Sport.pl

Był taki mecz: Lechowstrzymywacz nie zadziałał, Zakrzewski dał awans w Bielsku-Białej

''Trzynasty zespół II ligi Podbeskidzie Bielsko-Biała obnażył słabości Lecha Poznań, ale wyeliminować z Pucharu Polski go jednak nie zdołał. Kolejorz wygrał 2:1 i w 1/8 finału zagra z Pogonią Szczecin'' - pisał w relacji z meczu rozegranego 19 września 2006 roku korespondent Gazety Wyborczej Poznań. To był jeden z pierwszych meczów Lecha Poznań po przejęciu klubu przez holding Amica, a jednocześnie pierwsza konfrontacja z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
''Do przerwy lechici prowadzili do przerwy 2:0 i awans mieli już niemal w kieszeni. Mogło by się wydawać, że wszystko jest w normie. Oto przedstawiciel ekstraklasy przyjechał do jednego ze słabeuszy II ligi i pokazuje mu miejsce w szeregu. Wynik był jednak trochę na wyrost, bo przez sporą część pierwszej połowy mecz był w miarę wyrównany i nic nie wskazywało, że lechici będą schodzili do szatni z bezpieczną przewagą. Owszem, podopieczni Franciszka Smudy pokazali parę akcji, w których kilkanaście razy podawali do siebie piłkę bez interwencji gospodarzy. Ale też gospodarzy było stać na takie popisy w panowaniu nad piłką. Trzeba podkreślić, że na nierównej i łatanej w paru miejscach murawie - takiej, jakiej nie spotyka się już w pierwszej lidze - nie było to łatwe. Bielszczanie są jednak do niej przyzwyczajeni i kilka razy zaskoczyli Lecha.

Oczywiście, sytuacji bramkowych dla poznaniaków było więcej. Choćby sam Marcin Wasilewski mógł kilka razy udowodnić, że potrafi strzelać gole. Bohaterem Lecha został jednak Zbigniew Zakrzewski, którego Smuda ustawił w roli wysuniętego, jedynego napastnika. Jego popisy oglądał - tym razem z ławki rezerwowych - kapitan Piotr Reiss. I nie mógł mieć zastrzeżeń do Zakrzewskiego, który w 42. min dynamicznie wbiegł w pole karne, zostawił rywali daleko z tyłu i pokonał Łukasza Merdę uderzeniem w tzw. długi róg. Po raz drugi ''Zaki'' trafił już w doliczonym czasie pierwszej części po akcji z udziałem niemal wszystkich lechitów . - Ten puchar jest nasz, ten puchar do Lecha należy - krzyknęła pewna swego grupa 300 kibiców "Kolejorza".

Sympatycy Podbeskidzia nie tracili jednak nadziei. Zdążyli już wcześniej zdjąć transparent z napisem ''Lechowstrzymywacz'', nawiązujący do modnej reklamy. Ale wciąż na płocie wisiał dumny napis ''Ponad nami tylko góry''. No i piłkarze z Bielska-Białej zafundowali swoim fanom emocjonującą końcówkę. Oczywiście nie bez udziału poznaniaków, którzy najwyraźniej nie potrafią utrzymać bezpiecznej przewagi bez drżenia o wynik. Nie udało im się też wczoraj, mimo że mieli ułatwione zadanie. Przez ostatnie 20 min. bielszczanie grali w dziesiątkę, bo Arturowi Łazarowi odnowiła się kontuzja, a trener Krzysztof Tochel wykorzystał limit zmian. Tymczasem to Lech stracił gola. Rezerwowy Sławomir Cienciała przeprowadził rajd prawą stroną, dośrodkował piłkę, Krzysztof Kotorowski trącił ją ręką, a ta odbiła się od nogi zaskoczonego Wasilewskiego.

W końcówce siły się wyrównały, bo drugą żółtą kartę dostał Marcin Kikut i z czerwoną musiał zejść z boiska. Gospodarze atakowali bardzo żywiołowo, ale mało składnie''.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Lech Poznań 1:2 (0:2)

Bramki: 0:1 i 0:2 Zakrzewski (42., po podaniu Kikuta i 45.+1, asysta Bąka), 1:2 Wasilewski (79., samobójcza po zagraniu Cienciały)

PODBESKIDZIE: Merda - Górkiewicz (66. Cienciała), Mouzie, Rucki, Zdolski - Gorszkow Ż, Koman (46. Monasterski), Łazar Ż - Kołodziej - Pater, Józefowicz (46. Kocur).

LECH: Kotorowski - Wasilewski, Drzymont, Bosacki, Wojtkowiak - Bąk Ż, Murawski (76. Scherfchen) - Kikut Ż-Cz (84.), Quinteros, Wachowicz (71. Wilk) - Zakrzewski (67. Pitry).

Widzów: 3 tys. (300 kibiców Lecha)

Franciszek Smuda, trener Lecha Poznań: - Te pierwsze mecze pucharowe są najgorsze. W Niemczech pięciu przedstawiciel Bundesligi odpadło z Pucharu Niemiec z drużynami z niższych lig. Potem to się jakoś rozkręca, są silniejsi rywale, mecze są atrakcyjniejsze. Takie na poważnie. Nie chcę powiedzieć, że dziś chłopaki zlekceważyli rywali. Coś jednak takiego jest w głowie, że grają ze słabszym przeciwnikiem i to było widać na boisku. Przy 2:0 dałem odpocząć kilku zawodnikom i to też nie wyszło nam na dobre. Najważniejsze, że przeszliśmy, styl nie jest tu istotny. Kikut zrobił dobre wrażenie, niepotrzebnie złapał te kartki, szczególnie tę pierwszą. Mamy więc alternatywę dla Marcina Zająca.

Zbigniew Zakrzewski, napastnik Lecha Poznań: - Awansowaliśmy zasłużenie, mieliśmy więcej okazji. Znów niepotrzebnie się cofnęliśmy i musieliśmy drżeć o wynik. Może to było spowodowane tym, że w drodze na mecz autobus zepsuł się dwa razy i dotarliśmy do Bielska-Białej w poniedziałek o godz. 22, choć wyjechaliśmy z Poznania o 13.

Więcej o: