Lech Poznań nie płaci na czas. Grozi mu nawet wykluczenie z pucharów

Kolejorz ma kłopoty finansowe. Z opóźnieniem płaci za stadion, a karą, jaka może go spotkać za zaległości wobec piłkarzy, jest nawet wykluczenie w przyszłym sezonie z europejskich pucharów
Wreszcie jest! Aplikacja Sport.pl LIVE w wersji na Androidy. Ściągnij i oceń w Google Play!

W ubiegłym tygodniu poznański klub został wciągnięty przez UEFA na "czarną listę" klubów, które mają długi "wobec innych drużyn, własnych pracowników lub instytucji podatkowych". Lech odpowiedział własnym oświadczeniem, w którym zapewnił, że przesłał do UEFA odpowiednie wyjaśnienia i "nie ma żadnych wymagalnych zobowiązań".

Członkiem CFBC, czyli komórki w UEFA odpowiedzialnej za rozliczanie klubów, jest Polak Adam Giersz - niedawno jeszcze minister sportu w poprzednim rządzie Donalda Tuska.

- Nie mogę ujawnić, wobec kogo dług ma Lech - powiedział nam. - Sprawa jest jednak poważna, zajmie się nią organ sądowy UEFA. A wachlarz możliwych do nałożenia kar jest szeroki: od udzielenia upomnienia, aż po wykluczenie z rozgrywek pucharowych - dodał.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, Lech został wciągnięty na listę, dlatego że ma długi wobec własnych piłkarzy.

Od 2011 r. UEFA zabrała się za monitorowanie sytuacji finansowej klubów, które biorą udział w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej. Lech nie jest jedynym, który znalazł się na cenzurowanym - o wiele większe kłopoty ma rewelacja tegorocznej Ligi Mistrzów, hiszpańska Malaga. Jej długo wobec własnych zawodników sięgają 9 mln euro.

Lech Poznań - mimo trzech z rzędu kompromitujących porażek na własnym stadionie - cały czas jest wiceliderem ekstraklasy i ma spore szanse na to, by awansować do europejskich pucharów. Kibicom obiecuje, że zimą znajdzie pieniądze na wzmocnienie drużyny napastnikiem, ofensywnym pomocnikiem i - być może - także obrońcą. Na razie jednak klub podczas zebrania z pracownikami zapowiedział restrukturyzację, zwolniono też kilku pracowników z pionu zajmującego się sprzedażą biletów i obsługą kibiców.

Skąd wzięły się problemy Lecha? Stoją za nimi gorsze od oczekiwanych wyniki sportowe. "Kolejorz" latem pozbył się sześciu ważnych piłkarzy. Nie awansował do fazy grupowej Ligi Europejskiej, która jeszcze niedawno była dla klubu żyłą złota. Przychody z udziału w tych rozgrywkach w 2010 roku wyniosły ok. 20 mln zł, co przy liczącym ok. 50 mln zł rocznym budżecie klubu było kwotą ogromną. Mimo odchudzenia składu, pozbycia się drogich w utrzymaniu piłkarzy i zastąpienia ich gromadą nastolatków cały czas sporym obciążeniem są kontrakty najlepiej zarabiających gwiazd - Manuela Arboledy i Rafała Murawskiego. Lech będzie musiał ratować budżet sprzedażą piłkarzy - pierwszy w kolejce jest Bułgar Aleksandar Tonew. Ratują go jeszcze spływające do klubu kolejne raty ze sprzedaży latem do HSV Hamburg Artjomsa Rudnevsa.

To nie koniec kłopotów - Lech zalega ćwierć miliona złotych z czynszem za miejski stadion, którego jest operatorem. Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji co miesiąc wystawiają operatorowi stadionu fakturę na 260 tys. zł. Ale Lech, jak się dowiadujemy, ma problem z płaceniem w terminie. Jeszcze przed tygodniem zalegał z czynszem ponad pół miliona złotych. Parę dni temu spłacił jednak połowę zaległości. Lechowi i zależnej od niego spółce Marcelin Management, co przyznaje szef POSiR Ryszard Żukowski, już wcześniej zdarzało się nie płacić w terminie. - Ale zaległości nigdy nie przekroczyły dwóch miesięcy - mówi.

Miasto nie zamierza jednak zrywać umowy z operatorem. Urzędnicy byli wyrozumiali już wcześniej: gdy operator miał zapłacić ponad 2 mln zł kary, bo spóźnił się z dokumentami, prezydent Poznania obniżył ją do 200 tys. zł. Żukowski mówił wtedy "Gazecie": - Musimy traktować operatora nie jak wroga, lecz jak partnera. Jeśli ma inwestować w nasz stadion, wynajmować powierzchnie, organizować imprezy, to w naszym interesie nie jest zarzynanie go.

Lech nie tylko wynajmuje stadion, ale też musi go utrzymywać. Miesięczne opłaty za ogrzewanie, prąd i wodę wahają się od 170 do 250 tys. zł. Rachunki płaci POSiR, który potem zwrotu pieniędzy domaga się od operatora. Czy te faktury Lech płaci w terminie? Pracownicy POSiR od dwóch dni nie potrafili nam odpowiedzieć na to pytanie.

Chcieliśmy o komentarz do tej sprawy spytać prezesa Lecha Karola Klimczaka. Przez dwa dni nie odbierał telefonów od nas, nie zareagował też na SMS z prośbą o kontakt.

Lech Poznań: