Jerzy Kruszczyński, mieszkający w Szwecji lechita: Dla kogoś stąd gra w Polsce to awans

- Piłkarz z ligi szwedzkiej potraktuje grę w Polsce jako sportowy awans, ale także etap przejściowy - mówi przy okazji transferu Kaspera Hämäläinena Jerzy Kruszczyński, były lechita, który mieszka w Szwecji
Jerzy Kruszczyński w latach 80. reprezentował barwy Lechii Gdańsk i Lecha Poznań - w 1988 roku brał udział w pamiętnym meczu z FC Barcelona i to on strzelił jej gola na Bułgarskiej. W 1989 roku wyjechał do Szwecji i osiadł w niej na stałe. Mieszka w Gislaved.

Radosław Nawrot: Słyszał pan, że Lech Poznań ściągnął nowego zawodnika ze szwedzkiego Djurgaardens IF - Fina Kaspera Hämäläinena?

Jerzy Kruszczyński: Słyszałem, bo interesuję się tym, co dzieje się w Lechu. W Szwecji jednak o tym transferze raczej cicho. Pewnie dlatego, że liga szwedzka gra systemem wiosna-jesień i teraz jest zimowa przerwa. Serwisy poświęcone są raczej hokejowi i narciarstwu, a piłkarze szwedzkich klubów wyjechali gdzieś do Turcji czy Afryki.

Zna go pan jednak?

- Aż tak bardzo go nie kojarzę. Nie przypominam sobie, aby kogokolwiek w Szwecji zachwycił na tyle, by było o nim głośno w mediach. Ani o tym, by jakieś kluby się o niego biły.

Czy fakt, że gracz z bogatej Szwecji trafia do Polski, jest niezwykły?

- Nie, wcale nie. Szwedzkie kluby nie są bogate, na dodatek teraz, w czasach kryzysu, przeżywają spore kłopoty finansowe. Szwedzi do kryzysu podchodzą bardzo pragmatycznie. Nie są rozrzutni, myślą oszczędnościowo, a dotyczy to także ligi hokejowej czy żużlowej. To zupełnie inna sytuacja niż wtedy, gdy ja i koledzy 20 lat temu wyjeżdżaliśmy tu grać. Jechaliśmy wówczas na piłkarską emeryturę, zarobić, gdyż w Polsce się nie dało. Wówczas liga szwedzka miała nad polską finansową przewagę. Teraz nie ma.

Polska liga jest bogatsza?

- Zdecydowanie tak. Jeśli klub taki jak Lech proponuje Szwedom za piłkarza 300 tys. euro, to są to tutaj spore kwoty. Ponadto Szwedzi nigdy nie mieli wątpliwości, że ich liga służy wyłącznie do dalszej sprzedaży zawodników. Nigdy nie starają się ich zatrzymywać. Jeśli jest niezła oferta, to łatwo godzą się na sprzedaż.

Czy poziom sportowy ligi szwedzkiej także jest niższy niż polskiej?

- To już trudniej powiedzieć. Czołówka szwedzkiej ligi odpowiada siłą czołówce polskich klubów, ale zainteresowanie piłką ligową w Szwecji jest znacznie mniejsze niż w Polsce. Na meczu Lecha z AIK w Solnie było znacznie więcej widzów niż przychodzi na mecze ekstraklasy. Szwedzi na te puchary się bardzo motywują. Tym tłumaczę porażkę Lecha z AIK 0:3, gdyż nie ukrywam, że byłem przekonany, iż poradzi on sobie. Potem musiałem wysłuchiwać przytyków.

Za porażkę Lecha?

- Jasne. Wie pan, prawdziwy Szwed to człowiek zazdrosny, ufny tylko w to, co szwedzkie - miejscowe jedzenie, meble, własne volvo. Po meczu z Lechem od razu pojawiły się uszczypliwości. Mówiłem im wtedy, że skoro nie mają kasy, to Polacy postanowili ich trochę podreperować.

Wynik meczu Lecha z AIK nie stanowi o różnicach między obydwoma ligami?

- W żadnym razie. Uważam, że różnica jest zdecydowanie na korzyść Polski. Jestem tu, widzę, nawet trenuję.

Trenuje pan?

- Tak, w IV lidze. To zespół Anderstorps IF. Staram się ich nauczyć fajnej piłki, którą - moim zdaniem - przynoszą do Szwecji tylko cudzoziemcy. Nie wiem jednak, jak długo zdołam, gdyż żona chce bym się poświęcił rodzinie. Mam teraz dwuletnią wnuczkę Antonię i gdy przejdę na emeryturę, chcę wrócić do Polski.

Naprawdę?

- Tak, ale to będzie Gdańsk, nie Poznań. Lechia też jest mi bliska. Klub z Gdańska pamięta o mnie, często dzwonią i zapraszają do kraju, więc jeżdżę.

Z Lecha takich telefonów nie ma?

- Nie ma.

To dziwne, gdyż Lech jest bardzo zainteresowany penetrowaniem szwedzkiego rynku piłkarskiego.

- Już w zeszłym roku, gdy Lech grał z AIK, oferowałem, iż służę wszelką pomocą przy rozpracowywaniu tego rywala. A gdy mój kolega z boiska Andrzej Juskowiak był trenerem napastników u Jose Bakero, wspominałem mu, że gdyby Lech potrzebował czegokolwiek w Szwecji, jestem do dyspozycji.

Jako skaut?

- Nie, bez przesady. Nie chcę, żeby Lech mnie zatrudniał. Byłoby mi po prostu bardzo miło i cieszyłbym się, gdybym mógł się przydać i pomóc. Pojechać, obejrzeć mecz czy zawodnika - stać mnie na to. Jestem gotów pomóc Lechowi zupełnie prywatnie. Jak kolega, jak dawny piłkarz. Lechii Gdańsk już podesłałem namiary na ciekawych piłkarzy.

Myśli Pan, że Kasper Hämäläinen, który cały czas grał w Szwecji i Finlandii, poradzi sobie w Poznaniu?

- To zależy od jego charakteru. Finowie zawsze byli bardziej skorzy do zabaw i rozrywki niż Szwedzi. Są od nich luźniejsi, mniej serio. Broń Boże nie chcę powiedzieć przez to, że tak będzie z nim, bo nie wiem, jaki ma charakter. Jednego można być jednak pewnym - piłkarz ze szwedzkiej ligi będzie traktował grę w Polsce jako sportowy awans, ale też jako etap przejściowy przed wyjazdem do jeszcze lepszej ligi za 2-3 lata.

Będzie chciał się tu pokazać, by pójść dalej?

- Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. W Szwecji piłkarz jest nauczony, jak wygląda ścieżka jego kariery.