Sport.pl

Piotr Reiss: Cieszę się z każdej minuty na boisku

- Robię, co w mojej mocy, by na treningach nie odstawać od kolegów młodszych o ponad 20 lat. Na pewno z wiekiem traci się szybkość. Wytrzymałościowo jestem jednak na tyle przygotowany, by wytrzymywać trudy treningu czy meczów, jeśli dostaję w nich szanse - mówi Piotr Reiss, który na zgrupowaniu Lecha Poznań w Esteponie przygotowuje się do ostatniej rundy w swojej karierze. Z boiska zejdzie tuż przed swoimi 41. urodzinami.
Marcin Wesołek: Liczysz to, którą zimę spędzasz na zgrupowaniu w cieplejszych stronach?

Piotr Reiss: Nie liczę (śmiech), pewnie kilkanaście się ich zebrało. Wiem za to, że to na pewno ostatnia taka zima. Mój czas na boisku dobiega końca, cieszę się, że na moim ostatnim zgrupowaniu jestem z Lechem Poznań, klubem, w którym zaczynałem karierę i tę karierę skończę.

W pierwszym sparingu na zgrupowaniu w Hiszpanii strzeliłeś pierwszego gola od momentu powrotu do Lecha w sierpniu ubiegłego roku. Smakował ten gol jakoś szczególnie?

- Czekałem na niego długo, cieszę się, że w końcu się udało. Mnie cieszy każdy gol - ładny, brzydki, w sparingu, w meczu o punkty czy nawet w treningowej gierce. Gola strzeliłem z rzutu wolnego, czyli z elementu gry, który trzeba wytrenować i który przez te wszystkie lata mojej gry opanowałem w dobrym stopniu. Teraz marzę o takim trafieniu też w lidze.

Żeby podejść w meczu ligowym do piłki przy rzucie wolnym, trzeba być na boisku...

- Zgadza się. Jest nas dwudziestu kilku, gra jedenastu. Mam nadzieję, że trener będzie miał z kogo wybierać, mając w czasie rundy do dyspozycji właśnie tylu piłkarzy, ilu teraz jest na zgrupowaniu. Dobrze byłoby, gdyby cała drużyna była gotowa do gry w każdej chwili i ta złość z tego, że jest się poza składem, działała pozytywnie i mobilizowała.

Jak znosisz obciążenia treningowe i ćwiczenia z chłopakami o ponad 20 lat młodszymi?

- Robię, co w mojej mocy (śmiech). Na pewno z wiekiem traci się szybkość i w tym elemencie gry mogę odstawać od młodszych kolegów. Wytrzymałościowo jestem jednak na tyle przygotowany, by wytrzymywać trudny treningu czy meczów - jeśli dostaję w nich szanse. Dla zawodnika w moim wieku niezwykle ważną sprawą jest umiejętne regenerowanie się po wysiłku. Tutaj, na zgrupowaniu, staram się czas po treningach spędzać na rozsądnym wypoczywaniu. W Poznaniu czasem jest o to trudniej - jestem ojcem, mam rodzinę, prowadzę akademię, uczestniczę w różnych imprezach promujących klub. Nie zawsze ten wypoczynek jest taki, jaki bym chciał.

Ostatnie tygodnie w Lechu były dość nerwowe - dużo kontrowersji wywołała sprawa odejścia Bartosza Bereszyńskiego do Legii Warszawa czy temat nowego kontraktu dla Karola Linettego. Żyliście jako drużyna tymi sprawami?

- Na pewno nie miało to żadnego wpływu na przygotowania zespołu do rundy. Rozumiem, że mamy martwy okres, a media muszą czymś żyć. Myślę, że gdyby Bartek odchodził od nas w trakcie rozgrywek, nikt tak długo by tej sprawy nie roztrząsał. Cieszymy się, że Karol został w Lechu. Bartek w Lechu nie dostawał tylu szans, ilu by oczekiwał, wybrał inną drogę i każdy w zespole życzy mu powodzenia. Jakiś czas temu powiedziałem, że ja na taki transfer bym się nie zdecydował - zanim zostałem piłkarzem, najpierw byłem kibicem, miałem na koncie kilkanaście czy kilkadziesiąt wyjazdów z rówieśnikami na mecze Lecha. Nie wyobrażam sobie podjęcia takiej decyzji przeze mnie w jakimkolwiek wieku. Lech dla nas to był zupełny fanatyzm. Bartek całe swoje życie podporządkował piłce, znam go długo, dlatego będę trzymać kciuki za niego i oczywiście mu kibicować. Dostał dobrą szansę i wiem, że ją wykorzysta.

Mówiłeś, że karierę chciałbyś zakończyć mistrzostwem Polski. To tylko marzenie czy też realna ocena rzeczywistości?

- Marzenia trzeba mieć. Moje życiowe i piłkarskie marzenia do tej pory przeważnie udawało mi się zrealizować. Brakuje tylko tego mistrzostwa w barwach Lecha... Mamy cztery punkty straty do lidera, stać nas na to mistrzostwo jeśli poprawimy grę na własnym boisku i podtrzymamy passę wyjazdową.

Nie masz poczucia, że tych punktów jesienią Lech zdobył więcej, niż zasłużył? Że miał sporo szczęścia?

- Przez te wszystkie lata mojej kariery widziałem wiele momentów, w których szczęście decydowało o mistrzostwie, awansie do Ligi Mistrzów czy uniknięciu spadku. Szczęście w piłce też jest ważne. Wiadomo - każdy oczekuje pięknego futbolu, ale niemniej ważna jest skuteczność, którą my w paru meczach umieliśmy pokazać. Zgadzam się, w niektórych meczach nie graliśmy rewelacyjnie w ofensywie, ale za to dobrze w obronie. Straciliśmy mało goli, a to przecież istotne, bo zespół buduje się od tyłu, gra obronna całego zespołu wyglądała w wielu meczach naprawdę dobrze. Żałuję tylko, że na własnym boisku straciliśmy tak dużo punktów, i to nie chodzi mi tylko o przegranych meczach z Legią czy Śląskiem. Punkty zgubiliśmy też w starciach z wieloma innymi rywalami.

Jedynym nowym piłkarzem na zgrupowaniu jest Kasper Hämäläinen, piłkarz sprowadzony na twoją pozycję ofensywnego pomocnika. Będzie wzmocnieniem?

- Nie dziwi mnie, że klub sprowadził gracza na tę pozycję, trener wiele razy mówił, że potrzebuje napastnika i ofensywnego pomocnika. Na razie za wcześnie na oceny, ale mam nadzieję, że wniesie dużo dobrego do drużyny. A jeśli nasza siła w ofensywie jeszcze wzrośnie, jestem dobrej myśli przed rundą wiosenną. A że wzrośnie konkurencja o miejsce w składzie? Cóż... Decyzje podejmuje trener. Ja będę się cieszył z każdej minuty na boisku.

Wiesz już, co będziesz robił po sezonie?

- Moja misja w Lechu kończy się w pierwszy weekend czerwca. A potem? Na pewno urlop. Nie ukrywam, jakieś rozmowy z władzami Lecha na temat mojej przyszłości w klubie już mam za sobą. Ale o ich efektach jeszcze za wcześnie mówić.

Więcej o: