Bartosz Bereszyński: Okazuje się, że można wygrywać młodym składem

- To, czy wygrywamy szczęśliwie, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Punkty sa punktami, nie ma sensu zastanawiać się po spotkaniu, ile w tym było fuksa - mówił po wygranej 1:0 nad Widzewem w Łodzi napastnik Lecha Poznań Bartosz Bereszyński.
Bartosz Bereszyński nie poszedł w ślady swego ojca, znakomitego niegdyś i wieloletniego reprezentanta Lecha Poznań. Przed laty to jego gol rozpoczął strzelaninę , która pozwoliła Kolejorzowi wygrać z Widzewem w Łodzi aż 3:0. - Pierwszy telefon po meczu wykonałem do ojca - przyznaje młody napastnik Lecha Poznań. - Pogratulował mi i powiedział, że szkoda, iż nie strzeliłem gola.

Bartosz Bereszyński grał w ataku Lecha w miejsce kontuzjowanego Bartosza Ślusarskiego. - Cieszę się, że dostałem już dwie szanse, to dla mnie bardzo ważne. Cieszę się, że podczas mojej obecności na boisku drużyna wygrywa, i to na bardzo trudnych boiskach. Okazuje się, że można wygrywać mecze młodymi graczami. W Łodzi od początku bardzo chcieliśmy wygrać, ale nam nie wychodziło. W przerwie trener bardzo nas zmobilizował, wyszliśmy zdeterminowani i tym razem się udało - przyznał.

- To, czy wygrywamy szczęśliwie, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Punkty sa punktami, nie ma sensu zastanawiać się po spotkaniu, ile w tym było fuksa - mówił Bartosz Bereszyński. - Staramy się poprawić nasz styl gry, staramy się grać piłką. Ciężko mi tak od razu powiedzieć, dlaczego nie zawsze nam wychodzi. W pierwszej połowie w Łodzi rzeczywiście nie wyglądało to najlepiej, ale w drugiej graliśmy lepiej.