Lech Poznań znów przegrał z Rumunami. Dobrze grał tylko do przerwy

Gole stracone po stałych fragmentach gry znów dobiły Lecha Poznań, który przegrał 1:3 z Rapidem Bukareszt w meczu rozgrywanym w ramach turnieju Marbella Cup. Po raz pierwszy w Lechu zagrał Fin Kasper Hämäläinen.
Debiut Fina był najciekawiej zapowiadającym się wydarzeniem tego meczu. Nowy nabytek Lecha znalazł się w podstawowym składzie. Zanim jednak wybiegł na boisko, trzeba było nieco poczekać. Gdy do gry gotowe były obie drużyny oraz stacje telewizyjne pokazujące mecz, nie miał go kto poprowadzić - zabrakło bowiem... sędziów. Dopiero po kwadransie na boisko wbiegł starszy pan z gwizdkiem i spotkanie się rozpoczęło. Asystenci dołączyli do niego dopiero w... piątej minucie spotkania!

Chwilę później po raz pierwszy zrobiło się gorąco pod bramką Krzysztofa Kotorowskiego. Tomasz Kędziora źle odegrał piłkę do bramkarza, przejął ją Rumun Madalin Martin i omal nie strzelił gola. Młody obrońca Lecha, który po raz drugi w sparingu na zgrupowaniu w Hiszpanii wyszedł na boisko w podstawowym składzie, dopiero po tym nieudanym zagraniu złapał właściwy rytm i był najlepszym graczem Kolejorza w całym spotkaniu. To on w 8. minucie meczu najlepiej znalazł się w polu karnym rywali i strzałem głową wykończył podanie Szymona Drewniaka z rzutu rożnego. Potem jeszcze kilkoma spektakularnymi rajdami przeszywał obronę Rapidu, a że umiał je kończyć mocnymi dośrodkowaniami, wydawało się że Lech wreszcie opanował to, co robi na treningach - czyli szybki atak skrzydłami.

Lech nie cieszył się długo z prowadzenia. Już w 12. minucie piłka przypadkowo uderzyła w rękę Huberta Wołąkiewicza, a szpakowaty arbiter podyktował jedenastkę. Wykorzystał ją kapitan Rapidu Daniel Pancu i mieliśmy 1:1. Po stracie gola Lech kontynuował ataki, jego gra chwilami wyglądała nieźle. Ładnie współpracowali ze sobą ustawiony tym razem na prawej stronie pomocy Karol Linetty z Tomaszem Kędziorą, nawet Vojo Ubiparip grał aktywnie. Gry z pierwszej piłki próbował Kasper Hämäläinen, który po jednej z akcji znalazł się na piątym metrze przed bramką rywali. Zablokował go jednak obrońca. Jeszcze przed przerwą równie dobrą sytuację bramkową zmarnował Ubiparip, a Rumuni do gwizdka kończącego pierwszą część gry mieli niewiele do powiedzenia.

Na drugą połowę wyszedł Lech w takim samym składzie (debiutującego Kaspera Hämäläinena zastąpił Mateusz Możdżeń), ale grający zupełnie inaczej - pasywnie, bez pomysłu w ofensywie, zagubiony w defensywie. Rapid dwa gole strzelił w podobny sposób - po rzutach rożnych, wykorzystując błędy defensywy. Zwłaszcza ostatnia bramka była zatrważająca, bo lechici pozwolili piłce spaść na ziemię w polu karnym, gdzie Nicolae Grigore tylko czekał na taki prezent. Niemoc w konstruowaniu akcji ofensywnych Lech próbował przełamać posyłając długie piłki na wprowadzonego po godzinie gry Bartosza Ślusarskiego. Nic to nie dawało, podobnie zresztą jak wpuszczenie na plac wyjątkowo bezradnego Gergo Lovrencsicsa. O ile Lech przed przerwą miał lekką przewagę, o tyle po przerwie zdecydowanie dominowali Rumuni. Porażka 1:3 była więc w pełni zasłużona.

Kolejny - i ostatni - mecz na zgrupowaniu w Hiszpanii poznaniacy rozegrają w niedzielę.