensywie. Bo o ile ofensywa na początku meczu dała nam gola, o tyle defensywa zawiniła przy stracie dwóch.

W tym meczu Lech dobrze zagrał przed przerwą i bardzo słabo po niej. Dlaczego?

- To prawda. Po przerwie nie mieliśmy z gry żadnych sytuacji, mieliśmy je za to przed przerwą. Było dokładnie tak, jak w pierwszym meczu Marbella Cup z Dinamem Bukareszt. Nie chcę wszystkiego zwalać na sprawy kondycyjne, ale w tym momencie obozu nie możemy mieć w sobie tyle świeżości, by w dobrym i równym tempie zagrać cały mecz. Jest to co prawda końcowa faza naszych przygotowań, ale nie ostateczna. Jeszcze jesteśmy na obozie, na którym wysiłek się nakłada i kumuluje. Stąd ten brak świeżości, i pewnie z tego powodu w drugiej połowie gra wyglądała kiepsko.

Obrona Lecha znów została złożona eksperymentalnie...

- Jesteśmy skazani na szukanie nowych rozwiązań. Czekamy na Luisa Henriqueza, piłkarza, który na pozycji lewego obrońcy rozegrał masę meczów i dzięki któremu na tej pozycji mieliśmy stabilizację na wysokim poziomie. Jego brak wymusza roszady, ale nie możemy na te zmiany zwalać tego, że w meczach wygląda to słabo. Trenujemy przecież w różnych wariantach, zdarzały nam się też mecze z Hubertem Wołąkiewiczem na lewej obronie czy z Kebbą Ceesayem na środku. Musimy być przygotowani na takie zmiany, one nie mogą nas zaskakiwać.

Tomasz Kędziora jesienią w lidze ledwie zadebiutował, a teraz już w drugim meczu wychodzi na boisko w podstawowym składzie.

- Zagrał dobrze, może nawet nieco zbyt agresywnie i trochę fauli uzbierał przy odbiorze piłki. To gracz nastawiony na dynamiczną i zdecydowaną walkę. Dobrze reaguje też na to, co się dzieje z piłką, udanie włącza się w akcje ofensywne. No i strzelił gola po dobrym wejściu w pole karne.

Jak oceni pan pierwsze pół meczu w barwach Lecha w wykonaniu Kaspera Hämäläinena?

- Pokazał, że jest piłkarzem, który sporo wnosi przy grze kombinacyjnej, na połowie przeciwnika czy tuż przed bramką. Umie przyspieszyć grę podaniem bez przyjęcia, parę razy podał prostopadle. Myślę, że będzie piłkarzem pożytecznym i dzięki niemu jakość naszej gry w ofensywie wzrośnie. Miał niezłą sytuację, szkoda, że nie strzelił gola. Wygląda na to, że do takich sytuacji będzie dochodził i będzie je kończył bramkami. Liczymy też na jego wzrost i grę głową przy stałych fragmentach gry.