Sport.pl

Najbardziej pamiętne mecze Lech - Legia w Poznaniu. Rok 2004.

Kto wie, czy nie był to najlepszy w wykonaniu Lecha Poznań mecz przeciwko Legii Warszawa w ostatnich latach. Teoretycznie znacznie słabszy personalnie Kolejorz wygrał z nią bezdyskusyjnie w pierwszym spotkaniu Pucharu Polski i ostatecznie zdobył trofeum.
Finał Pucharu Polski rozgrywany był wówczas w formie dwumeczu. Pierwszy pojedynek odbył się w Poznaniu i Lech musiał zapewnić sobie odpowiednio wysoką zaliczkę w starciu z faworyzowaną Legią Warszawa. I zapewnił. Po znakomitej grze i dwóch golach Piotra Reissa zwyciężył 2:0.

Oto jak relacjonowała to spotkanie z 2004 roku "Gazeta Wyborcza":

"Lech zaczął tak, jak przystało na finał Pucharu Polski. Szybko, zdecydowanie, z polotem. Z pasją walczył o każdą piłkę. Rozgrywał najlepszy mecz w sezonie, a niektórzy twierdzili, że i od lat... Nie pozwolił gościom na nic. Za to Legia tak źle jak przed przerwą wiosną jeszcze nie grała. W ataku piłkarze z Warszawy oddali dwa żałosne strzały (jeden Panu Bogu w okno, drugi zablokowany), w obronie dawali się ogrywać jak dzieci.

Lech znakomicie rozpracował rywali. - Przegrany mecz ligowy nie powtórzy się. Teraz to my będziemy grać, a Legia biegać! Zmusimy ją do tego - zapowiadał trener Lecha Czesław Michniewicz. Święte słowa. A że Legia biegała wolno i walczyła słabo, Lech prowadził 2:0. W 17. minucie nikt nie blokował strzału Michała Golińskiego z 13 m, nikt nie asekurował Artura Boruca, gdy ten świetnie obronił uderzenie, ale przy dobitce Piotra Reissa nie miał szans. Kapitan Lecha był wczoraj gwiazdą meczu. Jego każdy kontakt z piłką siał popłoch wśród rywali. Cichym bohaterem był Maciej Scherfchen, który ponad pół meczu grał z pękniętą kością ręki.

W 35. minucie najpierw napastnicy i pomocnicy pozwolili Pawłowi Kaczorowskiemu wbiec spod własnego pola karnego pod bramkę, potem nie przeszkodzili Golińskiemu, a kiedy piłka trafiła do Reissa, stali i patrzyli jak zahipnotyzowani, bojąc się dotknąć rywala. To pierwszy tej wiosny mecz, w którym Legia straciła dwa gole. - Chyba nawet nasi najbardziej wybredni kibice powinni być zadowoleni po pierwszej połowie - cieszył się Piotr Reiss.

Po przerwie goście atakowali, ale gdy dochodzili do pola karnego Lecha, tracili głowę, nie umieli celnie podać, a gdy im się udało, nie potrafili strzelić. Rzuty rożne nie były żadnym zagrożeniem.

Zabrakło nam wszystkiego co tylko możliwe: agresywności, krycia, odbioru piłki. Lech pozbawił nas wszystkich atutów, a my tylko czekaliśmy z przekonaniem, że nic nam się nie może stać - podsumował kapitan Legii Łukasz Surma.

Lech Poznań - Legia Warszawa 2:0 (2:0)

Bramki: Reiss (17., 35.)

Lech: Piątek - Kaczorowski (84. Kryger), Bosacki Ż, Wójcik, Lasocki - Madej, Scherfchen, Świerczewski Ż, Goliński (90. Mowlik) - Reiss, Zakrzewski (76. Piskuła).

Legia: Boruc - Choto, Zieliński, Jóźwiak - Sokołowski II Ż, Magiera (39. Jarzębowski), Surma (79. Szala), Vuković, Sokołowski I (46. Wróblewski) - Włodarczyk, Saganowski.



- Lech cieszył się, jakby zdobył Puchar Polski. Ale to nie koniec - twierdzi Artur Boruc. - Żeby nie było nerwów, dogrywki i karnych, wygramy w Warszawie 3:0 - dodał bramkarz Legii. - Nie z takimi drużynami jak Lech potrafiliśmy wysoko wygrywać - straszy Aleksandar Vuković.

Ale Legia nie ma co liczyć na to, że Lech zlekceważy rywala. - Gdyby to nie była Legia, 2:0 byłoby niezłą zaliczką. Na Łazienkowskiej będzie gorąco - powiedział wczoraj trener zwycięzców Czesław Michniewicz".

Wystarczyło. W rewanżu Lech przegrał jedynie 0:1 po heroicznej walce o utrzymanie rezultatu i płomiennej przemowie trenera Czesława Michniewicza w przerwie.

Nie dał się w Warszawie złamać Lech, ale złamany został pakt o nieagresji między kibicami obu ekip. Po zakazie wstępu dla kibiców Legii Warszawa na stadion przy Bułgarskiej fani Kolejorza postanowili wpuścić ich incognito. Nie tylko zapewnili im bezpieczeństwo na stadionie, ale jeszcze pilnowali samochodów kibiców Legii. Na stadionie wywiesili transparent "Legio, ze wszystkich naszych wrogów ciebie szanujemy najbardziej" i brawami nagradzali wychodzących na rozgrzewkę legionistów. Ta niezwykła atmosfera prysła podczas rewanżu, gdy odbierający trofeum lechici zostali napadnięci na trybunie VIP.

Więcej o: