Sport.pl

Bartosz Bereszyński i jego ciężka droga z Poznania do Legii. Babcia piłkarza będzie się modliła

- Babcia nie interesuje się piłką, ale zależy jej na tym, by było mi dobrze. Kiedy dowiedziała się, że idę do Legii, powiedziała: ?Dobrze. Będę się za ciebie modlić. Idź tam? - mówi Bartosz Bereszyński, nowy skrzydłowy Legii.
Bereszyński w tym roku skończy 21 lat. Warszawiacy sprowadzili go na Łazienkowską przed tygodniem. Poznaniak i wychowanek Lecha w klubie z Bułgarskiej czuł się niedoceniony. Teraz chce podbić Legię.

Maści w szatni Groclinu

Urodził się w lipcu 1992 r., trzy tygodnie po tym, jak jego ojciec, Przemysław, wywalczył mistrzostwo Polski z Lechem. Środkowy obrońca piłkarzem "Kolejorza" był przez ponad siedem lat - zdobył trzy tytuły i dwa superpuchary. Potem krótko bronił barw Sokoła Tychy, a przez sześć kolejnych lat grał w Groclinie.

- On trenował, a ja od małego siedziałem za linią boczną - wspomina. - Byłem za mały, by oglądać go na żywo, gdy grał w Lechu, ale do Grodziska jeździliśmy z rodziną na każde spotkanie. Po ostatnim gwizdku tata brał mnie do szatni, gdzie było wesoło, bo Groclin wygrywał. Lubiłem to. Pamiętam, że zawsze pytałem tatę: "Co tu tak pachnie?". A to były maści rozgrzewające, które robią taką "atmosferę", że po wejściu do szatni robi się krok do tyłu - śmieje się piłkarz.

- Na pierwszy trening tata zawiózł mnie, gdy miałem sześć albo siedem lat. Ale był problem, żeby znaleźć w Poznaniu klub, który prowadziłby treningi dla małych dzieci. Trafiłem do TPS Winogrady - małego osiedlowego klubiku. Po pierwszym treningu nie mogłem się doczekać następnego. Zakochałem się w piłce od pierwszego wejrzenia - mówi Bereszyński.

O tym, że w przyszłości będzie piłkarzem, wiedział już, gdy jako 13-latek szedł do gimnazjum. Wybrał szkołę, w której z reprezentantów województwa utworzono klasę sportową. Miał pewność, że grając w piłkę, nie zawali nauki, choć w szkole nigdy nie miał problemów.

Ultimatum z Lecha

Zwiedzał poznańskie kluby. Wraz ze zmianą szkoły trafił do Poznaniaka, a po roku przeszedł do juniorów Warty, bo trenerem wielkopolskiej kadry został trener z tego klubu, nauczyciel ze szkoły. Proces stawania się piłkarzem nie był jednak dla Bereszyńskiego łatwy.

- Nie rosłem zbyt szybko, zawsze byłem raczej mniejszy od kolegów - mówi mający obecnie 182 cm wzrostu piłkarz. - Trener w Warcie twierdził, że nie mogę grać w pierwszym składzie, bo nie mam warunków fizycznych. Miałem 15 czy 16 lat i gdy wychodziłem na boisko, brakowało mi pewności siebie. Ale dałem sobie z tym radę głównie dzięki rodzicom. Mama nigdy nie mówiła mi: "Daj sobie spokój z piłką, weź się za na naukę". Gdy tata nie mógł, sama woziła mnie na treningi.

Miał 16 lat, kiedy przeszedł do Lecha. Spędził półtora roku w juniorach i ówczesny trener pierwszego zespołu Jacek Zieliński zaprosił go na sparing. - To był mój pierwszy mecz z seniorami i strzeliłem gola - wspomina Bereszyński.

Zielińskiemu się spodobał i w zimowej przerwie sezonu 2009/10 pojechał na dwa obozy z Lechem. 21 marca zadebiutował w ekstraklasie i zaliczył epizod z Jagiellonią. Kilka miesięcy później Lech zdobył mistrzostwo.

A Bereszyński znalazł się na rozdrożu. - Zaproponowano mi przedłużenie kontraktu w formie ultimatum - podpisuję albo zostaję przesunięty do Młodego Lecha. Niewielkie stypendium, które mi proponowano, starczyłoby może na bilet miesięczny. Miałem 18 lat, czułem się już zadomowiony w pierwszym zespole, a nie mógłbym sobie pozwolić choćby na wyjście ze znajomymi na jakąś kawę czy obiad. Odrzuciłem wtedy tę propozycję. W drodze na trening zadzwonił kierownik drużyny, że nie mam po co przyjeżdżać.

Niepotrzebny czy potrzebny?

Po pół roku wypożyczenie zaproponowała mu Warta. To tam Bereszyński nauczył się dorosłej piłki. - To była kolosalna zmiana w porównaniu z Młodą Ekstraklasą. Bywały mecze, że przy każdym podaniu czułem oddech rywala na plecach, jego korki na moich achillesach, a gdy tylko odwróciłem się z piłką, to leciał na mnie dwa razy większy rywal. Ale to była niesamowita szkoła futbolu. Ta liga uczy charakteru. No i musiałem się wzmocnić fizycznie - opowiada.

W Warcie przez cały sezon zagrał 27 meczów na prawym skrzydle, zwykle od pierwszej minuty. Miał pięć asyst, ale tylko jednego gola, i tego najbardziej żałuje. - Miałem okazje, ale coś nie chciało wpadać. Słyszałem, że dużo daję drużynie. Gdyby było inaczej, tobym nie grał. Ale gdyby goli było więcej, byłbym też lepiej oceniany - twierdzi.

Latem ubiegłego roku wrócił do Lecha - wydawało się, że po udanym sezonie w Warcie trafi do pierwszego składu. Tym bardziej że odeszli Artjom Rudniew, Semir Stilic i Sergiej Kriwiec. Ale Bereszyński usłyszał, że nie jest potrzebny.

- Dano mi swobodę w szukaniu nowego klubu. Pojechałem więc do Piasta Gliwice. Chciałem tam zostać, bo mogłem grać. Ale nagle Lech kazał mi wracać. Zdobyłem dwie bramki w dwóch sparingach i zostałem, choć trener Mariusz Rumak zamiast na skrzydle wystawiał mnie w ataku. To była dla mnie nowość. Ale trenera Rumaka dobrze znałem. Prowadził mnie przez półtora roku, gdy grałem w juniorach Lecha.

Legia nie dla niego...

Okazało się, że Bereszyński jednak Lechowi się przydaje. Jesienią zagrał w 11 meczach w lidze. Strzelił trzeciego gola dla Lecha w wygranym 3:2 meczu z Podbeskidziem. Ale ominęło go największe wydarzenie piłkarskiej jesieni.

- W Poznaniu mecz z Legią jest traktowany jak święta wojna - mówi Bereszyński. - To najbardziej nielubiana tam drużyna. Trzeba z nią wygrać, nieważne w jakim stylu. Jak przyjeżdża Legia, jest pełny stadion. Każdy piłkarz chciałby zagrać w tym meczu.

W tygodniu przed meczem z Legią Bereszyński zagrał w reprezentacji do lat 20 przeciwko Niemcom. Polacy wygrali, a on strzelił zwycięskiego gola po podaniu Dominika Furmana. - Śmialiśmy się, że spotkamy się w Poznaniu. Potem, już przed meczem, Dominik dowiedział się, że gra w pierwszym składzie. Zdziwił się, gdy usłyszał, że ja nie. Ale powiedziałem, że wejdę na boisko i wtedy zobaczymy.

Nie wszedł.

- Rozgrzewałem się przez 90 minut i spotkanie obejrzałem zza linii bocznej. Dlaczego? Trener Rumak wspomniał o próbie charakteru. To bardzo dobry trener, pewny siebie, wyciągnął Lecha z dołka w poprzednim sezonie, a teraz jego drużyna jest wiceliderem. Ale to było dziwne, chyba nie tak się ćwiczy charakter - mówi z żalem piłkarz.

...jednak dla niego

- Byłem zdziwiony, gdy na początku stycznia usłyszałem, że Legia wpadła na pomysł ściągnięcia mnie do Warszawy. Ale pojawiła się konkretna propozycja, dzwonił prezes klubu. Czekałem na ruch Lecha, ale gdy zobaczyłem poznańską ofertę, nie miałem wątpliwości - wybieram Legię - opowiada piłkarz o kulisach transferu, który zdenerwował trenera Rumaka i rozjuszył poznańskich kibiców.

Legia początkowo zaproponowała mu umowę od lipca, czyli po wygaśnięciu tej z Lechem. - Ale miałem zapewnienie, że zrobi wszystko, by sprowadzić mnie już zimą. Dotrzymano słowa.

- Nie mogłem rozpowiadać, że negocjuję z Legią. Powiedziałem rodzicom, siostrze, akurat była u nas babcia, więc jej też. Babcia nie interesuje się piłką, ale zależy jej na tym, by było mi dobrze. Kiedy dowiedziała się, że idę do Legii, powiedziała: "Dobrze. Będę się za ciebie modlić. Idź tam".

Zanim jednak przyjechał do Warszawy, przeżył nieprzyjemne dwa tygodnie. - Spodziewałem się, że kibice w Poznaniu źle przyjmą moją decyzję, ale nie sądziłem, że aż tak. Dostałem 600-700 obraźliwych esemesów, bywało, że w kilkanaście minut przychodziło kilkadziesiąt. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że telefon rozładował się w półtorej godziny, bo cały czas wibrował.

- Mama się denerwowała, wzięła urlop w pracy. Mam młodszą siostrę i ją to też dotknęło - opowiada Bereszyński. - Mnie to raczej nie ruszało, ale nie chodziłem uśmiechnięty od ucha do ucha. Czytałem, co się dzieje w internecie, oglądałem telewizję, a np. w lokalnej poznańskiej nie mówiono o niczym innym.

- Kilku znajomych z Facebooka usunąłem - przyznaje Bereszyński. - Nie było fajne, gdy ktoś, kogo znasz, udostępnia bluzgi na twój temat. Z drugiej strony po wielu znajomych nie spodziewałem się tak ciepłych słów.

W Warszawie podpisał trzyipółletni kontrakt. Trener Jan Urban, który bardzo chciał piłkarza Lecha u siebie, już ma na niego pomysł. W sparingu z Bogdanką Łęczna wystawił go na prawej obronie. - Sprawdzimy go na różnych pozycjach. Zobaczymy, gdzie się najlepiej czuje - mówił. - Ma predyspozycje, by grać i na prawej pomocy, i na prawej obronie. Kto wie, czy to nie będzie taki piłkarz jak Tomek Brzyski, który gra na obu pozycjach po lewej stronie boiska - dodawał.

Bereszyński: - Nie lubię porównań z tatą, bo grał i na innej pozycji i w innych czasach. Po meczu z Podbeskidziem, w którym strzeliłem pierwszego gola, śmialiśmy się, że pod tym względem już go dogoniłem. Ale on ma na koncie trzy mistrzostwa Polski - zaznacza piłkarz.

Bartosz swoje drugie chce wywalczyć już z Legią w tym sezonie.

Komentarze (5)
Bartosz Bereszyński i jego ciężka droga z Poznania do Legii. Babcia piłkarza będzie się modliła
Zaloguj się
  • jaras65

    Oceniono 31 razy 23

    Proszę Was redakcjo skończcie już temat Beresia. Zrobił jak chciał, jestem pewien że kiedyś jeszcze będzie żałować, a na dzień dzisiejszy żal patrzeć na niego na zdjęciach w dresach czy koszulce tej szmaty.

  • janski12

    Oceniono 21 razy 13

    Chłopak nie rozumie ze przeniósl sie na prowincję, tak, tak Warszawa mimo ze" stolyca" to jednak prowincja. POZNAŃ to ZACHÓD zawsze należał do zachodu ,kultura zachodnia . Warszawa to Azja, zachowania bizancjum nic nie ujmując tej kulturze,to jednak pewien smrodek ruskich naleciałosci sie unosi.

  • arash555

    Oceniono 26 razy 12

    Babcia sie bedzie modlila zeby go tam nie wyr*chali

  • lechupo

    Oceniono 12 razy 10

    Babcia się modli bo jako dojrzała osoba ma świadomość konsekwencji jego decyzji

  • maciej2538

    Oceniono 6 razy 6

    zrobił jak uważał tyle tylko że jesienia jak będzie mecz z legią powinien za wszelka cene nie wychodzic na murawe tak by zrobił każdy zeby nie narażic się na gwizdy i upokorzenie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX