Wojewoda wielkopolski o rzucaniu rac: To nie chuligaństwo, to bandytyzm

Ochrona Lecha Poznań potrafi odebrać race kibolom przyjezdnym, ale swoim już nie. O czym to świadczy? - Proszę sobie samemu odpowiedzieć - stwierdza wojewoda wielkopolski Piotr Florek, który ogłosił we wtorek decyzję o zamknięciu na jeden mecz drugiej trybuny poznańskiego stadionu. To tzw. kocioł, w którym zbierają się najbardziej fanatyczni kibice Kolejorza.
Podczas piątkowego meczu ze Śląskiem Wrocław na drugiej trybunie odpalono dziesiątki zabronionych na polskich stadionach rac. Dym spowodował przerwanie spotkania. Stewardów, którzy próbowali zapobiec rozwinięciu na trybunie olbrzymiego transparentu, zadymiarze przepędzili, bijąc i kopiąc.

- Wiedzieliśmy, że taka sytuacja może się zdarzyć, bo to ostatni mecz rundy jesiennej. W poprzednich latach kibice odpalali na takich spotkaniach race. Chcieliśmy spotkać się przed meczem z przedstawicielami stowarzyszenia kibiców Wiara Lecha. Odmówili, tłumacząc, że są zajęci przygotowaniem akcji charytatywnej dla dzieci - mówił we wtorek Piotr Florek.



Wojewoda stwierdził, że policja ostrzegała Lecha Poznań o możliwości wniesienia rac na stadion: - Prosiła o dokładną kontrolę wchodzących kibiców oraz przeszukanie stadionu. Wiara Lecha zajmuje bowiem na stadionie pomieszczenia, w których mogły zostać ukryte race i petardy.

Florek poinformował, że podczas meczu odpalono ponad 170 rac. Część z nich poleciała w kierunku sektora dziecięcego. - To już nie chuligaństwo, lecz bandytyzm - ocenił Florek. I dodał: - Ochrona zawiodła całkowicie.

- Ochrona jest tak nieudolna, że pozwala wnieść tyle rac, czy też świadomie współpracuje z kibolami? - zapytaliśmy wojewodę.

- Race nie są duże. Nie jest łatwo je odnaleźć podczas przeszukania. Ale można to zrobić. Kibice Legii Warszawa i Śląska Wrocław nie wnieśli na stadion rac, choć próbowali. Szef ochrony pokazywał mi cały karton odnalezionych przy nich materiałów pirotechnicznych.

- O czym świadczy to, że przyjezdnym kibicom nie pozwala się przemycić rac, a tym z Lecha wciąż się to udaje?

- Proszę sobie samemu odpowiedzieć - stwierdził wojewoda.



- Policjanci stoją przy bramkach wejściowych i patrzą na ręce ochroniarzom wpuszczającym kibiców. Z racami nikt nie przejdzie - zapewniał Henryk Szlachetka, dyrektor ds. bezpieczeństwa Lecha Poznań.

Jak w takim razie tyle rac znalazło się na stadionie? Szlachetka nie umiał odpowiedzieć. Stwierdził tylko, że wniesienie ich przed meczem jest niemożliwe.

Kibice Lecha nie wejdą na II trybunę podczas marcowego spotkania z Polonią Warszawa. Wojewoda podkreślił, że gdyby mecz odbywał się za kilka tygodni, zamknąłby cały stadion. - Mamy czas do marca, by wyłapać najbardziej aktywnych i agresywnych chuliganów oraz omówić z władzami klubu zmianę regulaminu - wyjaśnił Florek.

Policjanci, jak zapewniał wczoraj Maciej Nestoruk, wyłapią jednak kiboli, którzy w piątek odpalali race: - Ale nie stanie się to z dnia na dzień. Same nagrania z monitoringu, które musimy przejrzeć, zajmują dwa terabajty [2 tys. GB].

Nestoruk jest jednak optymistą: - Niektórzy kibice byli na tym meczu tak bezczelni, że nawet nie zasłaniali twarzy. To nam pomoże.