Stadion za drogi dla Lecha. Klub chce mniej płacić miastu

Lech Poznań chce płacić miastu mniej za wynajem stadionu przy ul. Bułgarskiej, bo ponosi wyższe, niż przewidywał, koszty jego utrzymania. - Rzeczywistość zweryfikowała założenia - słyszymy w klubie. Tymczasem zaległości Lecha wobec miasta sięgnęły kilka dni temu już 2 mln zł.
Zbudowany na Euro 2012 stadion kosztował ponad 750 mln zł. Urzędnicy od początku wiedzieli, że taki wydatek nigdy się nie zwróci. Liczyli jednak, że miasto przynajmniej zacznie na stadionie zarabiać. Ale i to stanęło właśnie pod znakiem zapytania.

Przed rokiem zarządzanie piłkarską areną przejęły od miasta Lech Poznań i jego spółka córka Marcelin Management. Klub może na stadionie zarabiać, ale każdego roku musi płacić miastu 3,1 mln zł. Czynsz podzielony jest na miesięczne raty - każda to 260 tys. zł.

Dwa miesiące temu informowaliśmy, że klub zalegał miastu z dwiema ratami. Potem połowa została spłacona, ale pojawiły się inne problemy. Miasto, jak ustaliliśmy, kredytuje Lecha, płacąc za niego rachunki za prąd, wodę i ogrzewanie na stadionie. Z tego tytułu klub zalegał miastu blisko 1,2 mln zł.

W poniedziałek wiceprezydent Dariusz Jaworski powiedział radnym z komisji sportu, że Lech chce renegocjować umowę z miastem.

Potwierdza to w rozmowie z "Gazetą" Ryszard Żukowski, dyrektor Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji. - W poniedziałek dostałem takie pismo. To dość ogólna prośba o rozpoczęcie negocjacji. Lech nie wyjaśnia, jakich dokładnie zmian w umowie będzie się domagał - mówi nam Żukowski.

Bartosz Skwiercz, rzecznik Lecha, przekonuje natomiast, że zakres negocjacji zostanie ustalony dopiero, gdy miasto wykaże chęć rozmowy.

Żukowski przypuszcza, że klub chce szukać oszczędności, bo utrzymanie stadionu kosztuje go więcej, niż się spodziewał. Zaległości z tytułu czynszu i rachunków za media kilka dni temu sięgnęły już 2 mln zł. W poniedziałek Lech spłacił raptem 600 tys. zł. - Dzisiaj jego dług to 1,4 mln zł - potwierdza nam Żukowski.

Miasto, jak zapewnia szef POSiR, nalicza odsetki, ale zadłużenia nie egzekwuje. Żukowski tłumaczy, że za Lecha poręczył bank, gwarantując, że spłaci jego zobowiązania do wysokości 2 mln zł. Klub natomiast miał obiecać, że sam wszystko spłaci.

Od szefa POSiR dowiadujemy się też, że dług nie powinien już rosnąć, bo Lech przepisał już na siebie umowy z dostawcami prądu i wody. Negocjuje jeszcze przejęcie rachunków za ogrzewanie.

Problem w tym, że od tego roku Lech miał zacząć dzielić się z miastem przychodami z imprez na stadionie. Na początku, jak wynika z umowy, miało być to 3,5 proc. - Lech może domagać się nie tylko obniżenia czynszu, ale też rezygnacji z tej daniny. Obniżyłoby to wpływy miasta - mówi nam, zastrzegając anonimowość, jeden z poznańskich urzędników.

Kartą przetargową Lecha mają być przykłady innych miast, które budowały stadiony na Euro 2012. We Wrocławiu, po zerwaniu współpracy z amerykańskim operatorem stadionu, zarządzanie nim przejęła miejska spółka. Podobnie jest w Gdańsku.

- Rzeczywistość zweryfikowała założenia. Poznański stadion jest jedynym zarządzanym przez prywatnego operatora, który płaci właścicielowi czynsz - mówi Skwiercz z Lecha.

- Zerwanie umowy byłoby najgorszym wyjściem. Myślę, że ani miastu, ani Lechowi na tym nie zależy - mówi Ryszard Żukowski.

Co zatem zrobi miasto? Żukowski: - Na razie powołamy zespół negocjacyjny. Poprosimy też kancelarię prawną, która negocjowała w naszym imieniu umowę z Lechem, by uczestniczyła w rozmowach. Jesteśmy otwarci na propozycje.

Ale negocjacje, jak przypuszcza Żukowski, potrwać mogą nawet kilka miesięcy. Kończyć będzie je prawdopodobnie nowy szef POSiR, bo Żukowski planuje odejść ze stanowiska.

Czy Lech Poznań powinien płacić za stadion mniej niż wynika to z obecnej umowy?