Sport.pl

Lech Poznań w czołówce ekstraklasy, czyli cud z ulicy Bułgarskiej [OPINIA]

To, że radykalnie odmłodzona i wypełniona przeciętnymi zawodnikami kadra Lecha Poznań ma szansę spędzić zimę jako wicelider ekstraklasy, zakrawa na cud.
Po piątkowym meczu ze Śląskiem Wrocław trener Lecha Poznań Mariusz Rumak nazwał rywala "dojrzalszym zespołem, który potrafił zaakcentować swoje mocne strony, a ukryć słabsze". Z "Kolejorzem" było w tamtym spotkaniu dokładnie odwrotnie. Wyszła z tego najbardziej dotkliwa domowa porażka lechitów od czasu rządów Jacka Rutkowskiego, a najwyższa od pamiętnego 0:4 z Amicą Wronki z sierpnia 2004 roku. Czy aż o osiem lat cofnął się Lech w budowie zespołu? Może nie aż tyle, ale obecny skład drużyny jest chyba najsłabszy od 2006 roku i to cud, że Mariusz Rumak wciąż ma szansę przezimować z nim jako trener wicemistrza jesieni w ekstraklasie.

Dzień po meczu ze Śląskiem mieliśmy drugą rocznicę remisu 1:1 z Juventusem Turyn, po którym to spotkaniu Lech wyszedł z "grupy śmierci" Ligi Europejskiej. Tylko pięciu z czternastu piłkarzy, którzy wówczas zagrali przeciwko turyńczykom, wystąpiło też w piątek - to Krzysztof Kotorowski, Luis Henriquez, Ivan Djurdjević, Marcin Kamiński i Mateusz Możdżeń (dwaj ostatni byli wtedy rezerwowymi). Ośmiu zawodników z tamtego meczu nie ma już w klubie, sześciu z nich odeszło minionego lata. Nawet jeśli diagnoza była trafna i pierwsze, co trzeba było zrobić z szatnią Lecha po poprzednim sezonie, to ją przewietrzyć, upływ krwi był zbyt duży. Zakupy zaś okazały się niewspółmierne do potrzeb organizmu, który dzisiaj ledwie zipie na finiszu rundy. Nie upadł - ba, patrząc na tabelę ma się całkiem dobrze - i to jest chyba największa zagadka jesieni. Jakim cudem Lech, ze swoim siermiężnym stylem i niewielką liczbą stworzonych sytuacji bramkowych, wciąż jest w czubie tabeli?

Takie pytanie stawiali sobie pewnie piłkarze z sześciu drużyn, które Lech pokonał w tym półroczu na wyjeździe. Żadnego z przeciwników "Kolejorz" nie zdominował przecież tak, jak sam został w piątek zdominowany przez Śląsk Wrocław. Mimo to na wyjazdach Lech zdobył 18 na 21 możliwych punktów. Tylko jedno zwycięstwo więcej na obcym terenie miał w całym mistrzowskim sezonie, a jednak trudno teraz wierzyć w tytuł dla "Kolejorza", nawet obrona miejsca w czołówce wydaje się abstrakcją - nie z trzema porażkami w siedmiu domowych meczach. Ten dorobek już jest wyrównaniem niechlubnego rekordu z poprzedniego sezonu, który pod względem przegranych na swoim boisku był najgorszy od czasów wejścia na Bułgarską Jacka Rutkowskiego. Dotychczas Lech przegrywał w Poznaniu jeden-dwa mecze w roku, w sumie dziesięć w sześć sezonów od 2006 roku.

Za sytuację Lecha nie sposób winić trenera Mariusza Rumaka. Jeśli wierzyć "Super Expressowi", to jedenasty trener ekstraklasy pod względem zarobków. Wyciąga jednak z zespołu o wiele więcej, niż jego lepiej opłacani konkurenci. Patrząc na kadrę Lecha, jest ona może tylko kilka pozycji wyżej, niż Mariusz Rumak na liście płac ligowych szkoleniowców. Przypomnijmy, że po oszczędnym w transfery letnim oknie transferowym (którym to już z kolei?) mówiło się, że celem trenera "Kolejorza" będzie raczej minimalizowanie strat przed drugą częścią sezonu. Pod względem liczby zdobytych punktów i miejsca w stawce, to się bez wątpienia udaje.

Nie udaje się natomiast eksperyment, który zarząd postanowił przeprowadzić na drużynie - zdecydowanie ją odmłodzić i jeszcze tłumaczyć, że tak ma właśnie teraz być. W czasach kryzysu pomysł świetny, ale trudny do połączenia z innym celem: stałą obecnością w europejskich pucharach. Debiutanckie gole w ekstraklasie Patryka Wolskiego, Szymona Drewniaka i Bartosza Bereszyńskiego czy błysk talentu Karola Linettego zapamiętają z tej jesieni zapewne tylko kibice Lecha i znawcy ligowej piłki. Ktoś, kto mniej interesuje się ekstraklasą, miał większe szanse usłyszeć o innych piłkarzach urodzonych w latach 90.: Jakubie Koseckim z Legii Warszawa, Arkadiuszu Miliku z Górnika Zabrze czy Pawle Wszołku i Łukaszu Teodorczyku z Polonii Warszawa. Kolega Karola Linettego z niedawnej kadry Polski U-17, Mariusz Stępiński z Widzewa Łódź w ten weekend zapewnił swojej drużynie zwycięstwo w meczu z Koroną Kielce. Wcześniej w tej rundzie dawał łodzianom po punkcie w dwóch meczach. Może więc i lechowa młodzież jest zdolna i perspektywiczna, ale tu i teraz większe piłkarskie talenty grają dla innych polskich drużyn.

A że wśród tych bardziej doświadczonych lechitów nie ma zbyt wielu gwiazd ligi, to ledwie dwie jesienne wygrane "Kolejorza" w Poznaniu specjalnie nie dziwią. Co nie znaczy, że nie są rozczarowujące. W "Prostej historii" Davida Lyncha pada zdanie, że "w starości najgorsze jest to, że się pamięta młodość". Na trybunach przy Bułgarskiej wciąż jeszcze pamięta się nieodległe mecze z Juventusem, Manchesterem City czy Sportingiem Braga. Po tamtych sukcesach trudniej zaakceptować obecną serię upokorzeń w meczach z Jagiellonią Białystok, Legią Warszawa i Śląskiem Wrocław.

Więcej o: