Lech Poznań chce kopać na wsi. Nie piłkę, lecz żwir

Pralka, piłkarskie stroje, wejściówki na mecz Lecha - tak powiązana z ?Kolejorzem? spółka szuka poparcia dla otwarcia... żwirowni. Ale spotkała się z oporem sąsiadów, którzy nie chcą wykopaliska
Żwirownia miałaby powstać pod Sarbią, koło Dusznik. Chce ją uruchomić Marcelin Management, spółka, która powstała trzy lata temu, by sprzedawać gadżety Lecha Poznań. Obecnie zarządza stadionem przy ul. Bułgarskiej.

Marcelin wydzierżawił już działkę, 15 ha, na której znajdować się ma ponad 2 mln ton żwiru. Na jego wydobyciu - po odliczeniu kosztów - miałby zarobić ponad milion złotych.

Pomysł nie podoba się jednak mieszkańcom, którzy założyli Stowarzyszenie Pasikonik. - Żwirownia ma powstać kilkanaście metrów od naszych domów. Ciężarówki będą rozjeżdżać drogi. Komfort życia spadnie - mówi Magda Hojak-Pałęza z Pasikonika.

Decyzja należy teraz do radnych gminy Duszniki, którzy musieliby zmienić studium zagospodarowania przestrzennego terenu. Pozytywną ocenę musi uzyskać też raport określający wpływ inwestycji na środowisko. W końcu Urząd Marszałkowski musi wydać koncesję na wydobycie żwiru.

Pierwszy wniosek o zmianę studium spółka złożyła przed rokiem. Jest w nim informacja, że ciężarówki ze żwirem będą jeździć przez wieś. Mieszkańcy protestują.

Prezes zrobił łubu-dubu

List z poparciem dla żwirowni pisze jednak Tadeusz Grzesiak, prezes klubu piłkarskiego Sarbia. Przekonuje, że dla lokalnych klubów inwestycja jest szansą na nawiązanie współpracy z Lechem Poznań. A sport jest dla miejscowej społeczności ważnym elementem codziennego życia.

Grzesiak przyznaje, że z prośbą o poparcie zwrócił się do niego Henryk Szlachetka, dyrektor ds. bezpieczeństwa Lecha Poznań.

- Zrobiliśmy referendum. Większość była za żwirownią.

- Większość mieszkańców?

- Piłkarzy.

Co przekonało klub? Dostał wejściówki na jeden z meczów Lecha w Poznaniu, stroje piłkarskie i sprzęt AGD: kuchenkę i pralkę. - Przekazaliśmy je miejscowej szkole. Padła też obietnica, że Lech wybuduje nam szatnię przy boisku, bo nie mamy gdzie się przebierać - opowiada Grzesiak.

Henryk Szlachetka: - Zrobimy im przy boisku oświetlenie za 100 tys. zł.

- W zamian za poparcie żwirowni? - pytam.

- Nie ukrywam, że była taka rozmowa. Zawsze trzeba zyskać poparcie lokalnej społeczności.

Lucyna Krajewska, dyrektorka szkoły, do której trafił sprzęt AGD, także napisała list popierający żwirownię. Przekonuje w nim, że "eksploatacja złóż żwiru ma bardzo duże znaczenie w kontekście długofalowego rozwoju naszej gminy". - Nic więcej nie mam panu do powiedzenia - ucina Krajewska, gdy pytamy, skąd jej zainteresowanie żwirownią.

Uczniowie z jej szkoły, podobnie jak piłkarze Sarbi, także byli za darmo na meczu Lecha.

List z identycznie sformułowanym poparciem podpisał Tomasz Pawlaczyk, sołtys Sarbi.

Wiejska świetlica też dostała sprzęt AGD, ale Pawlaczyk przypłacił to stanowiskiem, bo mieszkańcy odwołali go w głosowaniu. Nowy sołtys inwestycji już nie popiera.

- Jeśli społeczność jest przeciwna powstaniu żwirowni, to też się wycofamy. Nie będziemy ryzykować dobrego wizerunku Lecha - mówi nam Jacek Masiota, prawnik Lecha Poznań i Marcelin Management.

Masiota próbował przekonywać do inwestycji na specjalnym posiedzeniu rady gminy. Wyliczał, że do budżetu gminy będą wpływać pieniądze z tytułu podatku gruntowego (rocznie 100 tys. zł) i kopalnianego (w sumie ponad milion złotych). Masiota obiecywał jeszcze pieniądze na budowę chodnika i kilkanaście miejsc pracy. Był też element rozrywkowy: Lech Poznań miałby zagrać w gminie mecz pokazowy.

Potrzebują na czynsz za stadion

- Po co wam żwirownia? - pytam Masiotę.

- Był pomysł, by sprzedawać żwir pewnej firmie, po okazyjnej cenie, a ona w zamian miała sponsorować Lecha. To już nieaktualne, więc będziemy sprzedawać żwir normalnie. Marcelinowi pieniądze się przydadzą - tłumaczy.

Marcelin jest operatorem stadionu w Poznaniu. Potrzebuje pieniędzy, bo rocznie ma płacić miastu ponad 3 mln zł czynszu.

- Nie chcemy, by stadion był utrzymywany naszym kosztem - mówi Hojak-Pałęza z Pasikonika.

Po protestach mieszkańców inwestor złożył nowy wniosek: ciężarówki ze żwirem mają jeździć inną trasą. Ale mieszkańcy nadal protestują.

Adam Woropaj, wójt Dusznik, uważa, że decyzja w sprawie żwirowni zapadnie najwcześniej za kilka miesięcy.

- Pan jest "za"? - pytam.

Woropaj: - Jesteśmy gminą rolniczą, liczy się każda złotówka, trzeba za coś budować kanalizację, drogi. Ale decyzja należy do radnych.

- Co pan sądzi o "prezentach" od Marcelina?

- Spółka nie może liczyć, że będzie to miało jakieś znaczenie. Radni są niezależni.

Radny Zbigniew Dziamski nie wie jeszcze, czy poprze żwirownię. Ale prezenty od inwestora go nie oburzają: - Trzeba jakoś ludziom zrekompensować tę uciążliwość.